Znowu wpadka ze słowem koedukacyjny…

Tego słowa wciąż nie rozumie spora część użytkowników polszczyzny…

Nie pierwszy raz stwierdzam, że przymiotnik koedukacyjny bywa przez sporą część rodaków (nawet tych dbających o język) źle rozumiany. Skutek jest taki, że pojawia się on później w mowie i piśmie w zaskakujących nieraz połączeniach wyrazowych.

Ostatnio ów lapsus przytrafił się Jerzemu Stuhrowi, który w wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Wprost” (nr 38 z 15 września 2014 r., „Po prostu Legia Warszawa”) powiedział:

Za komuny toalety były koedukacyjne i faceci robili w nich świderkiem dziurki, przez które podglądali kobiety .

Niestety, nikt w redakcji w Warszawie owych toalet koedukacyjnych nie poprawił. Nie uczynił tego doświadczony dziennikarz Cezary Łazarkiewicz, zignorował je redaktor wydania kwalifikujący tekst do druku, nie doszukała się w nich wreszcie niczego nagannego korekta tygodnika.

Tymczasem określenie toalety koedukacyjne jest nie tylko błędne, ale wręcz… nonsensowne.

Koedukacyjny znaczy przecież ‘związany z koedukacją, czyli ze wspólnym uczeniem, kształceniem dziewcząt i chłopców’. Mogą więc być szkoły koedukacyjne , czyli szkoły, gdzie uczą się zarówno dziewczęta, jak i chłopcy, i klasy koedukacyjne (z dziewczętami i chłopcami).

Większość nas chodziła do takich właśnie szkół koedukacyjnych i uczyła się w klasach koedukacyjnych, choć bywały niekiedy jeszcze i klasy całkowicie żeńskie, i klasy wyłącznie męskie (te ostatnie głównie w technikach).

Koedukacja do dzisiaj budzi na świecie (w niektórych krajach) wątpliwości (np. w Turcji uznano wprowadzenie szkół mieszanych za historyczny błąd). Badania bowiem dowodzą, że o wiele lepsze wyniki w nauce osiągają ponoć ci uczniowie, którzy odbywają edukację w szkołach żeńskich lub męskich, niż ci uczęszczający do placówek koedukacyjnych.

Przymiotnik koedukacyjny musi się więc – jak widać – odnosić wyłącznie do wspólnego nauczania dziewcząt i chłopców i tylko tego. Absolutnie nie wolno nim nazywać wszystkiego, co jest przeznaczone, wspólne dla osób obojga płci (np. toalet czy szatni w restauracji lub kawiarni).

Za niepoprawne (i śmieszne) uznaje się zatem nie tylko wyrażenia toalety koedukacyjne czy szalet koedukacyjny , ale również hotel robotniczy koedukacyjny czy oddział koedukacyjny (w szpitalu).

Wszystkie one nie mają nic wspólnego z koedukacją! Są to zawsze toalety, szalety , oddziały wspólne dla kobiet i mężczyzn. Tylko tak należy mówić i pisać.

Jako dopuszczalne traktuje się natomiast połączenie wyrazowe internat koedukacyjny , gdyż w zakres terminu koedukacja wchodzi również wychowywanie młodych ludzi różnej płci. Można także zaakceptować określenie obóz koedukacyjny (np.harcerski ), ponieważ w czasie letniego odpoczynku uczy się młodzież wielu pożytecznych spraw (np. obowiązkowości, pracowitości, życia w grupie).

Ale już powiedzenie akademik koedukacyjny (powstałe z pewnością przez analogię do internat koedukacyjny ) budzi niejakie wątpliwości. Mieszkają tam przecież ludzie dorośli, wychowywać czy dyscyplinować ich się nie da, o wspólnym nauczaniu nie wspominając…

Nie jest to więc żaden akademik koedukacyjny , tylko akademik żeński i męski , wspólny dla kobiet i mężczyzn.

Jeśli przyjrzymy się przymiotnikowi koedukacyjny od strony jego budowy morfologicznej, to zobaczymy, że składa się on z przedrostka ko- (łac. co -, z cum ‘razem, wspólnie’) i przymiotnika edukacyjny (‘związany z kształceniem, oświatą i wychowaniem’), ale rolę zasadniczą odgrywa w nim człon drugi .

Ci, którzy sobie tego na co dzień nie uzmysławiają (jak właśnie Jerzy Stuhr), skupiają się zwykle na przedrostku ko -, który rzeczywiście informuje o czymś wspólnym. Ignorowanie wyrazu edukowany kończy się jednak fatalnie – tym, że formę koedukacyjny odnosi się później do wszystkiego, co bywa wspólne dla osób różnej płci…

Tymczasem – co próbowałem wytłumaczyć – koedukacji nigdy nie wolno łączyć semantycznie z niczym innym poza wspólnym nauczaniem, kształceniem i wychowywaniem dziewcząt i chłopców.

MACIEJ MALINOWSKI

Przewijanie do góry