StartWszystkie wpisyUwaga na pisownię także i tak że

Z przykrością stwierdzam, że wielu młodych ludzi nie potrafi odróżnić słowa także pisanego łącznie od wyrażenia będącego połączeniem przysłówka tak i spójnika że, czyli tak że.

– Obawiam się, że „tak że” pisane rozdzielnie niedługo będę mogła zobaczyć jedynie w książkach (np. u Sienkiewicza czy w tłumaczeniach Boya-Żeleńskiego), bo prawie wszyscy moi znajomi piszą „także” – alarmuje internautka.

– Chodzi mi oczywiście o użycie tego wyrażenia np. w zdaniu: „Przez cały dzień padał deszcz, tak że zostaliśmy w domu” .

„Tak że” znaczy tu „zatem”.

Staram się tłumaczyć ludziom, że „także” (zapisane łącznie) to synonim wyrazów „też”, „również”, ale nie przyjmują tego do wiadomości…

Quiz

Doprawdy nie chce mi się wierzyć, że ktoś może w ten sposób reagować na zwrócenie uwagi, iż posługuje się błędną pisownią. Przecież z kontekstu, z sensu zdania jednoznacznie wynika zwykle, czy chodzi o wyraz także (‘również, też’), czy o wyrażenie tak że (znaczące  ‘w taki sposób, że…’ oraz ‘tak więc’, ‘a więc’, ‘zatem’, ‘toteż’, ‘dlatego’, ‘tym samym’, ‘ergo’, ‘przeto’).

Przyjrzyjcie się poprawnemu użyciu słowa także:

Firma zajmowała się sprzedażą komputerów na miejscu, ale także (‘również’) oferowała sprzedaż wysyłkową;

– Kasia miała nienaganne maniery, a także (‘również’) czarowała wszystkich nietuzinkową urodą;

–  Tomek świetnie się uczył, jednak także (‘również’) odnosił sukcesy w sporcie.

A oto właściwe zastosowanie w zdaniu wyrażenia tak że:

Nie było mnie w domu, tak że (‘a zatem’) nic o tym nie wiem;

– Od rana lał deszcz, tak że (‘a więc’) siedziałam w domu przed komputerem;

Przyszedłem na spotkanie godzinę później, tak że (‘toteż’) było już po wszystkim.

Te ostatnie przykłady pokazują również, że w połączeniu tak że nie stawia się przecinka przed spójnikiem że, tylko przed tak. Dzieje się tak dlatego, że na całe wyrażenie nie pada tzw. akcent zdaniowy, pełni ono za to funkcję spójnika zestawionego należącego do zdania podrzędnego.

Takich spójników bywa w polszczyźnie więcej, np. dopiero gdy; tak aby; taki jak; tam gdzie; ten sam co; teraz gdy; mimo że; tym bardziej że; w miarę jak; z chwilą gdy.

Oczywiście, inaczej rzecz się ma z tego typu wyrażeniami, gdy zostają użyte w innych konstrukcjach, np.

– Malec wrzeszczał tak, że trudno było wytrzymać;

– Powinieneś postępować tak, aby nikogo nie krzywdzić

– Ceniła go tym bardziej, że był człowiekiem wyrozumiałym.

W tym wypadku na człony tak i tym bardziej pada przycisk, więc przed spójnikami że i aby musi się pojawić przecinek.

Pan Literka

3 komentarze

  1. Język polski jest nieskończoną kopalnią miejsc, w których można zrobić błąd lub się pomylić. Ale są błędy kardynalne, które mam nadzieję, że nigdy nie staną się formą poprawną, np. „wziąść” czy „poszłem”. Ale tutaj… Jeżeli sens można wywnioskować z kontekstu, to nie wiem czy jest potrzeba dwóch różnych form zapisu. To tylko moje luźne przemyślenia, ale w tym wypadku mam nadzieję, że język polski będzie dążył do uproszczenia.

  2. Wszystko super, ale irytuje mnie sam początek i to „wielu młodych ludzi”. Serio? Tylko młodych? Proszę wybaczyć, ale widzę mnóstwo błędów u ludzi starszych, którzy od czasów młodości prawie nic nie pisali, potem odkryli Internet i nagle się okazuje, że zapomnieli wszystkie zasady. Ale pewnie, ta dzisiejsza młodzież!

  3. „widzę mnóstwo błędów u ludzi starszych, którzy od czasów młodości prawie nic nie pisali, potem odkryli Internet i nagle się okazuje, że zapomnieli wszystkie zasady” – ja u siebie zauważyłam, że po kilku latach obcowania z masą błędów na internetowych forach sama zaczęłam mieć wątpliwości co do pisowni bardzo wielu słów, które nigdy nie sprawiały mi problemu. Dlaczego? Ano dlatego: najpierw syrena w mózgu wyje na każdą językową pokrakę, a potem się stępia i w końcu znieczula. Przecież nie może wyć nieustannie.
    Mózg oswaja się z widokiem błędów. To nie jest kwestia „zapominania zasad”, bo pisząc nigdy nie potrzebowałam sięgać do zasad. Właściwe formy miałam w głowie dzięki czytaniu tekstów bez błędów. Ostatecznie mogłam sobie napisać obie formy, między którymi się wahałam, i od razu jedna z nich nie pasowała mi „wzrokowo” i była odrzucana. Niestety, zrobiono mi wodę z mózgu. Zgłupiałam obcując z głupotą.
    Trudno się bronić. Pewna stacja radiowa ma u mnie wielkie zasługi w ładowaniu mi do głowy formy „w cudzysłowiU”. Po kilku latach słuchania, jak niemal każdy zapraszany gość – z „dr” i „prof.” przed nazwiskami włącznie – powtarza „w cudzysłowiu, w cudzysłowiu, w cudzysłowiu” stało się to, co wydawało się niemożliwe. Ja muszę się ZASTANOWIĆ, co tam powinno być na końcu wyrazu. Jestem na tych ludzi szczerze wkurzona.
    Dodajmy do tego, że w mediach społecznościowych „czepianie się” błędów jest uznawane za… hejt (sic!), atak ad personam, coś, co się robi z braku argumentów, ewentualnie objaw sztywniactwa, nieprzystosowania do życia wśród ludzi i co tylko chcecie. A korekta i redakcja w książkach to fikcja. Poprawiane są chyba tylko te błędy, które korektorowi edytor tekstu podkreśli – to po prostu widać. Nikt tego nie czyta i nie poprawia.
    Przegrana wojna o poprawność językową, ogólna bylejakość, tak to widzę.

Komentowanie jest niedostępne.

Przewiń do góry