StartWszystkie wpisyPogrzeb żuru i wieszanie śledzia, czyli  o mniej znanych zwyczajach wielkanocnych

Przy okazji świąt wielkanocnych, najważniejszego i najstarszego święta chrześcijaństwa, obchodzonego na pamiątkę zmartwychwstania Chrystusa w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca (tj. między 21 marca a 25 kwietnia), chciałbym Wam opowiedzieć o  nieco mniej znanych, dziś trochę zapomnianych zwyczajach, tzn. pogrzebie żuru, wieszaniu śledzia, topieniu Judasza, wielkim grzechotaniu i szukaniu prezentów od wielkanocnego zajączka.

Musicie wiedzieć, że dawniej w okresie Wielkiego Postu rzeczywiście poszczono, nie to, co dzisiaj… Nie jedzono mięsa, nabiału i cukru. Codzienne pożywienie ludzi ograniczało się do żuru i śledzi.

Kiedy więc Wielki Post dobiegał końca, w Wielki Piątek wieczorem lub w Wielką Sobotę rano odbywał się tzw. pogrzeb żuru i wieszanie śledzia. Z domów wynoszono wtedy garnki z żurem i pojemniki ze śledziami. Żur ochoczo wylewano albo głęboko z całym garnkiem zakopywano. Czasem do środka dodawano jeszcze trochę popiołu (na znak, że nastał koniec pokuty).

W niesłychanie widowiskowy sposób rozstawano się ze śledziami. Wybierano najbardziej okazałego i symbolicznie go „wieszano”, czyli przybijano do drzewa. Czasem był to śledź sztuczny, wycięty z drewna lub tektury, którego zawiązywano na grubym powrozie i wieszano na wierzbie przy drodze. Była to kara za to, że w okresie Wielkiego Postu „wygonił” on z jadłospisu ludzi wszelkie potrawy.

Wcześniej, w Wielką Środę, odbywało się na wsiach inne widowisko – topienie Judasza (jest to do dziś praktykowany zwyczaj na Podhalu). Ze słomy i starych ubrań robiono wielką kukłę, którą następnie wleczono na łańcuchach po okolicy. Stojący przy drodze ludzie okładali jeszcze zdrajcę kijami, a na koniec wrzucano go do stawu. Tym samym sprawiedliwości stawało się zadość…

W Wielki Piątek, kiedy milkły kościelne dzwony, rozlegał się po okolicy dźwięk kołatek i grzechotek. Obyczaj wielkiego grzechotania był okazją do urządzania różnego rodzaju psot i figli. Dzieci i młodzież biegali po wsiach i miastach z grzechotkami czy kołatkami, niemiłosiernie hałasując, a tym samym strasząc gospodarzy lub przechodniów.

W niektórych regionach do dziś znany jest ponadto zwyczaj związany z szukaniem prezentów od wielkanocnego zajączka. Po zakończeniu śniadania w Wielką Niedzielę domownicy wychodzą z domów i szukają ukrytych wcześniej przez zajączka niespodzianek, zazwyczaj drobnych upominków, najczęściej słodyczy. Schowane są one zwykle w ogrodzie pod krzakami, pod drzewami bądź w zaroślach. Najwięcej uciechy (kiedy coś znajdą) mają oczywiście najmłodsi…

Pan Literka

Przewiń do góry