StartWszystkie wpisyPorady językoweSpeckomisja, specustawa − polszczyzna na skróty

W ten sposób powstawały wyrazy w Związku Radzieckim po rewolucji 1917 roku, np. „kowchoz”, „sowchoz”…

Wyjątkowo irytują mnie wyrazy speckomisja, specsłużby, specustawa, które na dobre zagościły w języku polityków i dziennikarzy. Czytając bądź słuchając o posłach zasiadających w speckomisji, o reformie specsłużb czy przygotowywanych specustawach, zastanawiam się nad tym, kto bardziej zasługuje na reprymendę za psucie języka.

Czy ci pierwsi, od dawna posługujący się w oficjalnych wypowiedziach, wystąpieniach kolokwializmami, wręcz żargonem, ale często niczego nieświadomi, czy ci drudzy, bezmyślnie przenoszący do informacji telewizyjnych, radiowych, prasowych każdy zasłyszany wyraz nowotwór, a tym samym przyczyniający się upowszechniania niby-polszczyzny?

Wina spada chyba jednak głównie na dziennikarzy. Polityk może powiedzieć „co mu ślina na język przyniesie”, ale żurnalista ma obowiązek to przefiltrować, jak trzeba przetłumaczyć z „polskiego” na polski i dopiero wówczas przenieść na papier albo odczytać.

Tylko że słowa, o których mowa, bardzo się wszystkim piszącym podobają. Łatwo zauważyć, że speckomisja, specsłużba, specustawa trafiają do mediów zwłaszcza wtedy, gdy omawiana sprawa wygląda na dość pogmatwaną, niejednoznaczną w ocenie, wręcz tajemną. Z założenia bowiem wyrazom tym przypisana jest treść negatywna. Jakżeż inaczej (neutralnie) odbiera się wyrażenia komisja specjalna albo komisja ds. służb specjalnych, służby specjalne, specjalna ustawa…

Gdyby określeniami speckomisja, specsłużby, specustawa posługiwano się we własnym gronie, pal sześć, sprawy by mogło nie być. Są krótsze, łatwe do wymówienia. Ich obecność w polszczyźnie ogólnej musi jednak niepokoić. Uznaje się je za rażące, gdyż utworzone zostały niezgodnie z regułami polskiego systemu słowotwórczego.

Prof. Jan Miodek, któremu również nie podobają się słowa z członem spec-, twierdzi, że w ten sposób powstawały wyrazy w Związku Radzieckim po rewolucji 1917 roku. Wtedy to stworzono agitpropy (agitacyonnaja propaganda), kołchozy (kollektiwnoje choziajstwo), sowchozy (sowietskoje choziajstwo), gułagi (gienieralnoje uprawlenije łagieriej) czy spiec-oddielenia (spiecjalnoje oddielenije).

Czy kiedy używa się dziś określeń speckomisja, specsłużba, specustawa, nie nawiązuje się chcąc nie chcąc do tamtej ponurej rzeczywistości?

Z niepokojem obserwuję jeszcze jedno. Kiedyś pisano spec-komisja, spec-służby, spec-ustawa (z łącznikiem), dziś są to speckomisja, specsłużby, specustawa, co by oznaczało, że traktuje się je jako zrosty, twory zleksykalizowane. Widzę w tym przemożny wpływ zapożyczeń, które choć z punktu widzenia polskiej gramatyki zbudowane niepoprawnie, ostatecznie zdobyły status normy i zaakceptowano ich łączną pisownię. Myślę tu o takich wyrazach, jak biznesplan, koktajlbar, autoserwis czy fitnesklub. A przecież mogły do tej pory funkcjonować wyrażenia plan biznesowy, bar koktajlowy, serwis samochodowy czy klub fitnesowy…

Tak jak przed laty walczyłem z test-meczami, ulubionym określeniem dziennikarzy z ostatnich stron dzienników (jakby nie można było powiedzieć mecze testy, mecze testowe, mecze kontrolne), tak dziś toczyć będę bój ze speckomisjami, specustawami, specsłużbami.

Na szczęście wyrazów tych nie notuje jeszcze żaden słownik języka polskiego. Ewentualna zgoda językoznawców na speckomisje, specustawy, specsłużby może spowodować, że lawinowo powstaną następne, np. specprogramy, speckomitety, specpociągi, speclekarze (od: lekarz specjalista), specgrupy, speczarządzenia, speclisty, specbiuletyny, specpremie, specwiadomości itp. A wtedy przyszłoby umierać…

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry