Jest takie słowo w polszczyźnie i ma znaczenie szersze niżrybołówstwo”.

Przeczytałem w tygodniku „Wprost” (z 27 października br. „Premierzyca”, s. 15-16) o spotkaniu roboczym przed posiedzeniem Rady Ministrów, w trakcie którego omawiano m.in. Program Operacyjny „Rybactwo i Morze” na lata 2014-2020. I wówczas wicepremier Janusz Piechociński miał zapytać:

Jesteście pewni, że istnieje słowo „rybactwo”? Nie powinno być „rybołówstwo”?

Z pomocą partyjnemu koledze pospieszył ponoć minister rolnictwa Marek Sawicki i uspokoił go, że błędu językowego nie ma, że cała sprawa dotyczy właśnie rybactwa.

Spróbujmy się i my bliżej przyjrzeć różnicy semantycznej między obydwoma wyrazami…

Okazuje się, że zdefiniowanie rybactwa i rybołówstwa nie jest takie łatwe, jak by się wydawało (nawet w aktach prawnych spotyka się mieszanie tych pojęć, co po części wynika z dosłownego tłumaczenia angielskiego termin fishery występującego w regulacjach europejskich). Powszechnie jednak przyjmuje się, że rybactwo (od: rybak– + przyrostek –ctwo; uproszczenie –kc– do –c-) to ogólnie wszelka gospodarka rybacka, czyli zespół planowych i skoordynowanych działań związanych z racjonalnym gospodarowaniem żywymi zasobami wód.

W przekładzie na język bardziej zrozumiały chodzi nie tylko o sam połów ryb i innych zwierząt żyjących w wodach morskich i słodkich, ale również o czuwanie nad ich liczebnością i składem gatunkowym, a w razie czego restytucję szczególnie gatunków zagrożonych wyginięciem. Jednym słowem – cała rzecz dotycząca rybactwa polega na rozsądnej ekologicznie eksploatacji zasobów mórz, jezior i rzek.

Z kolei przez rybołówstwo (pisze się –wstwo dlatego, że forma podstawowa – czasownik łowić – zawiera głoskę i literę w) rozumie się samo łowienie ryb (a także homarów, langust, ostryg itp.) na wielką skalę dla celów konsumpcyjnych i przetwórczych.

Wynika z tego, że rybactwo pozostaje pojęciem szerszym, nadrzędnym wobec rybołówstwa. Według przyjętych klasyfikacji w jego skład – poza rybołówstwem – wchodzi tzw. akwakultura (ang.aquaculture), czyli chów i hodowla ryb i innych organizmów wodnych w wodach morskich i śródlądowych.

Podobnie jak rolnictwo czy leśnictwo – rybactwo jest ważną gałęzią gospodarki i dyscypliną naukową (można je studiować na uczelniach rolniczych i uniwersytetach technologicznych). Istnieje podział na rybactwo morskie i rybactwo śródlądowe, obowiązują odpowiednie przepisy i prawo dotyczące rybactwa, których należy przestrzegać.

Ale 150-200 lat temu znaczenia słów rybactwo i rybołówstwo (wtedy używano jeszcze formy rybołowstwo) rejestrowane w słownikach aż tak bardzo się nie różniły. Można nawet powiedzieć, że częściowo na siebie nachodziły.

I rybactwem, i rybołówstwem określano bowiem ‘rzemiosło rybacze, tzn. ‘zajęcie wykonywane przez rybaka, inaczej rybołowcę, rybołowa, rybiarza’ (vide Słownik języka polskiego, tzw. wileński, wydany staraniem Maurycego Orgelbranda, Wilno 1861, t. II, s. 1427-1428). Mówiło się, że ktoś, kto łowi ryby, trudni się rybactwem lub rybołowstwem (wtórnie rybołówstwem).

Na początku XX w. Słownik języka polskiego (tzw. warszawski) J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego (Warszawa 1912, t. V, s. 781) również traktował owe wyrazy synonimicznie. Istniało nawet w obiegu trzecie słowo nazywające to samo – rybiarstwo (od rybiarza oznaczającego dawniej ‘rybaka’ i rybiarzyć ‘łowić ryby’).

Po półwieczu jeszcze w Słowniku języka polskiego PWN pod redakcją W. Doroszewskiego (Warszawa 1965, t. VII, s. 1414) przy haśle rybactwo widniał dopisek: w węższym znaczeniu ‘łowienie ryb, rybołówstwo’.

Dopiero później stworzono nowe (urzędowe) definicje rybactwa i rybołówstwa obowiązujące do dzisiaj. Rybactwo znane jest bardziej specjalistom i naukowcom, o wiele częściej w obiegu pojawia się za to termin rybołówstwo. Nic więcej dziwnego, że wicepremierowi Januszowi Piechocińskiemu wydało się ono w pierwszej chwili właściwsze w tytule rządowego programu operacyjnego…

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry