O wyrazach psiecko i zapiekaron

Cóż, można jedynie pozazdrościć fantazji słowotwórczej osobom, które te słowa  wymyśliły…

 

– W naszym języku pojawiają się coraz to nowe słowa. Ostatnio odkryłem dwa: „psiecko” i „zapiekaron”. O pierwszym przeczytałem w internecie i dowiedziałem się, że nazywa się tak ukochanego psa, traktując go jak dziecko. Drugi jest najnowszą ofertą reklamową firmy Pizza Hut, o czym informują billboardy. To inaczej zapiekany z rozmaitymi dodatkami makaron. Jak od strony językowej ocenić tego typu nazwy? (e-mail nadesłany przez internautę).

Cóż, można jedynie pozazdrościć fantazji słowotwórczej osobom, które coś takiego wymyśliły, a następnie spowodowały, że wyrazy psiecko oraz zapiekaron (w l.mn. zapiekarony) znalazły się w obiegu.

Piszę o tym nieco z przekąsem, gdyż uważam takie eksperymentowanie z językiem za dość ryzykowne. Niewykluczone, że część ludzi uzna to za fajną, oryginalną zabawę słowną, ale inni będą odmiennego zdania, odniosą się do tego jednoznacznie z dezaprobatą.

Nietrudno się domyślić, że omawiane słowa są kontaminacją, tzn. skrzyżowaniem dwóch wyrazów: w wypadku formy psieckopsie dziecko, w wypadku formy zapiekaronzapiekany makaron.

Zabieg słowotwórczy polegał na tym, że rzeczownikowi dziecko odcięto początkowe dzie– i to, co pozostało (-cko), połączono z przymiotnikiem psie (psie- + -cko). Z kolei rzeczownik makaron pozbawiono nagłosowego ma- i do członu –karon dodano część zapie– pozostały z imiesłowu przymiotnikowego zapiekany (zapie- + karon).

Spróbujmy dociec, dlaczego zaczęto mówić i pisać psiecko i zapiekaron i czy był jakiś powód, że słowa te wymyślono.

Najpierw psiecko. Używa się tego określenia w sytuacji, kiedy właściciel traktuje czworonoga tak, jak gdyby było to dziecko (chodzi zwykle o psa o niewielkich rozmiarach). Rozpieszcza go ponad miarę, kupuje mu (na jesień i zimę) ubranka i pieluchy majtki, transportuje w wyszukanym nosidełku, a na specjalne okazje wiąże na uszach kokardki lub na szyi muszkę.

Innymi cechami charakterystycznymi dla właścicieli zakochanych w swoich czworonogach, czyli w psieciach, jest jeszcze to, że pies śpi w łóżku ze swoją panią, swoim panem; że świętuje się urodziny psa; że rozmawia się z psem tak jak z dzieckiem; że kupiło się psu wózek i że odczuwa się chorobliwy dyskomfort, kiedy pies pozostaje przez dłuższy czas sam w domu.

Psychologowie mówią wręcz o nowym zjawisku życia występującym wśród ludzi młodych, często singlistów, którzy świadomie rezygnują z posiadania dzieci na rzecz adopcji psów albo odkładają decyzję o potomstwie na później.

Najpierw psiecko, potem dziecko, a niekiedy wyłącznie psiecko – oto współcześnie dewiza postępowania niektórych par, tzw. rodzin międzygatunkowych, czyli ludzi uważających zwierzęta domowe za dzieci, psimatek i psiojców.

Jeśli chodzi o słowo zapiekaron, to z pewnością wymyślili je specjaliści od reklamy i marketingu w restauracjach sieci Pizza Hut. Wzbudza ono chyba mniej kontrowersji niż psiecko, przyjęte zostało raczej dobrze.

Zapiekaron to po prostu potrawa składająca się z porcji makaronu z dodatkiem kurczaka, wieprzowiny, wołowiny lub szynki, pieczarek, oliwek, cebuli. Polewa się go sosem, z wierzchu posypuje żółtym serem i zapieka. Gorący zapiekaron smakuje ponoć wyśmienicie, zdaniem niektórych jeszcze bardziej niż pizza.

Czy omawiane wyrazy psiecko i zapiekaron mają szansę za jakiś czas na dobre wejść do powszechnego obiegu, upowszechnić się i trafić w przyszłości do słowników? Niewykluczone, że tak się stanie. Więcej szans daję zapiekaronowi. Sprawa związana z psieckiem pozostaje bardziej skomplikowana i wzbudza wiele kontrowersji.

MACIEJ  MALINOWSKI

Skomentuj

Scroll to Top