StartWszystkie wpisyPorady językowe„Jak wrócę z Radomia”

To zabawne powiedzenie rodem z jakiegoś przedwojennego kabaretu jest dzisiaj chętnie przywoływane…

– Chcę zapytać, skąd pochodzi przenośne powiedzenie „jak wrócę z Radomia”, którego użył niedawno prezes NBP Adam Glapiński, odpowiadając przewrotnie i nieelegancko na pytanie dziennikarza, czy w związku z upublicznieniem wiadomości o niebotycznych miesięcznych zarobkach jego podwładnej z departamentu komunikacji i promocji poda się do dymisji przed końcem jego kadencji upływającej za trzy lata (dane personalne i adresowe internauty do wiadomości mojej i redakcji).

W pierwszej chwili – oglądając w telewizji ów fragment relacji – rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że prezes NBP naprawdę rozważa taką ewentualność, lecz zrobi to dopiero po powrocie z Radomia, dokąd wyjeżdża w sprawie niecierpiącej zwłoki.

Zwrot jak wrócę z Radomia, to się zastanowię zabrzmiał w jego ustach tak przekonująco, że część oglądających mogła to odebrać właśnie tak.

Tymczasem Glapiński, urażony niestosownością pytania zadanego przez dziennikarza, posłużył się przenośną frazą znaną z fragmentu dialogu kabaretu i odpowiedział prześmiewczo:

– Jak  wrócę z Radomia, to się zastanowię…

 Omawiany zwrot pochodzi ponoć ze scenariusza przedwojennego kabaretu, niestety, nie wiadomo którego (zwrot nigdy nie trafił do słowników…). Wymyślił go nieznany autor piszący teksty satyryczne.

Ponoć było tak… Pewien wierzyciel spotkał po długim okresie niewidzenia się dłużnika i zapytał go, kiedy mu wreszcie zwróci pieniądze. Ten z rozbrajającą szczerością odparł: –  Powiem ci, jak wrócę z Radomia.

A kiedy wrócisz? – zaczął się dopytywać wierzyciel, licząc na to, że winowajca naprawdę coś zrobi, by oddać dług.

Po chwili jednak usłyszał:  Na razie się nie wybieram…

Trudno powiedzieć, dlaczego autor kabaretowego dialogu posłużył się właśnie nazwą miejscową Radom. Może dlatego, że w 1933 r. wybudowano linię kolejową łączącą to miasto ze stolicą i niektórzy warszawianie postanowili robić sobie wycieczki na krótkiej trasie, a tym samym zobaczyć, co się w Radomiu zmieniło?

Powiedzenie upowszechniło się pod koniec lat 70. za sprawą filmu „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy” w reżyserii Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody. Scenariusz napisał Ludwik Starski (zmarł w 1984 r.), autor tekstów piosenek, m.in. dla kabaretów „Qui Pro Quo”, i zabawnych skeczy.

Przypomnijmy, że akcja filmu – z Piotrem Fronczewskim w roli Freda Kampinosa vel Szpicbródki i z Gabrielą Kownacką w roli pięknej aktorki Anity – rozgrywa się w Warszawie w latach 30. Teatrzyk rewiowy „Czerwony Młyn” znalazł się na skraju bankructwa, właściciel Kulka-Lalewicz zalega pracownikom z wypłatą pensji.

Nieoczekiwanie zjawia się u niego tajemniczy inż. Fred Kampinos i oznajmia, że wspomoże finansowo upadający teatr.

To jednak blef. W rzeczywistości nieznany gość przygotowuje ostatni skok na bank, a teatr jest mu potrzebny wyłącznie do tego, by z jego piwnicy przedostać się do piwnicy skarbca. Niespodziewanie jednak inżynier angażuje się emocjonalnie w przygotowywany przez zespół teatru spektakl, a głównie zaprząta sobie głowę Anitą.

I właśnie w jednej ze scen narzeczony głównej bohaterki, tancerz Borys, pyta krawca Salomonowicza, czyby mu mógł pożyczyć 50 zł. Wtedy ten odpowiada:

Może mógłbym, ale dopiero jak wrócę z Radomia.

A kiedy pan wróci? – interesuje się tancerz.

– Nie zamierzam – ucina rozmowę krawiec.

Od tego czasu zwrot jak wrócę z Radomia wszedł do obiegu komunikacyjnego i przywoływany bywa w sytuacji, kiedy pytanie wydaje się komuś niestosowne.

Pewna posłanka PO potraktowała jednak całą rzecz poważnie i wysłała prezesowi NBP list, w którym napisała, że jeśli wizyta w Radomiu ma przyspieszyć jego decyzję o dymisji, to gorąco zaprasza.

MACIEJ  MALINOWSKI

Przewiń do góry