Hej, szampeter, boski trunek, tęgim zuchom na częstunek – mawiali nasi przodkowie

Na musujące wino gronowe lejące się strumieniami na przełomie każdego starego i nowego roku mówi się powszechnie szampan. Słowo to zapożyczyliśmy z języka francuskiego w postaci fonetycznie nieco uproszczonej (pochodzi od: Champagne [wym. Szampań]).

W adaptacji owego galicyzmu do polszczyzny nie przeszkodziło nam to, że Champagne było nazwą własną zastrzeżoną już w 1911 roku i odnoszącą się wyłącznie do win wyprodukowanych na terenie prowincji Champagne (dwie godziny jazdy pociągiem z Paryża na wschód).

Z tego powodu żadnemu innemu producentowi we Francji (ani na świecie) nie wolno umieszczać na etykietach butelek napisu Champagne (jedynie vin mousseux, tzn. wino musujące).

Określenie champagne jest do tego stopnia zastrzeżone, że musiało zniknąć z etykiet butelek zwykłych win produkowanych we wsi Champagne w kantonie de Vaud w Szwajcarii, a firmie Yves Saint-Laurent nakazano zmienić nazwę perfum Champagne  (teraz nazywają się Yvresse).

Tak więc warto mieć na uwadze to, że wszelkie wina musujące oferowane w sklepach po niskich cenach nie są żadnymi szampanami, tylko tworami szampanopodobnymi, a słowo szampan to zwykły wyraz pospolity, który wyparł wyrażenie wino szampańskie (zaszła tzw. uniwerbizacja, tj. zastąpienie nazwy dwuwyrazowej określeniem jednowyrazowym).

Z punktu widzenia słowotwórczego należy ono do tej samej grupy eponimów (czyli wyrazów pochodzących od ‘imion własnych’), co adidasy (od imienia i nazwiska założyciela firmy Adolfa Dasslera, zdrobnienia Adi od Adolf i skrótu Das od nazwiska) czy walkman (znak towarowy firmy Sony).

Nasi przodkowie na szampana mówili czasem żartobliwie szampiter, szampeter albo szampetek.

Rzeczowniki te odnotowywał prawie sto lat temu Słownik języka polskiego Jana Karłowicza, Adama Antoniego Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego (Warszawa 1915, t. VI, s. 562), a później jeszcze Słownik języka polskiego PWN pod redakcją Witolda Doroszewskiego (Warszawa 1966, t. VIII, s. 1014-1015).

Hej, szampeter, boski trunek, tęgim zuchom na częstunek – mawiali nasi przodkowie.

Wynalezienie szampana przypisuje się przeorowi opactwa benedyktynów Hautvillers [wym. Owiler)] w Champagne w XVII w. Pierre’owi Dom Pérignonowi [wym. Dom Perinionowi]. Przeszedł on tym samym do historii, a jeden z najlepszych gatunków oryginalnego wina z Szampanii nosi obecnie nazwę „Dom Pérignon” (kosztuje, bagatela, nawet kilkaset złotych).

Żeby z wina powstał prawdziwy szampan, musi zostać ono dwukrotnie poddane fermentacji.

W pierwszym etapie z soku wyciśniętego z winogron otrzymuje się tzw. kwaśne, czyli ciche wino, które potem – oddzielone już od osadów – przechowywane jest w chłodzie do całkowitego wyklarowania. Po jakimś czasie miesza się je z winami innych roczników, a następnie do całości dodaje liquer tirage [wym. liker tiraż], czyli cukier trzcinowy, i drożdże.

Tak przygotowane wino przelewa się do butelek i od tego momentu rozpoczyna się proces fermentacji wtórnej trwający… kilka lat (nawet do sześciu).

W tym czasie cukier pod wpływem drożdży zamienia się w alkohol i dwutlenek węgla. Właśnie dwutlenek węgla tworzy w szampanie bąbelki.

Nie jest więc prawdą, że wino musujące produkuje się dziś w jakiś sztuczny sposób, że gaz wtłacza się do butelki przed zakorkowaniem…

Jak widać, Dom Pérignon nie wymyślił niczego nadzwyczajnego. Po okresie eksperymentowania doszedł jedynie do wniosku, że dosypanie do gotowego już wina cukru wywołuje jeszcze jedną reakcję i powstaje piana.

Spotkać się jednak można z opiniami enologów, że odkrycie Dom Pérignona należy uznać wyłącznie za legendę.

Według nich wina z Szampanii odznaczają się naturalnymi właściwościami musującymi, gdyż winogrona zbiera się tam późno i drożdże znajdujące się na skórce po zimowym leżakowaniu zamieniają cukier zawarty w surowym soku w alkohol dopiero na początku wiosny. Wtedy dochodzi fermentacji i uwolniony zostaje dwutlenek węgla, który – uwięziony w zakorkowanych beczkach i nie mając ujścia – tworzy bąbelki.

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry