StartWszystkie wpisyPorady językoweDlaczego Krakowowi, ale: Wrocławiowi?

W nazwie „Wrocław” wygłosowe „w” było kiedyś miękkie, ale stwardniało, i widać to do dziś w formach przypadków zależnych…

Przed tygodniem pisałem o kłopotach, jakie miewamy w języku polskim z celownikiem, że jest to przypadek gramatyczny, którym posługujemy się najrzadziej, a więc pewne formy wydają nam się dziwne. Zaznaczyłem na końcu, że należałoby rozpowszechniać postacie celownikowe rzeczowników rodzaju męskiego o zakończeniu –owi, które natychmiast wskazują na trzeci przypadek, i że im częściej będziemy mówić Lwowi Tołstojowi, polskiemu orłowi czy dniowi dziecka, tym szybciej formy te się utrwalą i nikogo nie będą razić.

Omawiając celownik, trudno nie wspomnieć o jeszcze jednej kwestii poprawnościowej z nim związanej. Dlaczego mówi się i pisze Krakowowi, ale: Wrocławiowi, Bytomiowi, Radomiowi? Przecież w mianowniku ich formy brzmią tak samo: Kraków, Wrocław, Bytom, Radom. Żeby to wyjaśnić, trzeba się odnieść do historii języka.

Otóż jeszcze do końca XVII wieku nazwy Wrocław, Bytom, Radom (i parę innych) wymawiało się miękko jako [Wrocław’], [Bytom’], [Radom’]. Była to pozostałość po pierwotnym przyrostku –ji, który dodawano do imienia, żeby powstała nazwa dzierżawcza, tzn. oznaczająca posiadacza. Miasto założone przez Wrocisława, skróconego później do Wrocława, nazywało się więc Wrocławji gród, przez Bytoma – Bytomji gród, a przez Radoma – Radomji gród.

Z czasem jednak (mniej więcej od XVIII wieku) końcowe głoski miękkie zaczęli ludzie wymawiać twardo, i tak zostało do dziś. Z tego właśnie powodu mówimy i piszemy Wrocław, Bytom, Radom (a także karp, gołąb), ale odmieniamy: Wrocławia, Bytomia, Radomia; Wrocławiowi, Bytomiowi, Radomiowi (oraz karpia, gołębia; karpiowi, gołębiowi itd.). Jest to nic innego, jak tylko pozostałość po miękkich dawniej spółgłoskach „w” i „m” oraz „p” i „b”, na których ślad natrafiamy teraz w formach przypadków zależnych.

Z nazwą Kraków było inaczej. Legendę o Kraku, który pierwszy zamieszkał w okolicach, gdzie dzisiaj leży podwawelski gród (mówiono ponoć: Kraków gród, tak jak Maćków płaszcz, Jaśków kapelusz itp.), włóżmy między bajki. Kraków – jak twierdzi prof. Jan Miodek – należy wywodzić od słowa krzak, a za pierwotną postać uznać Krzaków, zmieniony później w Kraków pod wpływem łacińskiej formy Cracovia. Jakkolwiek by było, w nazwie Kraków końcowa spółgłoska zawsze pozostawała twarda, stąd odmiana inna niż w wypadku Wrocławia.

Zapamiętajmy zatem, że choć nazwy miast Kraków i Wrocław brzmią dziś w mianowniku tak samo (mają twarde wygłosowe „w”), w dawnej polszczyźnie się różniły. Dlatego mówmy i piszmy: Przyznano nagrody Krakowowi, ale: Palma pierwszeństwa należy się Wrocławiowi (błędne Wrocławowi słyszy się bardzo często).

Przy okazji jeszcze jedna osobliwość dotycząca – jakżeby inaczej – celownika. Jeśli przed nazwą miasta w trzecim przypadku użyjemy przyimka „ku”, nie będzie błędne – o dziwo! – wyrażenie ku Krakowu, a także: ku Tarnowu, ku Ostrowu, ku Tczewu, ku Sochaczewu. Tę przestarzałą konstrukcję językoznawcy dopuszczają (obocznie) do użytku, preferując rzecz jasna współcześnie o wiele lepsze (a jednak końcówka –owi górą!) ku Krakowowi, ku Tarnowowi, ku Ostrowowi, ku Tczewowi, ku Sochaczewowi.

***

Co to znaczy „zmawia na…”?

W „Krzyżówce świątecznej” „Angory” (z 22-26 grudnia 2002 r.) rozwiązaniem było przysłowie „Adam zmawia na Ewę, na Adama Ewa – a oboje jedli z drzewa” (można je znaleźć w „Nowej księdze przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich„, opracowanych na podstawie dzieła Samuela Adalberga). Nieoczekiwanie hasło sprawiło krzyżówkowiczom wiele kłopotu, ponieważ zawierało nieznaną już dzisiaj czasownikową formę zmawia na…. – Cóż by to miało znaczyćzmawia na…”? – zastanawiali się Czytelnicy i …dzwonili do redakcji, pytając, czy aby nie zaszła jakaś pomyłka.

Wyjaśniamy więc, że w dawnej polszczyźnie istniały czasowniki zmawiać na…, zmówić na…, których współczesne słowniki języka polskiego rzeczywiście nie odnotowują. Dawniej zmawiać, zmówić na… znaczyło ‚przypisać co komu, zwalić winę na kogoś albo na coś’. Mówiło się: Zmówiłem na psa, że mi się pałętał pod nogami; Często zmawiałem na Jacentego, żeby się jakoś oczyścić. Po tym wyjaśnieniu przysłowie „Adam zmawia na Ewę, na Adama Ewa – a oboje jedli z drzewa” jest z pewnością zrozumiałe.

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry