StartWszystkie wpisyPorady językoweEuropa da się lubić

Spora część użytkowników polszczyzny nie chce przyjąć do wiadomości, że czasownik „lubić” ma w wygłosie zakończenie „-ić”, a nie: „-eć”

Aż prosi się o to, żeby do wszystkich niezwykle pochlebnych opinii o telewizyjnym talk show „Europa da się lubić” (że znakomicie pomyślany i wykonany; że podoba się zarówno szerokiej publiczności, jak i krytykom; że więcej robi dla integracji narodów niż niejedna uchwała polityków w Brukseli itd.) dołączyć jeszcze jedną: twórcom programu należy się medal za… propagowanie poprawnej polszczyzny!

Ktoś, kto co tydzień podśpiewuje sobie wspólnie z bohaterami Europo, witaj nam / Z nami siądź, zdejmij płaszcz / Europo, witaj nam i się daj, lubić daj, zapamięta w końcu wcześniej czy później (jeśli nie wiedział), że mówi się i pisze lubić, a nie: lubieć, oraz zdejmij (płaszcz), a nie: zdejm.

Z czasownikiem lubić jest kłopot od lat.

Spora część użytkowników polszczyzny nie chce jakoś przyjąć do wiadomości, że ma on w wygłosie zakończenie -ić, a nie: -eć, i należy do VIa grupy koniugacyjnej (według klasyfikacji opracowanej przez prof. Jana Tokarskiego).

Zamiast łączyć lubić z takimi czasownikami, jak robić, zgubić, zaskarbić, żłobić itp., wiele osób kojarzy je z bezokolicznikami z przyrostkiem -eć (np. zgrubieć, zgrzybieć, zdębieć) i tworzy na własny użytek formę lubieć, co automatycznie „przekłada się” na błędne formy osobowe lubiałem, lubiał, lubiała, lubieli.

Tymczasem mówi się i pisze lubiłem, lubił, lubiła, lubili i dlatego w bezokoliczniku musi, powtarzam: musi! występować końcówka -ić.

Kiedy mowa o czasowniku lubić, nie sposób nie wspomnieć o czasownikach nienawidzić i wymyślić ulegających podobnemu wykolejeniu fleksyjnemu.

W tym wypadku chodzi jednak wyłącznie o nieuprawnione ingerowanie przez mówiących i piszących w formę bezokolicznikową tych wyrazów. Mylnie sądzą oni – a działa tu analogia do widzieć, niedowidzieć, przewidzieć, odwidzieć oraz myśleć, pomyśleć, przemyśleć – że poprawne są również formy nienawidzieć, wymyśleć.

Nic z tych rzeczy!

Znowu wystarczy przywołać 3. osobę l. pojedynczej czasu przeszłego. Skoro mówimy on nienawidził, on wymyślił, to i bezokolicznik musi mieć zakończenie -ić.

Inaczej rzecz się ma z czasownikami myśleć, pomyśleć, przemyśleć – tutaj formy czasu przeszłego kończą się na -ał, -ała, -ało (on myślał, ona myślała, ono myślało), stąd końcówka bezokolicznika -eć.

Naraziłbym się jednak na zarzut historyków języka, gdybym nie omówił szerzej czasownika nienawidzić.

Otóż jeśli jeszcze 100 lat temu ktoś używał formy z wygłosowym -eć, nie należało mu zwracać uwagi, że to błąd. Był to antonim (czyli ‘coś, co ma przeciwstawne znaczenie’) funkcjonującego od dawna czasownika nawidzieć, który znaczył ‘widzieć kogoś chętnie; sprzyjać komuś’.

Można więc było kogoś nawidzieć (a więc ‘lubić, wręcz kochać’) i nienawidzieć (tzn. doznawać przeciwnych uczuć).

Gdy jednak słowo nawidzieć zanikło, przestano z czasem łączyć czasowniki nienawidzieć i widzieć i zadecydowano, że ten pierwszy otrzyma w bezokoliczniku końcówkę -ić.

Wspomnijmy wreszcie o formie trybu rozkazującego czasownika zdjąć, czyli zdejmij.

Podstawą słowotwórczą takiego słowa jest zawsze temat czasu teraźniejszego, czyli w tym wypadku zdejm-(ować). Teoretycznie można by zaaprobować rozkaźnik zdejm (aż tak bardzo nie razi), ale jeśli postawiono ostatecznie na zdejmij, prawdopodobnie chciano ujednolicić formy trybu rozkazującego wszystkich czasowników z tej rodziny i dodano im przyrostek -ij (zdejmij, wyjmij, odejmij, podejmij, przejmij, zajmij).

Nie bez znaczenia mogło być i to, że w l. mnogiej otrzymujemy wyrazy zdejmijcie, wyjmijcie, podejmijcie, przejmijcie, zajmijcie (formy zdejmcie, wyjmcie, podejmcie, przejmcie, zajmcie wydają się źle zbudowane i trudne do wymówienia).

MACIEJ MALINOWSKI

E-maile od Czytelników:

  • Co oznacza słowo „zaiste” i w jakich sytuacjach może być używane? (jel*****@wp.pl)

Wyraz zaiste znaczy ‘naprawdę, doprawdy, rzeczywiście w istocie’, ale należy dziś raczej do stylu książkowego, kiedy chodzi o podkreślenie prawdziwości tego, co się mówi, lub potwierdzenie czyjegoś sądu, np. Zaiste, czegóż to ludzie nie wymyślą. Zaiste, trudno o lepszą ocenę sytuacji; Twoja przemiana duchowa zaiste mnie zaskoczyła. W zwykłej rozmowie lepiej go sobie darować…

  • Skoro mówimy „jednego procenta” lub „dziesięciu procentom”, to czy nie powinno być także „piętnaście procentów”, „osiemdziesięciu procentów”? (vab***@poczta.onet.pl)

Nie. Rzeczownik procent w połączeniu z liczebnikami oznaczającymi całości występuje w niektórych przypadkach (w mianowniku, dopełniaczu i bierniku) bez odmiany dlatego, że pełni wówczas funkcję przysłówkową, np. 2-3 procent (a nie: procenty) dzieciwyjeżdża na zimowiska; Brakowało 10 procent (a nie: procentów) pracowników; Poznałem 50 procent (a nie: procentów) uczestników zjazdu. W pozostałych przypadkach (w celowniku, narzędniku i miejscowniku) wyraz procent otrzymuje już końcówki l. mnogiej, a więc mówi się i pisze: Premie dano 45 procentom (a nie: procent) pracowników; Z 50 procentami (a nie: procent) funduszu trudno coś sensowego zdziałać; W 30 procentach (a nie: procent) pracownica miała rację.

Przewiń do góry