Publiczność zgromadzona w studiu „Milionerów” połączyła słowo wyszynk z ‘wędlinami’, a nie z ‘trunkami’ (czyżby ludzie głównie młodzi skojarzyli słowo wyszynk z szynką?)

– Czego sprzedaż to „wyszynk”:

A. wędlin, B. trunków, C. tynktur, D. dróbek ?

tak brzmiało pytanie za 20 000 zł w odcinku „Milionerów” wyemitowanym w TVN-ie 2 listopada br.

Osoba grająca (młoda kobieta) nie znała odpowiedzi, poprosiła więc o pomoc publiczność, a ta wskazała na A. wędlin.

Nieprzekonana w 100 procentach, że chodzi o wędliny (różnica procentowa między wędlinami a trunkami była niewielka…), uczestniczka gry wzięła drugie koło ratunkowe (50 na 50), które wykluczyło odpowiedź A wędlin, zostawiając B. trunków i D. dróbek.

Quiz

W tej sytuacji krakowianka nie miała już wątpliwości i wygrała 20 tys. zł. Program został jednak przerwany, gdyż minął czas poniedziałkowej emisji „Milionerów”…

Dodam, że dróbki to inaczej podroby: wątróbki (żołądek, serce, skrzydełka i szyjki ptactwa domowego, używane do przygotowania rosołu, potrawki’), a tynktury (od łac. wyrazu w l. poj. tinctura) to ‘nalewki alkoholowe, eterowe, wodne z wykorzystaniem substancji roślinnych lub zwierzęcych; także alkoholowe roztwory preparatów lekarskich’.

Dość mocno zaskoczony in minus, że publiczność zgromadzona w studiu „Milionerów” połączyła słowo wyszynk z ‘wędlinami’, a nie z ‘trunkami’ (czyżby ludzie – głównie młodzi – skojarzyli słowo wyszynk z szynką?), postanowiłem poświęcić temu nieznanemu już – jak widać – rzeczownikowi nieco uwagi.

Mamy do czynienia z zapożyczeniem z języka niemieckiego. Pierwotnie był w użyciu nie wyraz wyszynk, ale szynk jako fonetyczny zapis germanizmu die Schenke (‘karczma, oberża, sklep, w którym sprzedają wódkę, piwo do wypicia na miejscu i zabrania do domów’; od czasownika schenken ‘nalewać, rozlewać trunki; dzisiaj ‘dawać rozdawać’).

Niekiedy nasi przodkowie mówili zamiast szynkszynek (niem. Schenk > szynk > szynek, jak niem. Ring > rynk > rynek czy markt > market), a nawet zdrobniale szynczek (od szynk) i szyneczek (od szynek).

W takim szynku, a bardziej z polska w szynkowni, rzecz jasna szynkowano, to znaczy „przedawano trunki na garnce, kwarty, kwaterki, szklanki, kieliszki” (cytuję za Słownikiem języka polskiego podług Lindego i innych nowszych źródeł. Wypracowanym przez E.[razma] Rykaczewskiego, Berlin 1866, s. 880).

Najważniejszym miejscem w szynku był szynkwas (najpierw pisano szynkfas; od niem. Schenkfass; od fass ‘beczka’) – ‘bufet, przy którym kupowało się trunki’. Za szynkwasem stał szynkarz, a niekiedy jego żona – szynkarka. Szynkarstwem (‘prowadzeniem szynku’) trudniły się zazwyczaj całe rodziny.

Jak zaznaczyłem na wstępie, spożywanie rozmaitych rodzajów alkoholi odbywało się przeważnie na miejscu. Niekiedy jednak kupowano jedną butelkę czy dwie i zabierano je do domu, by tam w węższym gronie przyjaciół czy znajomych (i trochę potajemnie) oddawać się błogości biesiadowania.

Szynk stawał się zatem powoli czymś w rodzaju – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – sklepu sprzedającego wódkę, wino czy piwo na wynos, a nie wyłącznie karczmą.

I właśnie od tego wynoszenia alkoholu na zewnątrz zaczęto po jakimś czasie mówić nie szynk, ale wyszynk.

Niewykluczone, że owa zmiana nastąpiła (to druga hipoteza) pod wpływem nowszego germanizmu der Ausschank (‘bar’, od czasownika ausschenken ogólnie ‘sprzedawać napoje alkoholowe w lokalu’) używanego przez Austriaków (niemieckie aus znaczy ‘na zewnątrz’) lub określenia Alkoholausschank oznaczającego ‘sprzedaż alkoholu w lokalu gastronomicznym’.

Szybkiemu upowszechnieniu się wygodniejszego w wymowie, gdyż dłuższego o jedną sylabę, wyrazu z przedrostkiem wy– sprzyjało z pewnością występowanie w polszczyźnie mrowia wyrazów zaczynających się od wysz– (np. wyszukać, wyszydzić, wyszykować, wyszynka ‘gatunek głowni, szabli, pałasza’).

MACIEJ  MALINOWSKI

Skomentuj

Przewiń do góry