Dlaczego ktoś we właściwym czasie nie podpowiedział projektantce sarkofagu dla Marii i Lecha Kaczyńskich, jak należy zapisywać żeńskie nazwiska dwuczłonowe? I błąd na płycie poszedł w świat…
Zwracają Państwo uwagę na to, że na bocznej płycie sarkofagu, który stanął w przedsionku krypty Józefa Piłsudskiego pod Wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu, widnieje błędny napis Maria Helena Mackiewicz Kaczyńska zamiast Mackiewicz-Kaczyńska. Słusznie, ktoś to zignorował, trzeba poprawić…
Jeśli chodzi o pisownię męskich i żeńskich nazwisk dwuczłonowych, to odpowiednia reguła ortograficzna każe wstawiać między obydwa człony dywiz (inaczej łącznik).
Dotyczy to sytuacji, kiedy – w odniesieniu do mężczyzn – są to połączenia nazwiska z dawnym przydomkiem, herbem szlacheckim, zawołaniem bojowym lub pseudonimem legionowym, partyzanckim bądź literackim, a w odniesieniu do kobiet – połączenia nazwiska panieńskiego i odmężowskiego.
Wyjątkowo (bez łącznika) pisze się Andrzej Frycz Modrzewski i Mikołaj Sep Szarzyński, gdyż człon środkowy w obydwu personaliach (Frycz i Sęp) ma status pośredni między imieniem a przydomkiem (szerzej to już wyjaśniałem ).
Pani Maria Kaczyńska na co dzień używała wyłącznie nazwiska odmężowskiego, a zatem na płycie wystarczyło napisać Maria Kaczyńska. Pierwotnie tak właśnie miało być: Lech Kaczyński, Maria Kaczyńska.
Jeżeli zadecydowano inaczej, należało postąpić tak – użyć sformułowania Maria Helena z Mackiewiczów Kaczyńska albo Maria Helena Kaczyńska z domu (z d.) Mackiewicz. Byłoby i poprawnie, i zgodnie z etykietą językową obowiązującą od lat.
Napis Maria Helena Mackiewicz Kaczyńska (bez dywizu) irytuje sporą część rodaków dbających o poprawną polszczyznę (np. pana Mirosława Nalezińskiego z Gdyni, mixxxx@neostrada.pl).
Powie ktoś: to drobiazg, nie ma o co kruszyć kopii…
Otóż właśnie że jest o co!
Powinno się owo przeoczenie (?) projektantki prezydenckiego sarkofagu Marty Witosławskiej i rzeźbiarza Jana Siuty jak najszybciej naprawić (pani architekt tłumaczy się presją czasu, ale to mało prawdopodobne – po prostu nie znała zasad pisowni…).
Napis jest nie tylko niepoprawny, ale przede wszystkim niestosowny edukacyjnie, zważywszy na to, że kryptę na Wawelu będą odwiedzać miliony młodych Polaków i chcąc nie chcąc utrwalą sobie w pamięci błędną pisownię Mackiewicz Kaczyńska.
Musi być Maria Helena Mackiewicz-Kaczyńska i nie ma w tym wypadku znaczenia to, że pani prezydentowa nie posługiwała się podwójnym nazwiskiem. Słynna noblistka Maria Skłodowska też zrezygnowała z członu panieńskiego, a jednak piszemy dziś Maria Skłodowska-Curie lub z nieuzasadnionym przestawieniem członów Maria Curie-Skłodowska.
Ciekawe, że kiedy przygotowywano tabliczkę z napisem (kartusz) na trumnę Pierwszej Damy, między nazwiskami Mackiewicz i Kaczyńska znalazł się dywiz, a pełny napis brzmiał: Maria Helena Mackiewicz-Kaczyńska / Małżonka Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wystarczyło to powielić na płycie sarkofagu…
Jeśli już omawiamy ową ortograficzną wpadkę, to wspomnijmy o osobliwym zapisywaniu imienia i nazwiska poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.
Tak się składa, że w jej dwuczłonowe nazwisko z rozpędu wstawia się dywiz, a właściwie… nie powinno go tam być. Należałoby pisać Maria Pawlikowska Jasnorzewska (bez łącznika).
Powszechnie wiadomo, że „staroświecka młoda pani z Krakowa”, jak pisał o niej Julian Tuwim, nazywała się z domu Kossak (jej ojcem był Wojciech Kossak, dziadkiem – Juliusz Kossak, a siostrą pisarka Magdalena Samozwaniec).
Niestety, nie zaliczała się do dam stałych w uczuciach, aż trzy razy stawała na ślubnym kobiercu.
Jej pierwszym mężem był oficer austriacki Władysław Bzowski, z którym rozwiodła się, by poślubić Jana Pawlikowskiego, syna jednego z pierwszych polskich taterników.
Później wyszła po raz trzeci za mąż, tym razem za oficera lotnictwa Jerzego Stefana Jasnorzewskiego, z którym we wrześniu 1939 r. opuściła Polskę i osiadła w Anglii, gdzie zmarła w 1945 r. (cierpiała na nieuleczalną chorobę).
Gdyby zatem być precyzyjnym przy podawaniu personaliów poetki, należałoby w różnych okresach życia zapisywać jej imię i nazwisko tak:
Maria Kossak-Bzowska, Maria Kossak-Pawlikowska i Maria Kossak-Jasnorzewska.
Dlaczego autorka „Pocałunków” postanowiła, że rezygnuje z rodowego członu Kossak, a na wsze czasy upamiętnia drugiego i trzeciego męża? A pan Bzowski gdzie?
Nie wiadomo…
W takiej sytuacji jak najbardziej uzasadniona wydaje się pisownia Maria Pawlikowska Jasnorzewska (bez dywizu). Ale cóż, przepisy ortograficznej takiej sytuacji nie przewidziały …
Ale może warto by zrobić do nich poprawkę. Wtedy by od razu by było wiadomo, że osoba nazywająca się – przykładowo – Katarzyna Ewa Łącka-Czyńska (nazwisko z dywizem) to szczęśliwa żona pana Czyńskiego, z domu Łącka, a Katarzyna Ewa Łącka Czyńska (nazwisko bez dywizu)… wdowa po pierwszym mężu panu Łąckim i drugim mężu panu Czyńskim albo osoba stanu wolnego, która wzorem Marii Kossak upamiętniła w personaliach swych byłych mężów.
MACIEJ MALINOWSKI
PS
Kto mi z Państwa odpowie, dlaczego na stronie http://pl.wikipedia.org/wiki/Marta_%C5%BBmuda_Trzebiatowska (a także czasem w mediach prasowych) imię i nazwiska Marta Żmuda Trzebiatowska pisane są bez łącznika?
E-maile od Czytelników:
(c.kryxxxxx@gmail.com): – Wydaje mi się, że wiem, o co chodzi z brakiem dywizu między „Mackiewicz” a „Kaczyńską”. To jeden z żałosnych objawów snobistycznego „anglizowania” polskiego języka. Po angielsku dywizu się nie wstawia, więc twórcy napisu uznali pewnie, że to będzie wyglądało bardziej światowo. Z tego właśnie snobizmu biorą się później wszelkie potworności, takie jak „stafersi prezydenta”, „casualowa stylizacja” czy „lifestyle’owy magazyn”. Trzeba to piętnować, zawstydzać, ośmieszać.
– Kazimierz Olszański we wszystkich swoich opracowaniach poświęconych „Niepospolitemu rodowi Kossaków” pisze konsekwentnie – w przypisach, objaśnieniach i notach biograficznych – o córkach Marii i Wojciecha: Madzia, czyli Magdalena z Kossaków Starzewska-Niewidowska, oraz Lilka – Maria z Kossaków Bzowska-Pawlikowska-Jasnorzewska. Z Magdaleną sprawa wydaje sie prosta: używała pseudonimu literackiego „Magdalena Samozwaniec” – i jako Kossakówna, i jako Starzewska, i jako Niewidowska. Maria zaś była oficjalnie: I. Bzowską, żoną Władysława Romana Bzowskiego (ślub w Krakowie w kościele Norbertanek, 25 IX 1915 – unieważnienie małżeństwa przez władze kościelne, V 1919); II. Pawlikowską, żoną Jana Gwalberta Pawlikowskiego (ślub w katedrze na Wawelu, 1 VI 1919 – unieważnienie małżeństwa przez Sąd Najwyższy, 23 XII 1929); III. Pawlikowską-Jasnorzewską, żoną Stefana Jerzego Jasnorzewskiego (ślub w Poznaniu, VI 1931).
Pierwsze małżeństwo Lilki z por. Bzowskim trwało właściwie zaledwie rok; mieszkali najpierw w Mödling pod Wiedniem (mąż był tu wykładowcą w Technicznej Akademii Wojskowej), a następnie w Weisskirchen (Hranice) na Morawach (tu uczył w Szkole Kadetów Kawalerii i tu stacjonował jego 1. Pułk Ułanów). We wrześniu 1916 r. Maria opuściła męża i powróciła do Krakowa. – Małżeństwo to było zdecydowanie niedobrane:… – pisze K. Olszański – ciasna, mieszczańska mentalność nie odpowiadała artystycznemu usposobieniu Lilki. Po trwających blisko dwa i pół roku staraniach, głównie Wojciecha, małżeństwo Marii i Władysława Bzowskich zostało unieważnione przez władze kościelne. – Powód rozpadu? – zastanawia się biografka poetki, Daniela Scott. – Zaskakujący i raczej wymyślony przez sprawnych adwokatów wynajętych dla Lilki przez Kossaków niż prawdziwy: „oziębłość płciowa” młodej, 23-letniej żony.
Wydaje się, że Maria wstydziła się tego krótkiego i pochopnie zawartego związku małżeńskiego z człowiekiem, o którym jej ukochany ojciec mówił, że „on stanowczo i głupi, i cham”. Ponieważ ślub został unieważniony (w maju 1919 r.), uznała, jakby nigdy tego małżeństwa w ogóle nie było, pragnęła jak najszybciej zapomnieć o tym rocznym epizodzie wojennym, spędzonym z mężem ułanem i prostakiem, gdzieś tam daleko w prowincjonalnych garnizonach, na oficerskich kwaterach przy koszarach austriackiej kawalerii. Poczuła się znowu osobą całkowicie wolną i stając po raz drugi na ślubnym kobiercu, 1 czerwca 1919 r. przyjęła tylko nazwisko męża. Tym bardziej że wkrótce, w tym samym 1919 r. (prawdopodobnie również w czerwcu) pojawiła się… nowa pani Bzowska: Władysław Bzowski poślubił Helenę Jordanównę. Dlatego zapewne Lilka nie chciała być Bzowską-Pawlikowską, chciała być tylko Janową Pawlikowską.
Pan Andrzej Bogunia-Paczyński jest uznanym archiwistą krakowskim. Myślę, że owo wyjaśnienie zainteresuje wielu czytelników..
Jest już łącznik w nazwisku Mackiewicz-Kaczyńska
Informuję Panstwa, że na bocznej ścianie sarkofagu Marii i Lecha Kaczyńskich poprawiono po tygodniu napis. Jest już Maria Helena Mackiewicz-Kaczyńska.