Deeskalacja

Dlaczego nie dezeskalacja? Przecież przed wyrazem rozpoczynającym się od samogłoski zawsze występuje rozszerzony przedrostek dez- oznaczający ‘przeciwieństwo’ (np. dezaktywacja, dezintegracja, dezaprobata)

Ulubionym słowem polskich mediów stała się ostatnio „deeskalacja”. Można było przeczytać, że „Unia Europejska apeluje o spokój i deeskalację napięcia na Ukrainie” lub że „Jeśli nie dojdzie do deeskalacji konfliktu, to nastąpi rewizja stosunków Polski z Federacją Rosyjską”. Czyżby nie dało się tego samego wyrazić zrozumiałymi dla wszystkich wyrazami „zmniejszenie”, „ograniczenie napięcia czy konfliktu”? – pyta internautka.

Oczywiście, że by się dało, i wręcz należało to zrobić. Ale z dziennikarzami i politykami tak już jest, że informując o czymś, wolą się nieraz podeprzeć terminem obcym, wyszukanym, w ich mniemaniu lepszym. Nie interesuje ich to, że treść, którą zamierzają przekazać, nie dotrze wskutek tego do odbiorców bądź mocno ich zirytuje.

Deeskalacja nie jest terminem nowym, zapożyczonym współcześnie z języka angielskiego, jak by się mogło wydawać. Pojawiła się w polszczyźnie w latach 70., jakiś czas po tym, jak publicyści prasowi (a za nimi politycy) zaczęli się posługiwać rzeczownikiem eskalacja, a także czasownikiem eskalowaćw odniesieniu do wojny w Wietnamie.

Było to dosłowne przeniesienie na grunt polski określeń

esclalation of the war in Vietnam,

escalation tof he conflict in Vietnam,

esclalating the war in Vietnam i 

escalating the conflict in Wietnam, to escalate the war in Vietnam

występujących w prasie amerykańskiej (na wiosnę 1965 roku doszło do zaostrzenia się konfliktu, Amerykanie zbombardowali wówczas Wietnam Północny w ramach operacji Rolling Thunder).

Wtedy to w słownikach (np. w Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem Władysława Kopalińskiego, Warszawa 1967, s. 157) pojawiło się polityczno-militarne znaczenie eskalacji, czyli ‘stopniowe przechodzenie lokalnego konfliktu wojennego w szeroki, a nawet powszechny, lub konwencjonalnego w jądrowy’, jako dopełnienie definicji podstawowej – ‘nasilenie, wzmaganie, intensyfikacja, wzrost czegoś’ (dosł. ‘wznoszenie na wyższy poziom’, stąd eskalator, czyli ‘schody ruchome np. w kolejce podziemnej’).

Mimo to wydawnictwa poprawnościowe przestrzegały przed fascynowaniem się nowym słowem ze względu na to, że istnieją jego odpowiedniki (zwiększenie, nasilenie, intensyfikacja itp.), a już na pewno przed sięganiem do niego w wypowiedziach niezwiązanych z działaniami wojennymi (np. eskalacja zainteresowań naukowych, eskalacja żądań płacowych, eskalacja oczekiwań społecznych itp.).

Ze względu na zrozumiałość wypowiedzi zwykle lepiej w odniesieniu do konfliktów politycznych, a zawsze lepiej w odniesieniu do innych zjawisk użyć któregoś z odpowiedników rodzimych – zalecali Maria Kniagininowa i Walery Pisarek w Poradniku Językowym. Podręczników dla pracowników prasy, radia i telewizji (Kraków 1969, s. 126).

Niestety, owo zalecenie zignorowano – wyraz eskalacja, a później deeskalacja na dobre zagościły w tamtych czasach w języku mediów i polityki. Pisano i mówiono już nie tylko oeskalacji czy deeskalacji działań wojennych w Wietnamie, ale nawet o deeskalacja lojalności Wielkiej Brytanii wobec USA (cytuję za Słownikiem języka niby-polskiego, czyli błędy językowe w prasie Walerego Pisarka, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1978, s. 18).

Po półwieczu, w związku z sytuacją na Ukrainie, wyjęto z lamusa parę wyrazową eskalacja – deeskalacja (ang. escalationdeescalation, także niem.  Deeskalation), zapominając o tym (lub nie zdając sobie z tego do końca sprawy), że deeskalacja pozostaje w gruncie rzeczy terminem ze sfery dyplomacji, oznaczającym niwelowanie napięć pomiędzy stronami konfliktu przez stopniowe zmniejszanie napięcia i powolne dochodzenie do kompromisu (każda ze stron ustępuje). W Ukrainie o żadnym kompromisie mowy być nie może…

A tak w ogóle, jeśli już, to powinna być dezeskalacja (a nie: deeskalacja), gdyż przed wyrazem rozpoczynającym się od samogłoski występuje rozszerzony przedrostek dez- oznaczający ‘przeciwieństwo’. Mówi się przecież i pisze dezaktywacja, dezaprobata, dezinformacja, dezintegracjadezinstalacja. Nie wszyscy o tym pamiętają, dlatego angielskie deescalation oddają wprost jako deeskalacja. I taka forma trafiła niestety do słowników (vide Wielki słownik ortograficzny PWN pod redakcją Edwarda Polańskiego, Warszawa 2017, s. 329, i Wielki słownik wyrazów obcych PWN pod redakcją Mirosława Bańki, Warszawa 2003, s. 245).

Skąd taka arbitralna decyzja leksykografów? Jeśli już zdecydowano się usankcjonować formę deeskalacja, to powinna być uznana za oboczną poprawnej słowotwórczej dezeskalacji. Tymczasem dezeskalacji  w słownikach nie ma.

 MACIEJ MALINOWSKI

Przewijanie do góry