Tego słowa nie zamieszczają współczesne słowniki ogólne języka polskiego, a mimo to pojawia się ono niekiedy w użyciu
– Oglądam wraz z trzyletnim synem Kornelem w TVP (na VOD) program „Hulahoo”, łączący naukę języka angielskiego z zabawą. Występuje tam trójka dzieci w wieku przedszkolnym, myszka o imieniu Lexi oraz pani Asia. Całość jest bardzo interesująca, np. w odcinku 12. dzieci uczyły się nazw tygodnia. Miały odpowiedzieć, co Lexi robi w każdym dniu tygodnia, pomocą dla nich była plansza z grafiką. W pewnym momencie prowadząca program zapytała: „A kiedy Lexi pływa?” „On Tuesday” – odpowiedziały dzieci. „Fantastycznie” – skomentowała pani Asia. – „Teraz znamy wszystkie zajętości Lexi”. Zdziwiłam się, usłyszawszy słowo „zajętości”. Czy w języku polskim jest taki wyraz? (e-mail od internautki).
Sformułowanie wszystkie zajętości Lexi użyte przez prowadzącą program „Hulahoo” (zajętości miały znaczyć ‘bycie zajętym w określonym czasie’) należy uznać za niezręczne z dwóch powodów. Po pierwsze, we współczesnej polszczyźnie – jej odmianie ogólnej – słowo zajętość (w l. mn. zajętości) nie występuje, nie odnotowują go słowniki. Po drugie, w kontaktach z dziećmi powinno się na pewno operować językiem prostym, łatwym w odbiorze.
Pani Asia z telewizyjnego „Hulahoo” – zamiast powiedzieć teraz znamy wszystkie zajętości Lexi – mogła się, rzecz jasna, posłużyć bardziej opisowymi zwrotami: teraz już wiemy, co Lexi robi w poszczególne dni tygodnia bądź teraz już wiemy, jakie zajęcia ma lub jakim zajęciom się oddaje myszka Lexi w całym tygodniu. Do takiej polszczyzny nikt by z dorosłych widzów (także czytelniczka) nie miał najmniejszych zastrzeżeń.
Co się tyczy słowotwórstwa, to wyjaśnijmy, że forma rzeczownikowa zajętość (zajętości) utworzona została od przymiotnika zajęty (ściślej od jego podstawy zajęt-) przez dodanie przyrostka -ość. Z punktu widzenia systemowego polszczyzny taka derywacja jest jak najbardziej dopuszczalna, ponieważ właściwie od każdego przymiotnika da się utworzyć rzeczownik (abstrakcyjny) zakończony tym formantem, często jednak są to tzw. formacje potencjalne.
Na przykład w dawnej polszczyźnie istniał (krótko) rzeczownik głupość (głup- + -ość), ale przestał być używany, ponieważ funkcjonował rzeczownik głupota. To samo spotkało formę rzeczownikową brzydkość, wypartą przez wyraz brzydota.
Z zajętością było tak, że mniej więcej w połowie lat 60. ub. stulecia pojawiła się ona w obiegu, jednak wyłącznie w odniesieniu do funkcjonowania urządzeń telekomunikacyjnych. Słownik języka polskiego PAN pod redakcją Witolda Doroszewskiego (Warszawa 1968, t. X, s. 542) odnotował hasło zajętość z kwalifikatorem: rzadki, blm, rzeczownik od zajęty w znaczeniu technicznym, np. sygnał zajętości w telefonie (krótki, przerywany). Do dzisiaj zajętość linii, łącza lub urządzenia oznacza, że są one w użyciu (np. trwająca rozmowa), co uniemożliwia nawiązanie nowego połączenia.
Polszczyzna ogólna – o czym wspomniałem na początku tego tekstu – z zajętości dawno zrezygnowała, od lat nie zamieszczają jej słowniki. Dlatego prowadząca niezwykle pożyteczny telewizyjny program edukacyjny „Hulahoo” dla dzieci nie powinna była powiedzieć teraz znamy wszystkie zajętości Lexi (czyżby słowo zajętości występowało w jej idiolekcie?).
Tak samo by należało zaprzestać używania popularnego ostatnimi czasy określenia kultura zajętości (‘bycie w pracy niezwykle aktywnym, nad wyraz produktywnym; także ciągłe poszukiwanie dodatkowego zajęcia’), niefortunnie przetłumaczonego z języka angielskiego (hustle culture) i niepotrzebnie rozpowszechnionego. Może kultura nieustannej aktywności bądź produktywności zawodowej byłaby tutaj nazwą lepszą, choć nieco dłuższą?
MACIEJ MALINOWSKI
odcinek nr 1259