Wszystkie wpisyPorady językowePleść duby smalone, czyli…

„Dub”, czyli „dąb”, można było jedynie giąć, ale nie dało się z niego niczego wyplatać. Świeżo ścięte gałązki „dubu ” smalono więc nad płomieniem, sądząc, że łatwiej będzie później z nich coś wypleść. Ale czynność ta była niezwykle żmudna, długotrwała, a jej efekt – marny.

W jednym z butików byłem świadkiem rozmowy:

O, popatrz, jakie piękne buty! – atrakcyjnie wyglądająca kobieta nie kryła zadowolenia. – Ale jakie bajońskie ceny! – odezwał się towarzyszący jej mężczyzna.

Tak oto zrodził się temat odcinka nr 91 „Obcego języka polskiego”, będący niejako kontynuacją tego, o czym pisałem w felietonie nr 56 („O co chodziło Rejowi…”).

Nie ma co ukrywać, że nie zawsze wystarczająco dobrze znamy brzmienie i znaczenie utartych wyrażeń, zwrotów czy powiedzeń, a przez to przekręcamy je albo stosujemy w złych konstrukcjach. Tymczasem w połączeniach wyrazowych ustalonych zwyczajem językowym (tzw. frazeologizmach) niedopuszczalna jest żadna zmiana czy modyfikacja.

Z tym właśnie mamy do czynienia w wyrażeniu bajońskie ceny, w którym użyto słowa ceny, a tym samym zniekształcono utrwalony w polszczyźnie stały związek bajońskie sumy. Spróbujmy wyjaśnić sens i pochodzenie tego frazeologizmu, a wszystko stanie się jasne. Przekonają się Państwo, dlaczego przymiotnik bajoński należy łączyć z rzeczownikiem suma i tylko z nim.

Całe wyrażenie bajońskie sumy nawiązuje do pewnej historii z początku XIX w. Chodziło o układ zawarty w 1808 r. w Bajonnie we Francji przez Napoleona I z rządem Księstwa Warszawskiego. Na mocy tego porozumienia Napoleon „odstępował Polakom wierzytelności pruskie obliczone na 43 miliony franków w zamian za 24 miliony, płatne w ciągu czterech lat”. Szybko jednak wyszło na jaw, że to, co ustalono, i tak przerastało wątłe możliwości płatnicze Księstwa Warszawskiego. 24 milionów franków w żaden sposób nie udało się ściągnąć…

Od tamtych czasów przymiotnik bajoński wszedł do wielu języków i z czasem rozpowszechnił się w wyrażeniu bajońskie sumy, stając synonimem ‘zawrotnych, niewyobrażalnych sum pieniędzy’. Używamy go także my, jednak niestety często w zniekształconej postaci. Warto zatem zapamiętać, że można płacić za coś bajońskie sumy, zarobić na czymś bajońskie sumy, marzyć o bajońskich sumach, nie wolno natomiast mówić o bajońskich cenach, dyskutować o bajońskich wydatkach, liczyć na bajońskie profity z czegoś czy rozpaczać z powodu bajońskich kosztów.

Istnieje w polszczyźnie inne obrazowe określenie na coś, co jest sprzedawane po wygórowanych cenach. Mówi się wówczas: słone ceny. Bajońskie ceny nie mają uzasadnienia, gdyż w Bajonnie niczego nie przepłacano, nikt z nikogo nie chciał zedrzeć skóry! Gdyby więc w opisywanej na wstępie sytuacji mężczyzna powiedział: Ale jakie słone ceny!, wszystko by było w porządku. Niewątpliwie wyrażenie bajońskie ceny pojawia się w języku wielu osób wskutek skrzyżowania frazeologizmów bajońskie sumy i słone ceny.

