StartWszystkie wpisyPorady językoweDziewczęta, osobliwy rzeczownik

Norma nie zezwala na połączenia „dwie dziewczęta”, ale możliwe są określenia „trzy dziewczęta, cztery dziewczęta”…

Wydawać by się mogło, że nie powinniśmy mieć żadnych problemów z posługiwaniem się rzeczownikiem dziewczęta. Skoro nazywa się tak młode osoby płci pięknej, należałoby oczekiwać, że na sto procent jest to forma pluralna jakiegoś wyrazu rodzaju żeńskiego (jak w wypadku „męskiego” odpowiednika chłopcy, bo chłopiec). Funkcjonuje przecież w polszczyźnie określenie dziewczęta ichłopcy i to o wiele częściej niż dziewczyny i chłopcy (może dlatego, że słowo dziewczyny uważa się za zbyt potoczne). A jednak kiedy przychodzi nam połączyć formę dziewczęta z liczebnikiem czy zaimkiem, zaczynają się schody. Nie wiemy, czy powiedzieć dwie, obie dziewczęta, czy dwoje, oboje dziewcząt.

Jeśli stwierdzę w tym momencie stanowczo, że błędne jest połączenie dwie dziewczęta, to niewykluczone, że spotkam się z ripostą: „Jak to, przecież mówi się dwie dziewczyny!”. Jeśli z kolei wskażę na konstrukcję dwoje dziewcząt jako jedynie poprawną, ktoś będzie przeciw temu oponował, gdyż liczebnika zbiorowego używa się wyłącznie z rzeczownikami odnoszącymi się do osób różnej płci (np.dwoje wnuków, dwoje uczniów), a tu chodzi o dwie niewiasty!

A jednak – według słowników poprawnej polszczyzny zarówno tych starszych, jak i tych nowych – należy mówić i pisać dwoje dziewcząt (np. Podczas pokazu mody publiczność oczarowało dwoje dziewcząt, a nie: Podczas pokazu mody publiczność oczarowały dwie dziewczęta). Czy istnieje na to jakieś wytłumaczenie? Okazuje się, że tak. Otóż forma dwoje występuje tu dlatego, że postacią mianownikową liczby pojedynczej od (te) dziewczęta jest wyraz… rodzaju nijakiego (to) dziewczę, kiedyś niezwykle popularny, nazywający ‘podlotka albo dorastającą pannę’, dziś już wyparty z języka codziennego i zastąpiony przez (tę) dziewczynę. (To) dziewczę znalazło się w tej samej kategorii gramatycznej co inne wyrazy rodzaju nijakiego oznaczające istoty młode (przecież rzeczywiście chodzi o kogoś młodego), np. (to) niemowlę, (to) zwierzę, (to) źrebię, (to) kurczę, (to) jagnię, (to) prosię, (to) cielę. W liczbie mnogiej wszystkie one przybierają formy z dodatkową cząstką -ta (czyli mamy niemowlęta, zwierzęta, źrebięta, kurczęta, jagnięta, prosięta, cielęta) i w myśl odnośnej reguły łączą się one z liczebnikami zbiorowymi dwoje, troje, czworo itd. (mówimy dwoje niemowląt, troje zwierząt, czworo kurcząt, pięcioro prosiąt), a nie głównymi dwa, trzy itd.

Nie mogło więc być inaczej w odniesieniu do pluralnej formy dziewczęta, przy której także musiał się pojawić liczebnik dwoje, mimo że realne znaczenie tego słowa jest zupełnie inne (w całości żeńskie). Z tego właśnie powodu już przed dziesięcioleciami w słownikach poprawnej polszczyzny wskazywano na połączenie (jako lepsze) jedna z dziewcząt (a nie: jedno z dziewcząt), które niewątpliwie utorowało drogę liczebnikom dwie, trzy, cztery do konstrukcji z tym rzeczownikiem

Konkluzja rozważań nad osobliwością gramatyczną i składniową rzeczownika dziewczęta może jednak Czytelników „Obcego języka polskiego” mocno zdziwić. Otóż dzisiaj w wydawnictwach poprawnościowych znajdujemy taką oto uwagę:

„Mówimy dwoje, oboje dziewcząt (a nie: dwie, obie dziewczęta ani dwa, oba dziewczęta). Ale: troje, czworo, pięcioro itd. dziewcząt, potocznie trzy, cztery dziewczęta, pięć itd. Dziewcząt”.

Dlaczego norma nie zezwala na połączenia dwie dziewczęta, a możliwe są określenia trzy, cztery dziewczęta, trudno zrozumieć. Nie pojmuje tego sam prof. Jan Miodek…

E-maile od Czytelników:

* Skończyłam studia magisterskie o specjalności „Turystyka i rekreacja” i zapewniam Pana, że istnieje słowo „turyzm”. Wystarczy się zapoznać z „Geografią turyzmu” Andrzeja Kowalczyka, z której korzystają niemal wszystkie uczelnie o profilu turystycznym. Jeśli zaś chodzi o „agroturyzm”, to nie spotkałam się z takim określeniem w literaturze fachowej. Nie posługiwali się nim też moi profesorowie, tak więc sądzę, że to małe nadużycie. (daria*****@wp.pl)

Słowa turyzm nie notują słowniki języka polskiego, ale – przyznaję – można na nie natrafić w literaturze specjalistycznej. Rozumie się przez ten termin ‘całokształt zagadnień teoretycznych, gospodarczych, geograficznych, statystycznych, prawnych, kulturalnych i społecznych związanych z ruchem uzdrowiskowo-turystycznym’. Tak czy inaczej na pewno nie jest turyzm tym samym co turystyka, czyli nie wolno używać tego wyrazu wtedy, gdy mamy na myśli zwykły wypoczynek w górach, nad jeziorami czy nad morzem.

Okazuje się, że powoli wchodzi do literatury przedmiotu termin agroturyzm (czy słusznie?), ale również on nie może zastępować słowa agroturystyka. Dlatego muszą dziwić wszelkie ogłoszenia, szyldy w gospodarstwach wiejskich z napisem agroturyzm, na co zwrócił uwagę internauta. Gdyby oferta właścicieli gospodarstw wiejskich brzmiała tak: Zapraszamy na wiledżiaturę (albo wilegiaturę), to wówczas wszystko byłoby w porządku. Słowo to, zapożyczone z języka włoskiego (villeggiatura), oznacza bowiem ‘pobyt (przeważnie krótki) na wsi, na świeżym powietrzu dla odpoczynku’.

  • Czy poprawne są wyrażenia typu „Burmistrz Miasta Bukowno”, „Prezydent Miasta Płocka”, „Wójt Gminy Poronin”, skoro jest oczywiste, że burmistrz i prezydent stoją na czele miejscowości o statusie miasta, a wójt na czele wyłącznie gminy? Czy nie lepiej by brzmiały określenia „Burmistrz Bukowna”, „Prezydent Płocka”, „Wójt Poronina”, które zawierają w sobie identyczną informację? (wgo**@poczta.onet.pl)

W Polsce jest wiele miejscowości o statusie miasta i gminy, np. Piaseczno, Działoszyce, Ruciane-Nida, Trzcińsko Zdrój, a zatem opuszczenie członu miasto i gmina w takich nazwach miałoby swoje konsekwencje. Oficjalne nazwy urzędów jednoosobowych nie mogą budzić żadnych wątpliwości interpretacyjnych, więc trudno mówić w tym wypadku o jakiejś redundancji, czyli niepotrzebnej, dodatkowej informacji. Ale funkcjonują też formy krótsze (chociażby w prasie), np. Burmistrz Bukowna zaopiniował pozytywnie prośbę mieszkańców; Prezydent Krakowa wydał polecenie; Wójt Poronina opowiada się za rozwojem regionu.

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry