Wyrażenie krakowskim targiem znaczy ‘osiągnąć zgodę, odstępując od części swych żądań’. Jest ono bardzo stare, znano je już w początkach XVII stulecia.

Owo powiedzenie wzięło się z tego, że na Starym Kleparzu w Krakowie – żeby coś kupić – należało się targować ze sprzedawcą (a nie tak jak dzisiaj, kiedy nie ma o tym mowy, a ceny produktów są z góry ustalone…).

Było tajemnicą poliszynela, że kupcy wyznaczali za oferowane do sprzedaży towary ceny o wiele wyższe od tych, których naprawdę oczekiwali, mieszczanie zaś chcieli owe dobra nabyć jak najtaniej.

Kiedy sprzedawca żądał na przykład za ćwierć mięsa wołowego 174 grosze, kupujący odpowiadał, że może dać połowę wymienionej kwoty.

Słownik języka polskiego (tzw. warszawski) Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego z 1902 roku (t. I, s. 526) podawał takie właśnie znaczenie wyrażenia krakowskim targiem: ‘za połowę ceny albo za cenę średnio proporcjonalną do dawanej przez kupującego i żądanej przez sprzedającego’.

Wymiana zdań podczas transakcji na straganie trwała niekiedy długo, ale koniec końców dobijano targu: kupiec spuszczał z ceny nawet połowę, a nabywca płacił o połowę więcej. Wszyscy wyglądali jednak na zadowolonych…

Nie jest więc chyba prawdą to, że powiedzenie krakowskim targiem wzięło się z tego, iż rodowici krakowianie są z założenia skąpi, czyli mają węża w kieszeni, i za wszystko chcieliby płacić jak najmniej.

Nie zasłużyli też chyba na nazywanie ich prześmiewczo centusiami (krakowskimi centusiami). Określenie centuś pochodzi z czasów zaborów austriackich, kiedy to najniższą jednostką monetarną był krajcar zwany potocznie w Galicji centem. Kraków przeżywał wtedy zapaść gospodarczą, a mieszkańcy żyli raczej w biedzie.

Pan Literka

1 komentarz

  1. To jest zwyczaj, praktykowany do dzisiaj w Turcji (wiem z doświadczenia) i (jak podejrzewam) w krajach arabskich.

Komentowanie jest niedostępne.

Przewiń do góry