StartWszystkie wpisyPorady językoweEeeeee, yyyyyy, aaaaam…

Fachowo nazywa się to w językoznawstwie pauzą wypełnioną, tzn. przerwą dźwiękową w wypowiedzi słownej, mającą postać artykułowaną nieleksykalną

–  Czy jesteśmy już narodem baranów beczących „eeeeee”, „yyyeee” lub „eeeyyy” przed każdym wypowiadanym słowem? Celebryci, dziennikarze i innej maści osoby publiczne wydłużają ostatnią głoskę samogłoską „e”, „a”, „y”. W prowincjonalnym liceum, które ukończyłem 50 lat temu, za takie beczenie byliśmy karani natychmiastowo oceną niedostateczną niezależnie od rodzaju przedmiotu lekcyjnego. Gdzie się podziała piękna mowa polska!? (e-mail nadesłany przez internautę; jego dane personalne i adresowe do wiadomości mojej i redakcji).

Od tej maniery (tak to przecież należy nazwać), a może jednak uzależnienia, z którym trudno sobie poradzić, nie są, niestety, wolni ludzie zabierający głos publicznie, wypowiadający się przed kamerami telewizyjnymi i do mikrofonów radiowych, nauczyciele w szkołach, wykładowcy na uczelniach.

Na przykład dźwięk y-y-y-yy – z wyraźną artykulacją pojedynczego y kilka razy powtórzonego, a nie jednego przeciągniętego yyyyyy – często słychać z ust Jerzego Stuhra, kiedy rozmawia w telewizji z dziennikarką czy dziennikarzem.

Aaaaaa lub aaaaam wydobywa nieraz z siebie w „Faktach po »Faktach«” w TVN 24, Justyna Pochanke. Pierwszy rozpowszechnił chyba ów przymruk Kamil Durczok, kiedy jeszcze pracował w tej stacji. Podobno nabywa się owej maniery, obcując z językiem angielskim podczas krótszego czy dłuższego pobytu za oceanem i wsłuchując się w to, jak mówią Amerykanie. Po powrocie owo aaaaaa, aaaaam człowiekowi zostaje (ma być modnie i światowo?).

Najczęściej jednak w mowie ludzi słychać wtrącenia eeeeee, yyyyyy. Biorą się one z tego, że mówca zastanawia się przez chwilę nad tym, co ma dalej powiedzieć. Boi się zrobić kilka sekund przerwy i dlatego wypełnia ją artykulacją (nierzadko niekontrolowaną) przedłużonej głoski e lub y. Woli mówić eeeeee, yyyyyy, niż milczeć.

Niestety, ktoś taki nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo denerwuje to ludzi, którzy tego słuchają, jak mocno rozprasza to ich uwagę.

Fachowo nazywa się to w językoznawstwie pauzą wypełnioną, tzn. przerwą dźwiękową w wypowiedzi słownej, mającą postać artykułowaną nieleksykalną (yyyyyyy, eeeeyy, także hmmmm). Bywa też pauza wypełniona w postaci nieartykułowanej (śmiech, westchnienie itp.) oraz w postaci artykułowanej leksykalnej, kiedy ktoś mówi raz po raz wiesz, rozumiesz, prawda itp.

Warto dodać, że włączanie przez wiele osób do wypowiedzi owych manierycznych przydźwięków (tak się na nie niekiedy mówi…) w rodzaju eeeee, yyyyyy nie zawsze pozostaje wynikiem zdenerwowania czy stresu podczas wystąpienia bądź rozmowy.

Bywa tak, że ktoś w ogóle się nie denerwuje, doskonale wie, co powinien powiedzieć czy wygłosić, a jednak w przerwie między zdaniami, zamiast na chwilę zamilknąć, woli się podeprzeć prostymi do artykulacji, powtórzonymi, przedłużonymi samogłoskami e lub y.

Naukowcy tłumaczą to tym, że mózg człowieka skorelowany jest mocno z aparatem mowy, który musi pozostawać w ciągłym ruchu. Są więc osoby tak skonstruowane pod względem fizycznym i psychicznym, że ani przez moment nie pozwalają sobie na nicniemówienie (wówczas właśnie podpierają się eeeee, yyyyy).

Jak to ktoś obrazowo nazwał, można to porównać z pracą silnika samochodowego. Kiedy zatrzymujemy się na przejściu dla pieszych bądź światłach, też nie wyłączamy silnika, ten ciągle pracuje. To właśnie jest taka pauza wypełniona jednostki napędowej auta.

Tak czy inaczej, jeśli ktoś jest dotknięty ową pauzą wypełnioną w wypowiedziach, radzę nad tym mocno popracować. Wystrzegajmy się manierycznych półdźwięków eeeeee, yyyyyy, aaaaaa, aaaaam, gdyż bywają one jednoznacznie źle odbierane przez otoczenie.

MACIEJ  MALINOWSKI

Przewiń do góry