Jest to sztucznie zbudowany anglicyzm, który pół wieku temu chciano zastąpić słowem dymgła

– Czy to prawda, że tak popularne dzisiaj słowo „smog” chciano pół wieku temu zastąpić określeniem „dymgła”? Dlaczego ostatecznie tego nie zrobiono? W dostępnych mi słownikach nie znalazłem tego słowa… (e-mail nadesłany przez internautę gim****@wp.pl); szczegółowe dane do wiadomości mojej i redakcji).

Formę dymgła wymyślił na początku lat 60. i chciał upowszechnić Władysław Kopaliński (właściwie Władysław Jan Stefczyk, przed drugą wojną światową Jan Sterling, zmarł w 2007 roku w wieku niespełna 100 lat), tłumacz i wybitny leksykograf, autor m.in. Słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych i Słownika mitów i tradycji kultury.

Uznał, że skoro anglicyzm smog (w języku angielskim wyraz ten wszedł do obiegu na początku XX stulecia) – oznaczający wyziewy silników spalinowych pomieszane z mgłą, zatruwający atmosferę największych miast w Anglii i w Stanach Zjednoczonych – powstał z połączenia wyrazów smoke ‘dym’ i fog ‘mgła’ przez odcięcie końcowej cząstki -ke z pierwszego i początkowego -fo z drugiego – smo(ke)(fo)g, to tak samo można postąpić z tłumaczeniem tego złożenia na gruncie polskim, tzn. słowem dymgła utworzonym z rzeczowników dym i mgładym(m)gła.

Na pierwszy rzut oka neologizm dymgła wydawał się określeniem dość zgrabnym gramatycznie (odpadło tylko jedno m). Po przeanalizowaniu jego budowy i głębszym zastanowieniu się nad poprawnością całości językoznawcy zaczęli jednak zgłaszać pod jego adresem uwagi krytyczne. Świętej pamięci prof. Walery Pisarek pisał o dymgle w Słowniku języka nibypolskiego, czyli błędy językowe w prasie (Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1978, s. 25), że „jest to rzeczownik udający wyraz polski, używany zamiast wyrazu smog).

Zasadniczym zastrzeżeniem lingwistów było to, że nowy twór utworzony został wbrew regułom polskiego słowotwórstwa, które wyklucza krzyżowanie dwóch rzeczowników (taka zbitka wyrazowa nosi nazwę portmanteau dosł. ‘kufer podróżny’, w lm. portmanteaux) mających w dodatku różny rodzaj gramatyczny (dym – męski, mgła – żeński) i funkcjonowanie ich jako zrostu.

W tej sytuacji można było zaaprobować zestawienie o członach równorzędnych znaczeniowo z dywizem dym-mgła (jak np. chłop-robotnik, klub-kawiarnia, ława-stół, pralka-suszarka, wiertarka-wkrętarka) albo wyraz złożony ze spójką –o-dymomgła (dym- + -o- + mgła, tak jak chłoporobotnik, klubokawiarnia, ławostół, pralkosuszarka, wiertarkowkrętarka), choć ze względu na powtarzające się dwukrotnie m nie najłatwiej się go artykułuje.

Postać złożona dym-mgła nie wchodziła w rachubę, gdyż wymagała nie tylko zapisu z łącznikiem, ale również deklinowania obydwu członów (D. dymu-mgły, C. dymowi-mgle, N. dymem-mgłą, Ms. dymie-mgle), co by sprawiało użytkownikom polszczyzny niewątpliwie kłopot. Z tego względu 50 lat temu nikt z leksykografów na nią nie postawił.

Nieco wygodniejszym ortograficznie i gramatycznie wariantem mogła być dymomgła, słowo rodzaju żeńskiego; mówilibyśmy i pisali dymomgły, dymomgle, dymomgłę, dymomgłą. Ale jej także wtedy nie wzięto pod uwagę, niewątpliwie dlatego, że wyrazów złożonych z interfiksem samogłoskowym raczej nie tworzono, a brzmienia chłoporobotnik i klubokawiarnia potępiano jak mało które (stawiano zdecydowanie na dywiz między członami mianownikowymi, tzn. na złożenia chłop-robotnik, klub-kawiarnia).

Ostatecznie słowo dymgła (i jego warianty) wzorowane na kalce angielskiej smog się nie przyjęło i nigdy nie trafiło do słowników. Anglicyzm okazał się poręczniejszy, krótszy, łatwiejszy do wymówienia. Posługujemy się nim do dzisiaj (po raz pierwszy trafił do wyd. II z 1981 roku trzytomowego Słownika języka polskiego PWN pod redakcją Mieczysława Szymczaka, s. 266). Pamiętajmy o tym, że smog nie ma form pluralnych.

MACIEJ  MALINOWSKI

1 komentarz

Komentowanie jest niedostępne.

Przewiń do góry