StartWszystkie wpisyPorady językoweGrillowanie w polityce

Nachalne, tendencyjne, a często wręcz niegrzeczne zadawanie pytań, dręczenie tym kogoś, przez co ten ktoś odczuwa dyskomfort, wygląda tak, jak gdyby… przypiekało się daną osobę na grillu…

– Mam pytanie, skąd się wzięło w polityce powiedzenie „grillować kogoś”. Usłyszałam kiedyś, że „właśnie zapowiada się w Sejmie grillowanie prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego”. Co to właściwie oznacza? Nie znalazłam wyjaśnienia w żadnym z dostępnych mi słowników języka polskiego (e-mail od internautki ola***@gmail.com); szczegółowe dane do wiadomości mojej i redakcji).

Czasownik grillować jest dość świeżym (mniej więcej sprzed kilkunastu lat, na pewno pojawił się w obiegu po roku 2000) zapożyczeniem semantycznym z języka angielskiego, w którym zwrot to grill somebody (about something), czyli grillować kogoś (o coś), znaczy ‘zadawać komuś wiele pytań dotyczących jego poglądów, działań, zachowań itp., wypytywać kogoś o jakieś sprawy, zazwyczaj w sposób’ nieprzyjemny.

Na bezokolicznik to grill w takim znaczeniu (nie wyklucza się jednak pośrednictwa francuskiego czasownika griller) łatwo natrafić w wielu słownikach języka angielskiego (np. w Collins English Dictionatry, w Oxford Advanced Learner’s Dictionary czy w Macmillan Dictionary).

Współczesne słowniki ogólne języka polskiego nie odnotowują jeszcze hasła grillować (i derywatów grillowanie, grillowany) w takiej – przenośnej – definicji, ale jeśli będzie niemiłosiernie używane i na dobre się upowszechni, na pewno tak się stanie (leksykografowie dadzą za wygraną…). Zostanie to zaakceptowane w normie potocznej języka.

Na razie wspomina się o nim jedynie w leksykonach dwujęzycznych, np. w Dużym słowniku angielsko-polskim opracowanym przez Mieczysława Tittenbruna (Wydawnictwo Kastor, Warszawa 2001, s. 256): grill [wym. gril] ‘ruszt, potrawa z rusztu; piec na ruszcie, opiekać, spiekać, (pot.) wymuszać zeznania, męczyć’.

Quiz

Nietrudno chyba odgadnąć, skąd się wziął ów nowy sens omawianego bezokolicznika…

Nachalne, tendencyjne, a często wręcz niegrzeczne zadawanie pytań, dręczenie tym kogoś, przez co ten ktoś odczuwa dyskomfort, wygląda tak, jak gdyby… przypiekało się daną osobę na grillu.

Owo mało sympatyczne skojarzenie wystarczyło do tego, by nadać czasownikowi grillować (a wcześniej oryginałowi angielskiemu to grill) wtórne, niedosłowne znaczenie. A że wielu polityków czy dziennikarzy wręcz uwielbia się posługiwać w dyskursie politycznym nowo zasłyszanymi bądź znalezionymi gdzieś w sieci zapożyczeniami, grilluje się dzisiaj (tzn. ‘dręczy słownie’, głównie politycznego przeciwnika) na każdym kroku.

Najpopularniejsze jest rzecz jasna grillowanie opozycji.

Grilluje się więc politycznie nie tylko prezesa Trybunału Konstytucyjnego, ale też Donalda Tuska, żeby nie został po raz drugi prezydentem Unii Europejskiej. Dziennikarze z kolei przy każdej nadarzającej się okazji grillują i rządzących, i opozycję, jeśli tylko znajdą ku temu powód.

W tym wypadku owo grillowanie należy rozumieć nieco pojemniej i niekoniecznie krwiopijczo – jako ‘wyszukiwanie wszelkich możliwych spraw obiektu zainteresowania i żądanie wytłumaczenia się z tego’.

Wygląda na to, że słowo grillować na dobre zastąpiło w użyciu przenośnym mało wykwintny, choć niekoniecznie mający konotacje ujemne, czasownik maglować kogoś (‘usilnie wypytywać kogoś o coś’). Jednak w przeciwieństwie do niego zawiera w sobie o wiele więcej treści jednoznacznie ukierunkowanych na pogrążenie, upokorzenie osoby grillowanej.

Co zatem sądzić o obecności czasownika grillować (oraz gerundium grillowanie i imiesłowu przymiotnikowego grillowany) w obiegu komunikacyjnym współczesnej polszczyzny?

Przede wszystkim warto zalecić umiar w jego stosowaniu i przestrzec przed tym, że jeśli znajdzie się on w niedalekiej przyszłości w słownikach, to na pewno z kwalifikatorem potoczności. To zaś oznacza, że w starannej polszczyźnie powinno się go unikać…

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry