StartWszystkie wpisyPorady językoweBrać się do roboty

Przyimka „za” wolno użyć wtedy, gdy czasownik ten łączy się z nazwą części ciała, a więc występuje w znaczeniu dosłownym ‚chwytać się za coś’

Pisałem w jednym z ostatnich odcinków „Obcego języka polskiego„, że kilka wyrazów znaczy dziś coś innego niż dawniej (np. spolegliwy, reasumować, dywagować, pasjonat, sensat, nostalgia), a pewne zwroty (np. napotykać na co, ujść czyjeś uwadze) nie są już piętnowane przez językoznawców jako błędy składniowe. Dziś parę przykładów na to, że lingwiści nie tak łatwo (i nie na zawołanie) poddają się uzusowi, czyli temu, jak mówi spora część społeczeństwa, i nie na wszystko się godzą.

Na przykład wciąż jedynie poprawne są zwroty brać się do roboty, do sprzątania, do nauki, a nie: brać się za robotę, za sprzątanie, za naukę. Kiedy używamy czasowników brać, wziąć w znaczeniu ‚zaczynać jakąś czynność’ albo ‚zaczynać zajmować się czymś’, zawsze musi im towarzyszyć przyimek do i rzeczownik w dopełniaczu. Konstrukcje brać się za robotę, za sprzątanie, za naukę, choć niezwykle popularne (zdaniem niektórych negatywną rolę odegrał tu język rosyjski), w starannej polszczyźnie ciągle dyskwalifikowane są jako błędne, a nawet rażące.

Okazuje się jednak, że przyimka za wolno użyć, ale wyłącznie wtedy, gdy czasowniki brać, wziąć łączą się z nazwą części ciała, a więc występują w znaczeniu dosłownym ‚chwytać się za coś’. Można się więc brać za głowę, za ręce, za włosy, za bary.

Za spore wykroczenie przeciwko regułom gramatycznym uchodzi mówienie i pisanie wartało to zrobić, wartało przyjść, wartałoby to wykonać, gdyż w języku polskim nie ma czasownika wartać (‚opłaca się, jest sens w zrobieniu czegoś’). Dlatego trzeba się posłużyć w tych zwrotach słowem warto (występującym w funkcji czasownika) i podeprzeć formami by, było, by było, np. warto było to zrobić, warto było przyjść, warto by to wykonać, warto by było to wykonać.

Niby wiadomo, co znaczy czasownik dysponować (‚mieć do dyspozycji, rozporządzać czymś według uznania’ lub ‚wydawać polecenia’), a jednak często bywa on używany w złych konstrukcjach. Dysponować można pieniędzmi, majątkiem, środkami na jakiś cel, tymczasem nagminnie słyszy się, że ktoś dysponował pewnością siebie, dużą inteligencją; że bokser dysponował silnym ciosem, a piłkarz dobrą kondycją i mocnym strzałem z lewej nogi… Tak mówić nie wolno! Pewność siebie, dużą inteligencję, silny cios, dobrą kondycję czy mocny strzał z lewej nogi można mieć, można się tymi przymiotami odznaczać.

Błędem jest także mówienie i pisanie, że piłkarze, zawodnicy byli w świetnej dyspozycji. Żaden słownik nie podaje takiej definicji wyrazu dyspozycja, która oznacza wyłącznie ‚zarządzenie, polecenie, wskazówkę’ (proszę sprawdzić!). Dyspozycja nie jest więc synonimem formy, kondycji, jak sądzą dziennikarze sportowi. O żadnym piłkarzu, zawodniku, nie wolno powiedzieć, że był w dobrej dyspozycji. Mógł on natomiast być dobrze dysponowany (to poprawne!), bo przymiotnika tego używa się na określenie kogoś ‚będącego w dobrym stanie fizycznym’.

Nie ma więc dyspozycji, ale jest w języku polskim niedyspozycja (inaczej ‚słabość, niedomaganie, złe samopoczucie’). Stąd aprobowane przez językoznawców określenia chwilowa niedyspozycja, niedyspozycja żołądka.

Jeśli już jesteśmy przy sporcie, to warto zapamiętać, że mecz, spotkanie zawsze się rozgrywa, a nie gra. – Jutro gramy mecz – mówi do kamery znany trener; Za tydzień lider zagra mecz z outsiderem – głosi czołówkowy tytuł w gazecie. Są to zwroty niepoprawne, powstałe ze skrzyżowania konstrukcji grać dobrze, źle i rozegrać spotkanie, mecz.

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry