StartWszystkie wpisyPorady językoweStandardy [wym. standardy]

Formę syngularną tego wyrazu wymawia się z końcowym t, ale pluralną jako [standardy]

– Nie mogę słuchać błędów językowych, które popełnia w swoich przydługich wypowiedziach min. Ziobro, ale jeden z nich woła o pomstę do nieba: l. poj. „standard”, l. mnoga „standardy”, a nie „standarTy”!!! (e-mail nadesłany przez internautę Mariana W.; adres i nazwisko do wiadomości redakcji).

Chciałoby się powtórzyć za Julianem Tuwimem, że W mowie pewnych ludzi słychać błędy ortograficzne, gdyby nie to, że wymowę [standart] uważa się za poprawną. Ale już formę pluralną standardy artykułuje się rzeczywiście tak, jak chce czytelnik, czyli z dwiema głoskami d – jako [standardy].

Skąd się owa odmienność fonetyczna bierze? – zapytają Państwo.

Stąd – odpowiadam – że w słowie standard dźwięczna głoska d przechodzi w wygłosie w bezdźwięczne t, w wyrazie standardy zaś takiej alternacji nie ma, gdyż kończąca temat głoska d nie zajmuje pozycji końcowej całego wyrazu, lecz stoi między dźwięcznymi r oraz y. Brakuje zatem powodów do jej ubezdźwięcznienia.

Jednym słowem, należy mówić [standart], ale [standardy] (a nie [standarty]) i konsekwentnie [standardów], [standardom], [standardami], [standardach].

W lp. dzieje się nieco inaczej. Choć pisze się standard, wymawia się – jak wspomniałem – [standart].

Ale uwaga! Dotyczy to wyłącznie postaci mianownikowej, w formach przypadków zależnych wchodzi w grę normalne zakończenie głoskowe -du, -dowi, -dem, -dzie: [standardu], [standardowi], [standardem], [standardzie], tzn. z zachowaniem głoski d (w miejscowniku przechodzi ona w miękkie dz’, gdyż taka jest właściwość tego przypadka – zmiękcza on wygłosową głoskę tematyczną).

Wyjaśnienie owej odmienności artykulacyjnej brzmień syngularnych słowa standard jest takie samo jak przy formach pluralnych – głoska d w formach D., C., N. i Ms. nie znajduje się na końcu, a więc nie traci dźwięczności.

W Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny PWN pod redakcją Andrzeja Markowskiego (Warszawa 2004, s.1098) natrafiamy na takie właśnie wyjaśnienie omawianej kwestii: standard [wym. standart, nie: standard], D. standardu [wym. standardu, nie: standartu].

Niestety, reguła słownikowa regułą, a życie życiem…

Spora część użytkowników polszczyzny (tak jak min. Ziobro), nie zważając na ustalenia normatywne w tym względzie, mówi [standart], ale także [standartu], [standartem], [standarcie] oraz [standarty], [standartów], [standartom], [standartami], [standartach].

Okazuje się, że znajdują się obrońcy tejże wymowy (uważają ją nawet oni za naturalniejszą – istotnie, łatwiej wymówić zdysymilowane [dart] niż [dard]…). Wyczytałem w sieci, że do takiej artykulacji słowa standard (zawsze z głoską t) przekonywał podobno uczniów na spotkaniu w jednej ze szkół K. Zanussi, skądinąd świetny mówca.

Zdaje się, że niepotrzebne zamieszanie wywołał kiedyś Stanisław Szober, który w swym Słowniku poprawnej polszczyzny (Warszawa 1966, wyd. VI, s. 601) do hasła standard nie wiadomo dlaczego włączył formę przymiotnikową standartowy zamiast standardowy. Zdaniem znawców tematu językoznawca zapatrzył się na rosyjski przymiotnik стандартный [wym. standartnyj]…

Po latach przyszło to odkręcać Witoldowi Doroszewskiemu (vide tegoż i Haliny Kurkowskiej Słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 1973, s. 723: standardowy lepiej niż standartowy).

Jak widać, uczynił to mało zdecydowanie, powinien był rzecz jasna napisać: standardowy, nie: standartowy, gdyż wyłącznie ta forma przymiotnikowa jest uzasadniona morfologicznie (skoro standard zawiera końcowe -d, musi je mieć i derywat standardowy…).

MACIEJ  MALINOWSKI

Przewiń do góry