StartWszystkie wpisyWyrwać się (wyskoczyć) jak filip z konopi

Jest takie powiedzenie wyrwać się (albo wyskoczyć) jak filip z konopi. Słyszeliście o nim?

Mówi się tak przenośnie wtedy, gdy ktoś odezwie się niestosownie, czyli wyrwie, wyskoczy z czymś ni z tego, ni z owego, albo zapyta nagle o coś mało sensownego, co nie jest tematem lekcji czy dyskusji.

Oto przykład posłużenia się zwrotem wyrwać się (wyskoczyć) jak filip z konopi:

– Na lekcji polskiego klasa przerabiała fragment materiału z gramatyki i Tomek nagle zapytał:
– Kiedy pójdziemy do kina?
– O, słyszeliście. Ten Tomek wyrwał się jak jakiś filip z konopi – podsumowała nauczycielka.

Ale właśnie… Dlaczego w owym frazeologizmie słowo filip występuje mała litera? Przeczytajcie ów tekst do końca, a wszystko stanie się jasne.

Zdradzę Wam, że w publikacjach historycznych przytacza się czasem opowieść o niejakim szlachcicu Filipie ze wsi Konopie, właścicielu majątku, który pojechał na sejmik, ale nie był zbyt dobrze obeznany z dyskursami publicznymi i zaczął rozprawiać na inny temat, wywołując śmiech zebranych.

Kiedy ktoś spytał: A któż to się tak wyrwał?, padła odpowiedź: To Filip z Konopi.

Niestety, upowszechnił to ks. Benedykt Chmielowski w swoich „Nowych Atenach” (albo Akademii wszelkiey scyencyi pełnej, na różne tytuły, iák ná classes podzielonej, mądrym dla memoryału, idiotom dla náuki, politykom dla práktyki, melancholikom dla rozrywki erigowanej) w połowie XVIII wieku, pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej. Uwierzył mu potem Adam  Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” (księga V), pisząc:

Raz na sejmie poseł Filip ze wsi dziedzicznej Konopie, zabrawszy głos, tak dalece odstąpił od materii, że wzbudził śmiech powszechny w Izbie. Stąd urosło przysłowie: „wyrwał się jak Filip z Konopi.

Prawdziwa etymologia omawianego zwrotu jest zupełnie inna.

Mikołaj Rej pisał w „Zwierzyńcu”:

Cóż wżdy się z nami dzieje, iż tak nic nie dbamy, / Jako filip w konopiach prawie ulegamy.

Przysłowie wyrwać się, wyskoczyć jak filip z konopi wzięło się z tego, że na Białorusi filipem nazywano ‘zająca, szaraka’. Nie było w tym niczego wyjątkowego, dawniej na wsiach gospodarze często nadawali zwierzętom przezwiska nawiązujące do imion własnych ludzi. Na przykład na bociana mówiono „Wojtek”, „Wojciech”, na niedźwiedzia „Miś” albo „Michał”, na kota „Matysek”, „Maciuś”, a na zająca właśnie „Filip”.

Słowo filip stało się w końcu eponimem, czyli wyrazem odimiennym (powstałym od imienia Filip), i jako pospolite (synonim zająca) musiało być zapisywane małą literą (tak samo wojtek, miś czy matysek, stąd powiedzenie Przyszła kryska na matyska, a nie: Matyska).

Teoretycznie wchodziła jeszcze w grę pisownia „Filip” z konopi  (czyli „Filip” w cudzysłowie), jednak nikt jej nie stosował i się nie upowszechniła. Zwykle filipy siedziały schowane w kapustach, wysokich trawach bądź roślinach (np. konopiach), żeby psy ich nie zwąchały. Mickiewicz tak pisał o zającach w „Panu Tadeuszu”:

(…) Nieraz zając, zdybany w kapuście,
Skacze skryć się w konopiach bezpieczniej niż w chróście [dzisiaj pisze się chrust]
Bo go dla gęstwi ziela ani chart nie zgoni,
Ani ogar wywietrzy dla zbyt tęgiej woni.

Kryły się więc filipy w konopiach, ale wystarczył byle szmer, szelest, żeby je spłoszyć i stamtąd przegonić. Wtedy szybko, niespodziewanie wyskakiwały one z konopi czy zarośli rosnących na polach.

Owo osobliwe zachowanie zajęcy, czyli filipów, znalazło później (w sensie przenośnym) drogę do frazeologizmu nazywającego ‘niedorzeczne, nagłe odezwanie się, powiedzenie czegoś niestosownego, bezmyślnego’.

Pan Literka

Przewiń do góry