W ręku

3 komentarze

  1. Stratos Vasdekis napisał(a):

    Do grupy słowników, które podają formę „ręku” wyłącznie jako formę liczby pojedynczej, należy jeszcze zaliczyć „Uniwersalny słownik języka polskiego” pod red. S. Dubisza: „Ms. ręce a. ręku”. Do drugiej, natomiast, grupy słowników, które podają ją wyłącznie jako formę liczby mnogiej – „Słownik gramatyczny języka polskiego”, Z. Saloniego, W. Gruszczyńskiego i in.: „Ms. rękach/ręku daw.” (http://sgjp.pl/leksemy/#13945/ręka) oraz „Wielki słownik języka polskiego” (http://www.wsjp.pl/index.php?id_hasla=15951&id_znaczenia=4871111&l=21&ind=0): „Ms: rękach, ręku”, z adnotacją: „Forma Msc. lm ręku używana tylko po przyimkach na i w.”.
    Krótko mówiąc: do wyboru, do koloru!

  2. Grzegorz Jagodziński napisał(a):

    «Właściwie to również mianownik (oraz biernik i wołacz) powinien był otrzymać formę (te) ręki (tak jak męki, wnęki, szczęki), ostatecznie jednak opowiedziano się za brzmieniem ręce»

    Nieprawda! Języka nie tworzy jakieś uprawnione ciało, które może się za czymś opowiadać, ale bezosobowy uzus, który nie może opowiadać się za niczym. Polski to nie sanskryt!

    Częste użycie formy liczby podwójnej „ręce” sprawiło, że uzyskała ona także znaczenie liczby mnogiej, i wyparła pierwotną formę „ręki”. Nb. identycznie stało się z dualnymi formami „oczy” i „uszy” (stare formy liczby mnogiej „oka”, „ucha” w tym wypadku jednak przetrwały w znaczeniu przenośnym).

    «A co z formą w ręku będącą genetycznie miejscownikiem liczby podwójnej?

    O dziwo, nie pozostawiono jej jako oboczności pluralnej miejscownika w rękach, tylko włączono (chyba niepotrzebnie…) do deklinacji […]»

    Nieprawda! Nikt niczego nigdzie nie włączał i niczego nie zostawiał! Raz jeszcze: polski to nie sanskryt, i to (na szczęście) nie od humorów gremium uważającego się za predestynowane do rozsądzania o poprawności zależy to, co poprawne, a co niepoprawne.

    W rzeczywistości było całkiem inaczej: przetrwała stara forma dopełniacza – miejscownika liczby podwójnej „ręku”, ale tylko w wyrażeniu przyimkowym „na ręku” (i to głównie w kontekście związanym z matką trzymającą dziecko). Wyrażenie to, znaczące pierwotnie tyle co „na obu rękach”, zaczęto z czasem rozumieć opacznie jako „na (jednej) ręce”. Nie dlatego, że ktoś coś gdzieś włączył, ale dlatego, że końcówka -u jest dziś charakterystyczna dla miejscownika liczby pojedynczej. A znaczenie wyrażenia było nie dość jasno wskazywało na dualny charakter rzeczownika. W końcu małe dziecko można trzymać na dwóch rękach lub (głównie) na jednej.

    • PiotrekD napisał(a):

      Zgadzam się z nieco Panem Grzegorzem.

      Moją uwagę przykuł szczególnie ten akapit.

      „O dziwo, nie pozostawiono jej jako oboczności pluralnej miejscownika w rękach, tylko włączono (chyba niepotrzebnie…) do deklinacji słowa ręka w liczbie pojedynczej (zakończenie -u w miejscowniku było charakterystyczne dla rzeczowników męskich i nijakich, np. w oku, w uchu)”.

      Nie wiem, w ilu źródłach Doktor to sprawdzał; wiem, że faktycznie „Wielki słownik poprawnej polszczyzny” pod redakcją A. Markowskiego, „Słownik poprawnej polszczyzny” pod redakcją W. Doroszewskiego i „Inny słownik języka polskiego” pod redakcją M. Bańki podają formę „ręku” wyłącznie jako formę liczby pojedynczej, co mnie dziwi, ale „Słownik języka polskiego” pod redakcją W. Doroszewskiego i „Słownik języka polskiego” pod redakcją M. Szymczaka podają ją wyłącznie jako formę liczby mnogiej, oba jako rzadką. „Wielki słownik ortograficzny” dostępny na stronie PWN-u o owej formie w ogóle nie wspomina.

      SJPDor i SJPSzym nie są może najnowszymi słownikami, ale wedle mnie wypadałoby do nich zajrzeć, gdy mówi się w taki sposób („[…] nie pozostawiono […], tylko włączono […]”).

      Moje osobiste wyczucie wskazuje natomiast, że forma „ręku” jest używana w obu liczbach.