Mniej znane od bajońskich sum jest powiedzenie neapolitańskie sumy. Otóż neapolitańskie sumy to inaczej ‘obiecane bogactwa (np. wielki spadek), które się jednak nie realizują’. Chyba się nie doczekasz tych neapolitańskich sum – mówiła z przekąsem moja ciocia do przyjaciółki, która od lat spodziewała się sporych pieniędzy po zmarłym mężu, Amerykaninie. Frazeologizm ten wziął się stąd, że w 1556 r. suma ok. 500 tys. dukatów została wywieziona z Polski przez królową Bonę i pożyczona królowi hiszpańskiemu Filipowi II. Mimo starań Zygmunta Augusta pieniędzy nie udało się odzyskać.

Z innymi frazeologizmem, pleść duby smalone, jest w polszczyźnie trochę zamieszania, ponieważ upowszechnił się we wtórnym znaczeniu, które zaakceptowali historycy literatury i językoznawcy, nie bacząc na jego sens pierwotny. Dziś w słownikach odnajdujemy informację, że zwrot pleść duby smalone znaczy ‘mówić coś niedorzecznego, wygadywać głupstwa, brednie, bzdury, androny’, ale gdyby trzymać się etymologii, definicja powinna być inna: ‘wykonywać coś nadaremnie; pisać na wodzie; kręcić bicz z piasku’. W nowej wersji upowszechnił ją Adam Mickiewicz, pisząc w wierszu „Romantyczność”: Dziewczyna duby smalone bredzi, a gmin rozumowi bluźni. Poeta pozwolił tu sobie na niedozwoloną przeróbkę zwrotu pleć duby smalone (użył formy bredzi) i słowo duby (z rosyjskiego dęby) utożsamił z głupstwami. Dlaczego to duby (smalone), czyli dęby podpalane, stały się u Mickiewicza odpowiednikami ‘niedorzecznego gadania’, nie wiadomo. Sami etymolodzy nie potrafią doszukać się związku.

Spróbujmy całą rzecz przeanalizować.

Przed wiekami większość sprzętów domowych wyplatano z gałęzi, ale głównie sosnowych, brzozowych, wierzbowych, czyli giętkich. Na pewno nie nadawał się do tego dąb (dub), gdyż dębina była twarda, sztywna, w dodatku krucha. Dub można więc było jedynie giąć, ale nie dało się z niego niczego wyplatać. Świeżo ścięte gałązki dubu smalono więc nad płomieniem, sądząc, że łatwiej będzie później z nich coś wypleść. Ale czynność ta była niezwykle żmudna, długotrwała, a jej efekt – marny. Jeśli więc ktoś w sensie dosłownym plótł duby smalone, to wykonywał rzecz raczej daremną, nieprzynoszącą spodziewanych korzyści, bezowocną, ponieważ z dubów smalonych nie można było niczego konkretnego zrobić.

Warto więc spytać: co stało na przeszkodzie, żeby i przenośna definicja zwrotu pleść duby smalone miała podobny sens, tzn. ‘wykonywać coś nadaremnie, kręcić bicz z piasku; pisać na wodzie’ (np. Po co pleciesz duby smalone (czyli: ‘robisz to nadaremnie’), przecież niewiele z tego wyniknie)? Dlaczego owo powiedzenie zaczęto rozumieć inaczej?

Być może było tak. Jakiś uparty gospodarz nie dawał za wygraną i mimo wszystko próbował wyplatać coś z dubów smalonych. Kiedy potem się tym chwalił, ktoś, kto wiedział, że z dubów nic nie powstanie, mógł krzyknąć: ? O, popatrz, kumie. Jasiek spod lasu mówi, że duby smalone plecie. Przecież to niemożliwe, to bzdury, androny! Niewykluczone, że właśnie w ten oto sposób plecenie dubów smalonych upowszechniło się potem jako synonim ‘wygadywania głupstw’, wypierając właściwe znaczenie ‘wykonywać coś nadaremnie; pisać na wodzie; kręcić bicz z piasku’…

E-maile od Czytelników:

  • Z jakim przypadkiem należy łączyć wyrazy „skutkować”, „skutkujący”, których używa się w tekstach prawniczych? Czy np. „coś skutkuje odpowiedzialność karną”, czy „odpowiedzialnością karną”? 

Słownik poprawnej polszczyzny PWN (sprzed 30 lat) nakazywał mówić i pisać, że Uchylanie się od wykonywania karny skutkuje (co?) odpowiedzialność karną (inaczej ‘powoduje, pociąga za sobą odpowiedzialność karną’). Według Nowego słownika poprawnej polszczyzny pod redakcją prof. Andrzeja Markowskiego jest jednak inaczej. Czasownik skutkować w znaczeniu ‘powoływać powstanie określonych skutków prawnych’ rządzi narzędnikiem, a zatem coś skutkuje czymś, np. Niepłacenie alimentów może skutkować odpowiedzialnością karną. Oczywiście, czasownik skutkować znaczy też’ wywoływać skutek, działać skutecznie’ i wtedy poprawne są sformułowania: Lekarstwo nie skutkowało; Namowy nie skutkowały; Perswazje poskutkowały.

  • Jak powinno się nazywać „obywatela Ghany”? Spotkałem się z trzema formami: „Ghanijczyk” (moim zdaniem właściwa), „Ghanejczyk” (najczęściej widywana) i „Ghańczyk”. Na prawidłowość tej ostatniej formy wskazywałaby zasada tworzenia nazw mieszkańców od nazwy krajów i miast kończących się na „-na”, np. „Palestyńczyk”. Ale mam pewne wątpliwości… 

Z trzech form wymienionych przez internautę poprawna jest jedna, ale nie ta, o której myśli. Obywatela Ghany (państwa w Afryce zachodniej) można w polszczyźnie nazywać albo Ghańczykiem, albo Ghaninem. Obywatelka to Ghanka albo Ghanijka, obywatele – Ghanie bądź Ghańczycy, a obywatelki – Ghanki lub Ghanijki.

  • Jak należy mówić i pisać: „golonka” czy „golonko”? Według mojego słownika „golonka”, ale wciąż nie jestem pewny, czy to poprawnie… 

Nazwa tej popularnej potrawy kuchni niemieckiej (ale i naszej!) to (ta) golonka, a nie: (to) golonko. Mimo to częściej widuje się w menu, w kartach dań właśnie tę drugą formę, np. golonko z duszoną czerwoną kapustą, golonko z pur?e grochowym, golonko gotowane (czyżby pod wpływem takich wyrazów, jak jedzonko, śniadanko?). Muszę przyznać, że mnie golonko kojarzy się z czym innym – ze zdrobnieniem wyrazu odnoszącego się do czynności golenia się. Starsi fryzjerzy mówili dawniej do klientów: Szanowny pan życzy sobie małe golonko, małe strzyżonko?

  • Dość często słyszę w mediach, że sprzedano coś za „przysłowiową złotówkę”. Czy istnieje jakieś przysłowie dotyczące złotówki? Wydaje mi się, że bardziej odpowiednia jest forma „symboliczna złotówka”. 

Oczywiście. Można coś sprzedać wyłącznie za symboliczną złotówkę. Przymiotnik przysłowiowy pojawia się niepotrzebnie (i niepoprawnie!) w wypowiedziach, które są zwykłymi związkami frazeologicznymi, np. Gra jest warta przysłowiowej świeczki; Postawić przysłowiową kropkę nad „i”; Ciemny jak przysłowiowa tabaka w rogu; Nabić kogoś w przysłowiową butelkę. Słowo to jest nie tylko w nich zbędne, ale wręcz zabronione, gdyż rozbija utarty zwrot (mówi się przecież: Gra jest warta świeczki; Postawić kropkę nad „i”; Ciemny jak tabaka w rogu czy Nabić kogoś w butelkę).Mniej wyrobione językowo osoby sądzą, że opatrując słowem przysłowiowy każde wyrażenie użyte przenośnie bądź zwrot, osłabią, zneutralizują wypowiedź. Czasem piszący wprowadzają nawet do tekstu cudzysłów (np. Ciemny jak przysłowiowa „tabaka w rogu”), co jest już podwójnym wykroczeniem przeciwko polszczyźnie!

MACIEJ MALINOWSKI

 

Przewiń do góry