To obco brzmiące słowo – bigoreksja – jest Wam być może nieznane, ale postanowiłem o nim napisać, gdyż współcześnie nazywa coś niezwykle ważnego – chorobę.

Bigoreksja (ang. bigorexia, od big ‘potężny, silny’ + orexia, z gr. óreksis, łac. orexis ‘apetyt, pragnienie’) to inaczej ‘zaburzenie psychiczne polegające na obsesyjnym przekonaniu o niedostatecznym umięśnieniu własnego ciała, zwykle przejawiające się w uzależnieniu od treningu fizycznego; także takie uzależnienie’.

Mężczyzna lub chłopak cierpiący na bigoreksję regularnie ćwiczy w siłowni (niekiedy nadużywając sterydów i suplementów diety), żeby idealnie wyrzeźbić mięśnie i w efekcie cieszyć się piękną sylwetką.

Tylko że niekiedy może się to źle skończyć.

Zdarzają się bowiem osobnicy niezadowoleni ze swej muskulatury, starający się ją za wszelką cenę poprawić. I wtedy zaczyna się właśnie choroba zwana przez lekarzy i psychologów bigoreksją.

Bigorektyk spędza w siłowni sporo czasu, wylewa na treningach litry potu, a mimo to jest przekonany, że jego masa mięśniowa i rzeźba ciała pozostają dalekie od doskonałości.

Znawcy tematu twierdzą, że bigoreksja u mężczyzn i chłopców przypomina trochę anoreksję (z grec. anorexia, od an ‘brak, pozbawienie’ + orexis ‘apetyt’) u dziewcząt czy kobiet.

Nieprzypadkowo bigoreksję (naukowo dysmorfię mięśniową) nazywano dawniej odwrotną anoreksją (reverse anorexia).

Tak jak anorektyczki, choć już wystarczająco szczupłe, ciągle uważają się za grube, tak samo bigorektycy myślą, że są za mało umięśnieni. I w jednym wypadku, i w drugim choroba sprawia, że nie akceptuje się własnego wyglądu.

Pan Literka

Przewiń do góry