StartWszystkie wpisyPorady językoweMapa drogowa wejścia Polski do strefy euro

Słowo „roadmap” („road map”) ma drugie, przenośne znaczenie, ale niepotrzebnie tłumacze przenoszą je na grunt polski…

Przez długie lata z określeniem mapa drogowa nie było kłopotu.

Posługiwano się nim w znaczeniu dosłownym (‘mapa samochodowa, z zaznaczonymi drogami, odległościami pomiędzy miastami itd.’).

Ale oto w ostatnim czasie w prasie i w mediach elektronicznych natrafić można na wyrażenie mapa drogowa w zupełnie nowej, nieznanej dotąd definicji, co wywołuje zdziwienie, osłupienie, a nawet irytację sporej części rodaków. Przecierają oni oczy ze zdumienia, kiedy czytają bądź słyszą o

Mapie drogowej wejścia Polski do strefy euro;

Mapie drogowej błędów i zaniechań w sprawie Krzysztofa Olewnika;

Mapie drogowej dla Białorusi.

Podobno wszystko zaczęło się w czerwcu 2002 r., kiedy to prezydent George W. Bush przedstawił zasady planu pokojowego opracowanego przez kwartet bliskowschodni (USA, Unia Europejska, Rosja i ONZ) i nazwał go w skrócie pokojową mapą drogową (roadmap to peace). Powiedział wtedy tak:

Mapa drogowa jest punktem startowym utworzenia dwóch państw: państwa Izrael żyjącego w poczuciu bezpieczeństwa oraz demokratycznego i spokojnego państwa Palestyna. Takie są podstawy wypracowania trwałego pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie.

Ktoś, kto pierwszy przetłumaczył owo Bushowskie roadmap (road map) jako mapa drogowa w znaczeniu przenośnym, popełnił gwałt na polszczyźnie. Nie było żadnego powodu, żeby bezrefleksyjnie puścić w obieg kalkę z języka angielskiego i stworzyć współczesny frazeologizm, skoro w zasobie leksykalnym polszczyzny są wyrazy plan, schemat (działania) czy harmonogram.

Taka translatorska nonszalancja dziwi tym bardziej, że pojęcie mapa drogowa kojarzy się Polakom od lat z kartografią i podróżowaniem samochodem, i można było w ciemno przewidzieć, jak zareagują na neosemantyzm…

Mało ważne pozostaje to, że w języku angielskim określenie roadmap (pisane też road map) pojawia się w dwóch znaczeniach: podstawowym ‘a map showing roads especially for automobile travel’, czyli ‘mapa samochodowa’, oraz drugim, przenośnnym ‘a detailed plan to guide progress toward a goal’, tj. ‘szczegółowy plan, schemat działań realizowanych stopniowo, mających doprowadzić do osiągnięcia zamierzonego celu’.

Czy jednak wszystko, co amerykańskie czy angielskie, musimy natychmiast przenosić na polski grunt i jeszcze bardziej zaśmiecać nasz piękny język? Na pewno nie!

Zdecydowanie negatywnie ocenia to prof. Jan Miodek:

Wyrażenie „mapa drogowa” jest mylące, kojarzące się przeciętnemu użytkownikowi polszczyzny dosłownie z mapą (w łacinie, z której pochodzi, słowo „mappa” oznaczało pierwotnie ‘obrus’) bądź z jakimś terenowym szkicem. Przecież mamy tradycyjny „plan” bądź „harmonogram” – wyrazy doskonale spełniające swą podstawową funkcję komunikatywną.

Owa mapa drogowa nie podoba się również innym językoznawcom:

Gdy pierwszy raz usłyszałam w telewizji to określenie – zdradziła prof. Krystyna Waszakowa z Uniwersytetu Warszawskiego w „Tygodniku Powszechnym” – nie mogłam zrozumieć, o co chodzi. Mapą drogową posługuję się wtedy, gdy chcę sprawdzić, jak gdzieś dojechać. Aż tu naraz dostajemy mapę drogową naszego wejścia do Unii Europejskiej! To jest sposób myślenia nie polski, lecz angielski, sposób postępowania skojarzony z drogą – opis drogi do celu, który nie jest celem geograficznym, lecz mentalnym. Takie sformułowanie u nas nie budzi żadnych skojarzeń.

Z kolei dr Henryk Duda, językoznawca z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zwraca uwagę na to („Język Polski”, 2/2007), że występowanie w polszczyźnie wyrażenia mapa drogowa w znaczeniu, którym się zajmujemy, wpływa na tworzenie innych określeń, np.

mapa wizowa (jeden z tytułów w „Życiu Warszawy” – Mapa wizowa dla Polaków).

Niestety, mimo krytycznych głosów lingwistów daje się zauważyć ekspansję pojęcia mapa drogowaw świeżo tłumaczonych dokumentach Unii Europejskiej czy w publikacjach dla biznesmenów bądź informatyków (tłumaczy błagam o opamiętanie się).

Chętnie mówią mapa drogowa politycy i urzędnicy zapraszani do telewizji czy radia, niestety, także sami dziennikarze.

Niektórzy piszący, sięgając po owo niefortunne sformułowanie, próbują się wprawdzie ubezpieczać, dając słowa mapa drogowa w cudzysłów bądź uzupełniając je o synonim (np. „mapa drogowa” na rzecz równości płci; tzw. mapa drogowa – harmonogram prac nad zniesieniem obowiązku wizowego dla Polaków), ale to rozwiązanie połowiczne, mało satysfakcjonujące czytelników i widzów, którzy głośno protestują przeciwko wchodzeniu do polszczyzny wszystkiego, co angielskie lub amerykańskie.

Mnie także się to nie podoba…

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry