Jak nazwać mieszkańców Marek pod Warszawą

Historycznie powinny to być formy „marczanin”, „marczanka”, „marczanie”

– Jestem mieszkańcem podwarszawskich Marek. Od stycznia 2014 r. władze mojego miasta chcą wprowadzić tzw. kartę markowianina. W związku z tym mam pytanie o poprawną nazwę mieszkańca Marek: czy jest to „markowianin”, czy „marczanin”? 

Mieszkaniec Marek pod Warszawą powinien być marczaninem, mieszkanka – marczanką, a mieszkańcy – marczanami (nazwy tego typu zapisujemy małą literą). Takie formy odnotowuje Słownik nazw własnych PWN Jana Grzeni (Warszawa 2002, s. 248). Dodatkowo podaje się tam informację, że przymiotnik od Marki brzmi marecki.

Przy tworzeniu nazw mieszkańców od nazwy miejscowej kończącej się na spółgłoskę (samogłoska i nie ma tu znaczenia) dochodzi do jej wymiany (alternacji) na cz. Taką właściwość fonetyczną (zmiękczającą, cz było kiedyś miękkie tak jak c, , sz, ż, rz) mają bowiem przyrostki -anin, -anka, -anie będące kontynuantami prasłowiańskich cząstek -janin, -janka, -janie.

To samo zjawisko morfonologiczne dotyczy innych nazw miast kończących się na -ki bądź -k i wywiedzionych od nich nazw mieszkańców, np. Wronki.

W wyniku oddziaływania przyrostków -anin, -anka, -anie spółgłoska k w formie Wronki przeszła w cz, które zmiękczyło jeszcze poprzedzającą je spółgłoskę n. W ten sposób powstały formy z ń: wrończanin, wrończanka, wrończanie (i przymiotnik wroniecki), którymi posługiwano się przed wojną prawie powszechnie.

Dopiero później weszły do biegu formy wronczanin, wronczanka, wronczanie, a także wronecki, gdyż – jak już wspomniałem – spółgłoska cz stwardniała, a więc nie było podstawy do zmiękczania spółgłoski n.

Ponieważ znajomość historii języka polskiego jest w społeczeństwie mizerna (prawie w ogóle nie uczy się tego w szkole), rzadko się zdarza, by ktoś zawracał sobie głowę morfonologią (czyli ‘nauką o wymianie głosek w obrębie tych samych cząstek wyrazowych’). Dlatego nazwy marczanin, marczankamarczanie zaczynają być wypierane przez markowianin, markowianka, markowianie.

Niestety, są błędne, gdyż miejscowość pod Warszawą musiałaby się wówczas nazywać Marków bądź Markowo (markow- + -i- + -anin, -anka, -anie).

Jak łatwo się domyślić, formy markowianin, markowianka, markowianie powstały sztucznie, przez opaczną analogię do jak najbardziej poprawnych nazw warszawianin, krakowianin, wrocławianinwarszawianka, krakowianka, wrocławianka; warszawianie, krakowianie, wrocławianie.

W wypadku tych drugich nazw wszystko jest w porządku – przyrostki -anin, -anka, -anie dołączone zostały do podstawy słowotwórczej warszaw-, krakow-, wrocław- i zmiękczyły wygłosowe w.

Tymczasem w formach markowianin, markowianka, markowianie stało się inaczej – występują w nich rozszerzone  o cząstkę -ow przyrostki -owianin, -owianka, -owianie.

Mimo to owych źle zbudowanych słowotwórczo nazw używa się coraz chętniej (podobno sami mieszkańcy Marek mówią o sobie markowianin, markowianka, markowianie, a potocznie markowiak,markowiaczka, markowiacy).

Częściej słyszy się też nie o wrończanach czy wronczanach, ale o wronkowianach, nie o chełmczanach, ale o chełmkowianach, nie o pionczanach, ale o pionkowianach. Tak samo przymiotniki wroniecki, chełmecki, pionecki bywają wypierane przez wronkowski, chełmkowski, pionkowski.

Świadomy użytkownik polszczyzny nigdy jednak nie będzie tak mówił i pisał. Zawsze wybierze uzasadnione historycznie, morfonologicznie formy ze spółgłoską -cz- (marczanin, wrończanin a.wronczanin, chełmczanin, pionczanin).

A zatem w Markach powinno się wprowadzić kartę marczanina (chodzi o dokument ze specjalnym hologramem wyglądający jak karta płatnicza).

 MACIEJ MALINOWSKI

Przewijanie do góry