Formy żeńskie z cząstką „-ożka” pojawiają się coraz częściej w prasie. Tymczasem jako jedynie środowiskowe, potoczne nie powinny tam trafiać…

Kilka razy spotkałam się w prasie z określeniami psycholożka, socjolożka, politolożka. Czy formy te są poprawne? – pyta (si****ta@op.pl). Inną z kolei internautkę (do****ka@neostrada.pl) dziwią − a nawet rażą − formy reżyserka i filozofka, które pojawiają się głównie w języku środowiskowym, ale które przenikają do języka pisanego, głównie do gazet.

Potwierdzam to. W jednym z sierpniowych wydań „Wysokich Obcasów” „Gazety Wyborczej” sam natknąłem się na rozmowę z reżyserką Moniką Pęcikiewicz, która w gdańskim teatrze Wybrzeże przygotowała inscenizację „Tytusa Andronikusa” Szekspira, a wielokrotnie widziałem w druku formysocjolożka, psycholożka, a nawet teolożka.

Postawmy pytanie: co się stało, że kobiety wykonujące prestiżowe zawody, które dotąd tytułowano „po męsku” jako pani psycholog, socjolog, politolog, reżyser, filozof , od jakiegoś czasu nazywa siępsycholożkami, socjolożkami, politolożkami, reżyserkami, filozofkami?

Lansują to ponoć… feministki. Na jednej ze stron internetowych natrafić można na ich apel:„Zacznijmy jak najczęściej używać żeńskich końcówek w nazwach zawodów, tytułów i innych tego rodzaju nazw. Potwornie irytujące są określenia typu „poseł”, „socjolog”, „ginekolog” itp., kiedy mowa o kobietach. W telewizji zwykle podpisują nas „nauczyciel akademicki”, „autor książki”, „lekarz rodzinny” itp. Wiem, że nasza polszczyzna nie zawsze pozwala na wprowadzenie żeńskich końcówek (np. „pielgrzym” − „pielgrzymka”), ale tam, gdzie to możliwe, róbmy to”.

Jakżeż się ten świat zmienia… Przez całe lata kobiety używały nazw męskich i nie tylko im to nie przeszkadzało, ale wręcz były z tego dumne. Ba, tzw. żeńskie derywaty z przyrostkiem -ka uważano powszechnie za trywialne, nielicujące z powagą, rangą i pozycją społeczną osób, do których się odnosiły. Nikt nie odważył się zwrócić do pani profesor uniwersytetu słowami pani profesorko, do pani doktor w szpitalu pani doktorko, a do pani mecenas w kancelarii – pani mecenasko. Owszem, słyszało się nieraz mało eleganckie określenia w rodzaju kierowniczka, matematyczka, fizyczka, chemiczka, ale wyłącznie w rozmowach prywatnych, kuluarowych.

Oficjalnie w postaci typowo żeńskiej (tzn. w przyrostkiem -ka) funkcjonowały jedynie nazwy zawodów tradycyjnie wykonywanych przez kobiety (np. aktorka, malarka, nauczycielka, pisarka, spikerka, śpiewaczka, tancerka) albo uchodzące za mniej atrakcyjne, o niewysokiej randze społecznej (np. sprzątaczka, fryzjerka, ekspedientka, kelnerka, tramwajarka). Nikomu wówczas nie przychodziło do głowy, żeby nazwy zawodów (szczególnie tych rzadkich, szanowanych) typu psycholog, socjolog, antropolog w odniesieniu do kobiet zmieniać na psycholożka, socjolożka, antropolożka.

Zresztą w wielu wypadkach na przeszkodzie w tworzeniu żeńskiego odpowiednika nazwy męskiej stawały względy fonetyczne. Nie proponowano zatem form adiunktka, architektka, subiektka, pedriatrkaitp., bo trudno by to było wymówić. Kiedy jakiś śmiałek wymyślił określenia chirurgini, dramaturgini, kierowczyni (z przyrostkiem -ini), spotkał się z natychmiastową reprymendą, żeby raczej nie eksperymentował, a przy okazji nie ośmieszał się.

Dodajmy, że jeśli chodzi o żeńskie nazwy zawodów, to nie wchodziły w grę i inne przyrostki, np. -owa oraz -ina. Owszem, za ich pomocą tworzono określenia żeńskie, ale odmężowskie (np. prezydent – prezydentowa, tzn. ‘żona prezydenta’, sędzia – sędzina,  czyli ‘żona sędziego’). Poza tym z przyrostkiem -ka trzeba było uważać, ponieważ nowa forma słowotwórcza mogła znaczyć zupełnie co innego (np. maszynistka przepisuje teksty, a nie jest maszynistą, czyli nie pracuje na kolei).

Czas na konkluzję.

Pod względem językowym w słowach psycholożka, socjolożka, politolożka itp. nie należy się dopatrywać za wszelką cenę nieprawidłowości. Są zbudowane poprawnie, tzn. w ten sposób, że do nazw męskich psycholog, socjolog, politolog dodano przyrostek -ka, będący typowym wykładnikiem żeńskości, a g przeszło w ż. Jednak językoznawcy uważają owe formy za niewskazane w polszczyźnie ogólnej „ze względu na brak akceptacji społecznej dla takich nowotworów o zakończeniu -ożka”, i dlatego nie wprowadzili ich na razie do słowników. To, że potocznie wolno więc powiedzieć: Agnieszka Holland to wybitna reżyserka; Jestem umówiony z psycholożką z poradni, nie oznacza, iż można tak pisać. Mnie na przykład słowo reżyserka kojarzy się przede wszystkim z ‘kabiną reżysera, realizatora audycji radiowych lub programów telewizyjnych’ albo ‘wydziałem reżyserii w szkole filmowej’ i nigdy nie posłużę się nim w sytuacji, gdy chodzić będzie o kobietę reżysera

MACIEJ MALINOWSKI

 

Scroll to Top