StartWszystkie wpisyPorady językoweO pisowni nieraz/nie raz

Autorzy „Słownika wyrazów kłopotliwych” twierdzą, że w sytuacji gdy piszącemu chodzi o podkreślenie członu „raz”, może on pominąć domyślne uzupełnienie (‘jeszcze co najmniej dwa razy’) i użyć pisowni „nie raz”. Zapis łączny „nieraz” zmienia przecież sens zdania.

Dziś będzie o kłopotach ortograficznych, jakie miewają piszący z pewnymi wyrazami i wyrażeniami (choć często są tego nieświadomi!), ale też o tym, że odpowiednie zapisy na ten temat w słownikach dalekie są od doskonałości i należałoby je poprawić.

Zdarzyło się Państwu zastanawiać, czy pisze się: nieraz czy nie raz?, naraz czy na raz?, przed półgodziną czy przed pół godziną?, po półgodzinie czy po pół godzinie?, a może przed pół godziny, po pół godziny? Jeśli tak, to omówienie przeze mnie tej kwestii sporo wyjaśni.

Najpierw o nieraz i nie raz. Według tego, co zawierają przepisy ortograficzne, pisze się nieraz (łącznie) w znaczeniu ‘często, wielokrotnie, niekiedy, czasem’ oraz nie raz w logicznych w przeciwstawieniach, np. nie raz, ale dwa razy; nie raz i nie dwa, ale wielokrotnie. Ma to ścisły związek z akcentowaniem tego wyrazu i wyrażenia: jeśli przycisk pada na nie-, wtedy pisze się nieraz, jeśli na raz – wtedy pisze się nie raz.

Niby proste, a jednak pojawiają się wątpliwości… Proszę się przyjrzeć zdaniom:

Zrobię to jeszcze nie raz! – odgrażała się koleżankom.
Nie raz bywała w trudnej sytuacji finansowej.
Nie raz ci to wypomnę!

Czy zawierają one… błąd ortograficzny?

Gdyby trzymać się reguły słownikowej, trzeba by odpowiedzieć twierdząco. Wyrażenie nie raz występuje tu przecież samodzielnie (bez drugiego członu nie dwa), a zatem nie powinno być napisane rozdzielnie.

Z opresji wybawiają nas autorzy Słownika wyrazów kłopotliwych PWN Maria Krajeńska i Mirosław Bańko, którzy twierdzą, że w sytuacji gdy piszącemu chodzi o podkreślenie członu raz, może on pominąć domyślne uzupełnienie (‘jeszcze co najmniej dwa razy’) i użyć pisowni nie raz. Zapis łączny nieraz zasadniczo przecież zmienia sens zdania:

Zrobię to jeszcze nieraz! (czyli: parokrotnie) odgrażała się koleżankom.
Nieraz (czyli: często) bywała w trudnej sytuacji finansowej.
Nieraz (czyli: wielokrotnie jeszcze) ci to wypomnę!

Jednym słowem, pisownia nie raz (z akcentem na raz) niekoniecznie musi być używana wyłącznie w logicznych przeciwstawieniach, np. nie raz, ale dwa razy.

Dobrze by było, gdyby takie stanowisko podzielili wszyscy językoznawcy i odpowiednia poprawka znalazła się w nowych wydaniach słowników.

Czekam z niecierpliwością na hasła: nieraz (‘często, wielokrotnie’) i nie raz (‘nie jeden raz’).

Tak się właśnie stało już dawno z pisownią naraz i na raz.

Obydwa określenia mają klarowną definicję: naraz znaczy ‘nagle, niespodziewanie’, ale także ‘jednocześnie, razem’, wyrażenie na raz − ‘na jeden raz’.

Może też być komenda ‘na raz’ (proszę zajrzeć do słowników ortograficznych zarówno tych starszych, jak i nowych).

Napiszemy więc:

Naraz (czyli: nagle) usłyszeliśmy okropny huk.
Wspinał się na górę po dwóch stopniach naraz (czyli: jednocześnie),

ale:

Tego lekarstwa wystarczy ci na raz (na jeden raz).
Na raz (na komendę „raz”) wstajemy, na dwa klaszczemy.

Podobnie jak przy nieraz i nie raz tak i w tym wypadku różna pisownia ma związek z akcentowaniem: w naraz przycisk pada na człon na-, w na raz na człon raz.

Przyjrzyjmy się wreszcie wyrażeniom przed półgodziną, przed pół godziną, po półgodzinie, po pół godzinie, przed pół godziny, po pół godziny.

Przede wszystkim ciśnie się na usta pytanie, czy istnieje w polszczyźnie wyraz półgodzina.

Nieżyjący już wybitny językoznawca gdański prof. Bogusław Kreja twierdził, że nie ma takiego słowa, ale Komisja Kultury Języka nie podzieliła tej opinii.

Słowniki odnotowują rzeczownik półgodzina (‘połowa godziny, trzydzieści minut’).

Skoro tak, bez żadnych wątpliwości za poprawną można uznać pisownię przed półgodziną, po półgodzinie, np.

Dzwoniła przed półgodziną.
Po półgodzinie wszyscy mieli dość i wyszli.

Przez długi czas językoznawcy nie zezwalali na pisownię przed pół godziną, po pół godzinie, godzili się natomiast na konstrukcje, w których człon godzina występował z liczebnikiem ułamkowym pół w dopełniaczu, np.

Przyjechali przed pół godziny.
Po pół godziny nie było już nikogo.

Teraz można już pisać: przed pół godziną, po pół godzinie.

A zatem nie muszą się więcej Państwo zastanawiać nad tym, jaką posłużyć się konstrukcją gramatyczną i jaką ortografią, gdy przyjdzie Państwu użyć liczebnika ułamkowego pół i rzeczownika godzina.

Możliwe jest bowiem… trojakie rozwiązanie.

Ciekawe, że o orzeczeniu Komisji Języka Polskiego sprzed ośmiu lat (że poprawne są już konstrukcje przed pół godziną, po pół godzinie) nie wiedzą niektórzy autorzy słowników czy poradników językowych…

Dodam, że jedynie na dwa sposoby wolno natomiast zapisać wyrażenie przed pół wiekiem i przed półwiekiem.

Wprawdzie współczesne słowniki nie notują już wyrazu półwiek (jest tylko półwiecze), traktując go jako przestarzały, ale dopuszcza się jeszcze użycie zrostu półwiek w wyrażeniach przed półwiekiem, po półwieku. Częściej jednak pisze się przed pół wiekiem, po pół wieku.

Jak widać rzeczownik wiek przybiera formę narzędnika lub miejscownika, dopasowując się do przypadka, w jakim występują przyimki przed, po, a nie do liczebnika pół. Mówimy przecież i piszemy przed pół rokiem, przed półtora rokiem, a nie: przed pół roku, przed półtora roku.

MACIEJ MALINOWSKI

E-maile od Czytelników:

  • Interesuje mnie pochodzenie polskich nazw miesięcy i dni tygodnia, gdyż są one zupełnie inne niż w pozostałych językach europejskich (nawet słowiańskich). O ile mogę się domyślić, że „marzec” pochodzi od „marznąć” (choć może się mylę), to „październik” nie kojarzy mi się z niczym. Tak samo jest z dniami tygodnia – poza „poniedziałkiem” i „środą” ich znaczenie i pochodzenia jest dla mnie zupełnie niejasne(soko8****@gazeta.pl)

Najpierw o nazwach miesięcy. Styczeń, bo stykają się ze sobą stary i nowy rok. Luty, gdyż panują wtedy tęgie mrozy (luty znaczył dawniej ‘ostry, srogi’). Marzec nie pochodzi od ‘marznąć’, lecz od łacińskiej nazwy miesiąca martius (‘poświęcony Marsowi’, bogowi wojny).Kwiecień, ponieważ zaczynają kwitnąć drzewa i kwiaty. Maj ma jak marzec rodowód łaciński (od starorzymskiego miesiąca maius ‘starszy’). Czerwiec wziął nazwę od czerwi, małych robaków mnożących się w tym czasie w drzewach, hodowanych po to, by uzyskać barwnik. W lipcu kwitną lipy, w sierpniu sierpami żnie się zboże, we wrześniu kwitną wrzosy. Październik ma związek z paździerzami, które pokrywają włókna lnu oraz konopi i w tym okresie odpadają od łodygi. W listopadzie opadają liście z drzew, a w grudniu ziemia zamienia się w grudy, ściśnięta mrozem.

Teraz nazwy dni tygodnia. Niedziela (w tradycji judeochrześcijańskiej ‘pierwszy dzień tygodnia’) wywodzi się z biblijnego zakazu pracy w tym dniu (= nie działać’). Poniedziałek, bo nastaje ‘po niedzieli’, wtorek, gdyż ‘wtóry’, czyli drugi w kolejności, środa, ponieważ ‘środek tygodnia’, czwartek, bo ‘czwarty dzień w tygodniu’, piątek, czyli ‘piąty dzień tygodnia’, sobota (z łac. sabbatum) ‘szósty dzień tygodnia’ (pierwotnie słowo to znaczyło ‘dzień poprzedzający święto, czyli niedzielę’).

  • Co Pan myśli o coraz bardziej przyjmującym się wyrażeniu „przejść nad czymś do porządku dziennego”? Według mnie nad czymś można „przejść do porządku”, do „porządku dziennego” można natomiast „coś wpisać lub włączyć”… (marek****@pkobp.pl)

Zwrot przejść nad czymś do porządku dziennego (inaczej ‘zignorować, pominąć coś, nie dyskutować nad czymś’) jest frazeologizmem odnotowywanym w słownikach, ale może rzeczywiście wystarczyłoby samo przejść nad czymś do porządku? Mówi się przecież przywołać kogoś do porządku (tzn. ‘zwrócić komuś uwagę na niewłaściwie zachowanie się’). Porządek dzienny to termin urzędowy, inaczej ‘lista spraw, które mają stanowić przedmiot obrad’. W sensie dosłownym więc istotnie coś wpisuje się czasem lub włącza do porządku dziennego. Jak to się stało, że wyrażenie porządek dzienny przeniknęło do zwrotów metaforycznych, trudno powiedzieć…

  • Omawiając różne kwestie językowe, używa Pan często formy dopełniaczowej „przypadka”, a nie” przypadku. Dlaczego? (puszny***@wp.pl)

Ucieka się w ten sposób przed homonimią fleksyjną, tzn. tymi samymi formami w odmianie wyrazów pisanych jednakowo, ale co innego znaczących. Powiemy i napiszemy: To było kwestią przypadku; Lekarze odnosili się to trudnego przypadku złamania kości udowej. Przypadek to jednak także termin gramatyczny i wówczas dopełniacz brzmi: kogo? czego? przypadka, np. Przydawka przymiotna zgadza się z rzeczownikiem w funkcji podmiotu pod względem przypadka, liczby i rodzaju.

Przewiń do góry