StartWszystkie wpisyPorady językowe„Na spróbę”

Nie ma najmniejszych szans na to, by owo wyrażenie usankcjonowano w starannej polszczyźnie

– Moja koleżanka używa na co dzień powiedzenia „na spróbę”, np. „zrobiłam to na spróbę”, „ugotuję coś na spróbę”, „kupię to na spróbę”. I wcale nie mówi tego żartobliwie, tylko jak najbardziej poważnie… Mnie wydaje się to sporym błędem, przecież nie ma w języku polskim słowa „spróba”? Co Pan o tym sądzi? (e-mail nadesłany przez internautkę dot***@gmail.com; szczegółowe dane do wiadomości mojej i redakcji).

Zajrzałem do internetu i okazało się, że wyrażenie na spróbę jest tam niezwykle popularne. Bez kłopotu można natrafić na przykłady z jego użyciem, np.

Na wystawie w Poznaniu dostaliśmy na spróbę okrągłe ciastko, które mój pies pochłonął z dziką radością;

– Kupiłam trochę na spróbę, bo pięknie wyglądały i wszyscy kupują, więc chyba dobre…;

– Ale nie musimy od razu pałaszować dużych porcji – wystarczy nałożenie sobie po kawałku, na spróbę;

– W aquaparku spędziliśmy zaledwie godzinę – „na spróbę”, czy i nam, i Zosi będzie się podobało;

– Wieczorem upiekliśmy tartę „na spróbę” i zaprosiliśmy Basię i Karolinę, aby robiły za królice doświadczalne. Smakowało im, a uszy się trzęsły;

Jak widać, w dwóch przypadkach wzięto wyrażenie na spróbę w cudzysłów, co by oznaczało, że piszący chcieli się chyba zabezpieczyć przed ewentualnym zarzutem ze strony odbiorców, iż popełniają błąd. („Tak, wiemy, że nie ma w języku polskim słowa »spróba«, ale posłużyliśmy się nim świadomie”).

Z punktu widzenia poprawności językowej określenie na spróbę (‘na próbę, do spróbowania, na spróbowanie’) jest oczywiście błędne i nie ma najmniejszych szans na to, by usankcjonowano je w starannej polszczyźnie. Można je co najwyżej traktować jako potoczne, środowiskowe, trochę żartobliwe.

Po polsku mówi się, rzecz jasna, i pisze zrobić coś na próbę, czyli ‘w celu przekonania się o czymś’, bądź zrobić coś próbnie, zrobić coś dla próby. I tak musi zostać.

Owszem, jeśli ktoś chce koniecznie kojarzyć owo powiedzenie wprost z czasownikiem spróbować, to zawsze wolno mu się odwołać do wyrazu z przedrostkiem s, ale nie do spróby, tylko do rzeczownika odsłownego spróbowanie, np. zrobiłam to na spróbowanie, ugotuję coś na spróbowanie itp.

Słowo spróba nie wchodzi – jak wspomniałem wyżej – w grę dlatego, że nikt nigdy z leksykografów nie zdecydował się na wprowadzenie go obiegu i zaakceptowanie pary wyrazowej próba (od próbować) i spróba (od spróbować), choć istnieje para wyrazowa próbowanie (od próbować) i spróbowanie (od spróbować).

Ale nasi przodkowie – powiem uczciwie – znali jedną formę rzeczownikową (dzisiaj archaiczną) wywiedzioną wprost z czasownika przedrostkowego spróbować. Było nią słowo zdrobniałe spróbunek (sprobunek) utworzone przyrostkiem -unek. Używali także określenia na spróbunek, które znaczyło właśnie ‘na próbę’.

W Słowniku języka polskiego Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego sprzed stu lat (Warszawa 1915, t. VI, s. 355) widnieje hasło spróbunek, –nku, ale z kwalifikatorem: gwarowy (z cytatem: Może z was który na spróbunek ze mną pójść zechce).

A zatem tak samo (jako gwarowe) należy dzisiaj potraktować słowo spróba i wyrażenie na spróbę.

Niewykluczone, że niektórzy będą go jednak bronić, dowodząc, że jest to skrót dłuższego określenia – na spróbowanie (wiadomo przecież, że młodzież prawie wszystko dzisiaj skraca, mówi np. do zoba = do zobaczenia). Inni być może odwołają się wprost do czasownika spróbować (spróbować, czyli na spróbę) i powiedzą, że derywat spróba jest językowo jak najbardziej właściwy.

Tymczasem okazuje się, że wcale nie musi chodzić o powiedzenie rodem ze współczesnej polszczyzny. Od dawna zna go gwara poznańska i wielkopolska.

MACIEJ  MALINOWSKI

Przewiń do góry