Mieć coś za uszamiW starym piecu diabeł pali

Można dociec, dlaczego tak właśnie się mówi i pisze

– Zdarza mi się w książkach natrafić na frazeologizmy i zawsze wtedy interesuje mnie nie tylko ich znaczenie, ale i pochodzenie. W związku z tym mam do Pana pytanie o etymologię dwóch starych powiedzeń „mieć coś za uszami” i „w starym piecu diabeł pali”. Dlaczego kiedyś zaczęto tak mówić? (e-mail nadesłany przez internautkę).

Kiedy otrzymuję pytanie takie jak to, nie kryję radości, że są wśród czytelników osoby interesujące się polszczyzną dogłębnie, ponadstandardowo, mające iście filologiczne zacięcie.

W wypadku próśb o wyjaśnienie pochodzenia frazeologizmów nie zawsze jednak sprawa pozostaje łatwa to rozstrzygnięcia, gdyż słowniki i źródła historycznojęzykowe rzadko kiedy podają genezę takiego czy innego powiedzenia.

Na szczęście o zwrotach przytoczonych w e-mailu (mieć coś za uszami i w starym piecu diabeł pali) coś niecoś wiemy, obydwa zasługują na to, by szerzej je omówić. Pojawiają się one od czasu do czasu we współczesnej polszczyźnie mówionej rodaków, ożywiając ją i wpływając na styl oraz plastyczność wypowiedzi autorów.

Najpierw o powiedzeniu mieć coś za uszami (również w wariantach mieć co nieco za uszami oraz mieć swoje za uszami).

Jego sens nie jest trudny do odgadnięcia. Mówi się tak wtedy, gdy ktoś nie jest w jakiejś sprawie całkowicie bez winy, ma na sumieniu niegodziwości, występki albo coś ukrywa, chociaż pozornie może się wydawać inaczej. Ów frazeologizm przypomina – jak widać – dwa inne popularne powiedzenia: mieć coś na sumieniu i mieć nieczyste sumienie.

– Dlaczego mówi się tutaj o uszach? – zapytajmy za czytelniczką.

Niewykluczone, że dlatego, iż kiedy rozmawia się z kimś tête-à-tête, uszy są tym organem człowieka, którego za bardzo nie widać (gdyż np. przykrywają go włosy), a już na pewno nie widać tego, co znajduje się za nimi. Za uszami można zatem coś drobnego schować w sensie dosłownym, a przenośnie, metaforycznie różne rzeczy, także te nieprzyzwoite, występne.

Dawniej mówiono również niekiedy mieć diabła za uszami, czyli złą duszę szepczącą ludziom do uszu i namawiającą ich do czynienia zła (diabeł zawsze działa znienacka, nie ujawnia się i chce naszej zguby).

Istnieje ponoć drugie wyjaśnienie pochodzenia zwrotu mieć coś za uszami: że chodzi w nim o sprawy „poza uszami innych osób”, czyli te pozostające w ukryciu. Rzecz jasna, takie sprawy tak samo bywają nieprzyzwoite, w tym wypadku także nie ma się czystego sumienia.

Co się tyczy frazeologizmu w starym piecu diabeł pali, to bywa on przywoływany w sytuacji, kiedy osoby starsze (po 50. czy 60. roku życia) są wciąż żwawe, odznaczają się dużą energią, witalnością, temperamentem i aktywnością seksualną, chęcią do romansów. Przeważnie dotyczy to panów interesujących się kobietami młodszymi, atrakcyjniejszymi niż inne. Dawniej jednak mówiono tak również o kobietach dojrzałych, którym podobali się osobnicy młodsi. Znano powiedzenie po trzydziestce diabeł w babie pali.

Obecność diabła w tym powiedzenie wydaje się oczywistością – jest symbolem tego, co złe, brudne. A piec? Jak rozumieć to słowo? Co znaczy w starym piecu?

Z pewnością chodzi o starszego mężczyznę, starszą kobietę, o czym świadczą też powiedzenia w starym pniu diabeł ogień pali i w starym ciele diabeł miele.

Skojarzenia z innym sensem słowa piec (w gwarze więziennej to ‘narząd płciowy kobiety’) należy odrzucić. Gdyby to była prawda, frazeologizm musiałby przybrać postać w młodym piecu diabeł pali, a nie w starym piecu. Mowa przecież o kobiecie wchodzącej dopiero w życie, a więc mającej stosunkowo niewiele lat.

MACIEJ  MALINOWSKI

odcinek 1256

 

Skomentuj

Przewijanie do góry