Chodzi o wyraz potoczny i raczej o nacechowaniu ujemnym…

– Czy może Pan się odnieść do słowa „kolesie”, którego użyła posłanka Prawa i Sprawiedliwości w wystąpieniu przed kamerami telewizyjnymi? Czy było ono w stosunku do sędziów Sądu Najwyższego stosowne, czy jednak obrażające? I czy w ogóle mogło się pojawić w oficjalnym obiegu komunikacyjnym? A ponadto czy jego forma pluralna w dopełniaczu brzmi „kolesi”? Czy nie powinno być „kolesiów”? (e-mail od internauty zbigniew.paxxxx7@gmail.com; szczegółowe dane do wiadomości mojej i redakcji).

W sprawie kolesi otrzymałem jeszcze kilka telefonów od znajomych, co świadczy o tym, że posłużenie się przez rzeczniczkę klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości tym słowem w krótkim komentarzu wywołało wśród odbiorców poruszenie i spotkało się z ostrymi komentarzami.

Zacytujmy Beatę Mazurek:

Dzisiejsze [chodzi o 26 kwietnia br.] stanowisko Sądu Najwyższego odbieram jednoznacznie. Jest to dalsze szerzenie się anarchii w naszym kraju. Tak naprawdę zebrał się zespół  kolesi, którzy bronią status quo poprzedniej władzy.

Posłowie Nowoczesnej uznali określenie zespół kolesi za wyzwisko niegodne posła RP i zapowiedzieli skierowanie do sejmowej komisji etyki wniosku o ukaranie posłanki.

Kiedy nazajutrz w Radiu Zet Monika Olejnik zapytała posła PiS Andrzeja Jaworskiego, czy przypadkiem to Prawo i Sprawiedliwość nie jest grupą kolesi, która nie respektuje orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, ten odpowiedział, że wyraz kolesie nie należy do określeń pejoratywnych, ale na pewno nie odnosi się do PiS, gdyż jego członkowie nie mają ze sobą układów towarzyskich, nie spotykają się na herbatce u „Sowy i Przyjaciół”.

Okazuje się, że w środowisku PiS-u określenie zespół, grupa kolesi nazywające przeciwników politycznych funkcjonuje od dawna. Trzy lata temu w wywiadzie dla portalu wpolityce.pl użył go senator Krzysztof Zaremba, odpowiadając na pytanie dziennikarza o zatrzymania, zarzuty i korupcję przedstawicieli kręgu władzy, czyli Platformy Obywatelskiej:

– Ten mechanizm niestety funkcjonuje już od dawna. Platforma osiągnęła dno. To jest grupa kolesi, których łączą wspólne interesy i żerowanie na majątku państwa.

Co innego jednak użyć jakiegoś mało wyszukanego określenia pod adresem opozycji, a co innego powiedzieć tak o najwyższym gremium sądowniczym w kraju, prawda?

Rozpatrując słowo kolesie od strony językowej, należy stwierdzić, że chodzi o wyraz potoczny i raczej o nacechowaniu ujemnym.

Upowszechnił go w okresie powojennym Stefan Wiechecki, „Wiech”, nazywany Homerem warszawskiej ulicy, używający w swych opowiadaniach autentycznego języka mieszkańców stolicy.

Od słowa kolega (łac. collega ‘dobrany’, od colligare ‘związać’), przez odrzucenie cząstki -ga i dodanie przyrostka zgrubiającego -eś, powstał wyraz koleś (kol– + -eś), który pierwotnie wcale nie zawierał odcienia negatywnego, ale neutralnie nazywał ‘osobnika nowego, jeszcze niesprawdzonego na gruncie towarzyskim, którego należało poznać’.

Dopiero wtórnie omawiany wyraz, zwłaszcza w lm., nabrał treści pejoratywnych, zaczęto tak mówić lekceważąco, ironicznie o ‘osobach trzymających się razem, prowadzących podejrzane interesy’.

Jeśli chodzi o postać 2. przypadka lm. słowa koleś, to niektóre słowniki (np. Wielki słownik poprawnej polszczyzny PWN, Warszawa 2004, s. 408, oraz Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny Wydawnictwa „Kurpisz”, Poznań 1998, t. 16, s. 397, podają wyłącznie formę kolesiów, ale Wielki słownik ortograficzny PWN, Warszawa 2016, s. 564 – kolesiów a. kolesi (choć w wydaniu z 2006 r., s. 322, było jedynie kolesiów).

Owo kolesi nie jest czymś osobliwym i błędnym, jak można by w pierwszej chwili sądzić, gdyż niektóre rzeczowniki miękkotematowe do dzisiaj przyjmują w dopełniaczu końcówkę fleksyjną -i (np. słonie – słoni, liście – liści, konie – koni). Ale (tych) kolesiów brzmi chyba mimo wszystko lepiej…

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry