Tour de Pologne

4 komentarze

  1. Kantor napisał(a):

    Pięknie dziękuję za wpis, bo nazwa “Tour de Pologne” też bezbrzeżnie mnie irytuje. Zdaję sobie sprawę, że nasza główna impreza kolarska nabiera rangi światowej i obcokrajowcom ciężko byłoby wymówić i zapamiętać “wyścig dookoła Polski”. Możemy jednak zastosować inne polskie słowa, na których zagraniczni komentatorzy, sponsorzy i sportowcy nie połamią sobie języka.
    Choćby: ” Trasa Polska”, “Rowerowy Bieg Polski” (z szacunku do pierwotnej przedwojennej nazwy) czy “Pętla Polska” (w zagranicznych mediach łatwa do wymówienia z E zamiast Ę). Koślawy “Tour de Pologne” traktuję jako zakompleksioną próbę nawiązania do Tour de France, który jednak jest w innej sportowej lidze. Bez kompleksów i po polsku proszę!

    • m0ks napisał(a):

      1. Nazwa “Tour de Pologne” nie została wymyślona przez Czesława Langa! Była używana razem z “polską” już dużo wcześniej, przynajmniej po wojnie. W google’u można znaleźć obrazek z 1948 roku z trasą wyścigu, a także zdjęcie ze startu (mety?) etapu – wyraźnie widać tam nazwę “Wyścig Kolarski Dookoła Polski” i w nawiasie “Tour de Pologne”. Wujek Gugiel pomoże też znaleźć okładkę Przeglądu Sportowego z 1978 roku, gdzie autorzy piszą o wyścigu “Tour de Pologne” (“polskiej” nazwy brak!).

      2. W latach 90. był to (z całym szacunkiem, ale z góry przepraszam za skrót myślowy) podrzędny wyścig. Został wtedy przejęty przez Langa, który miał zapewne plan zrobienia z niego dużej imprezy. “Światowa” nazwa miała w tym niewątpliwie pomóc. Może dzisiaj Lang takiej nazwy by nie wybrał, ale wydaje się, że wtedy, w tamtych realiach było to usprawiedliwione. Choć jeszcze raz powtórzę – nazwa “Tour de Pologne” była oficjalna, kiedy Langa jeszcze nie było na świecie!

      3. Nie tylko Polska używa obcego języka do nazwania swojego wyścigu. Angielskie nazwy mają np. norweski wieloetapowy Tour of Norway, albo holenderski jednodniowy klasyk Amstel Gold Race (tak chciał pewnie sponsor). Piszę to nie po to, by tłumaczyć Langa, ale pokazać, że obraz nie jest tak jednostronny, jak wynika z notki na tej stronie, czy też innych blogach, forach, itp. Zapewne wynika to z braku wiedzy piszących.

      4. Od siebie dodam, że nie chcę tu oceniać samego Tour de Pologne – ani jako sportowego wydarzenia (klasa zawodników bywa różna), ani jako biznesu przynoszącego zyski (oczywistą oczywistością jest, że TdP i Lang mają na tym zarabiać, stąd te nieszczęsne balony). Mam swoje zastrzeżenia, ale ogólnie cieszę się, że mamy przynajmniej tyle – ciekawy międzynarodowy wyścig kolarski będący rundą Pucharu Świata.

  2. EugeniuszSiekiera napisał(a):

    Zgadzam się z Panem Jerzym. Myślę, że organizatorów pożarła ambicja bycia europejskim za wszelką cenę. Ta niestety ma swoje konsekwencje, nie tylko na polu wątpliwości o pewność do swojego języka ojczystego, ale może rodzić różne wątpliwości. Dla przykładu: kilka lat temu, kiedy byłem młodszy i nie interesowałem się tak bardzo sportem, byłem przekonany o tym, że Tour de Pologne to wyścig kolarski organizowany we Francji, ale odbywany przez polskich kolarzy.
    Niestety zmiana nazwy zdaje się prawie niemożliwa. Tour de Pologne to nie tylko wielkie wydarzenie sportowe, ale również potężna machina promocyjna i marketingowa, której marka została utrwalona w mediach i świadomości wszystkich kibiców.
    Wielka szkoda, że obok Tour de France i Giro d’Italia nie może zaistnieć Wyścig dookoła Polski.

  3. L. L. napisał(a):

    Drogi Redaktorze,
    Nazwa Tour de Pologne nie jest produktem ubocznym integracji europejskiej. Używana była z całą pewnością w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku (zdecydowanie ciążyliśmy wtedy ku wschodowi kontynentu), a zapewne i przed II wojną, gdy ten wyścig był biegiem, bo mój ojciec, kibic kolarstwa już w II RP, posługiwał się francuskim określeniem imprezy.
    Wynika to chyba z tego, że w latach trzydziestych XX stulecia francuski był językiem o znaczeniu międzynarodowym o wiele większym niż dzisiaj, a ponadto Tour de France to wyścig nad wyścigi, najstarszy z wielkich wieloetapowych zawodów i najwyżej się liczący. Ciekawe, że Włoszech o wiele częściej używa się nazwy Tour de France niż włoskiego odpowiednika Giro di Francia, a Hiszpanie mówią o Tour de Francia czyli na pół po francusku (tour), na poł po swojemu (Francia).
    Na razie niewiele mówi się w świecie o polskiej namiastce francuskiej imprezy, ale ponieważ znane robią się polskie nazwiska kolarzy – po Piaseckim, Jaskule i Kwiatkowskim swojsko zaczyna brzmieć Majka (przez cudzoziemców wymawiane głównie „mażka”) – są szanse, że rodzimy wyścig, niezależnie od nazwy, stanie się wydarzeniem sportowym na miarę Europy.