StartWszystkie wpisyPorady językoweIdę na welo

 Wyraz „welo” pozostaje tworem wprost przeniesionym z języka francuskiego, w którym vélo rzeczywiście znaczy ‘rower’

  Nastała ostatnio jakaś moda na „welo”. Młodzi ludzie „kupują lub wypożyczają sobie welo”„umawiają się na welo”, „jeżdżą całymi godzinami na welo”. „Welo” ma tutaj znaczyć „rower”. Skąd to się wzięło i czy taką polszczyznę polegającą na wymyślaniu nowych wyrazów należy pochwalać? (e-mail od internauty cuxxxxx@poczta.fm; szczegółowe dane do wiadomości mojej i redakcji).

Trudno by było młodym ludziom zakazać mówienia na ‘rower’ welo. Można to co najwyżej skrytykować, a nawet wyśmiać (że zaśmieca się w ten sposób polszczyznę niepotrzebnymi wtrętami obcymi)…

Wyraz welo pozostaje tworem wprost przeniesionym z języka francuskiego, w którym vélo rzeczywiście znaczy ‘rower’. Tylko że w oryginale wymawia się go z przyciskiem na sylabę –lo, u nas – co nie dziwi – akcentuje się zgłoskę pierwszą – we [welo].

Niewykluczone, że welo może też być nieco zmodyfikowanym skrótem graficznym angielskiego rzeczownika velocipede.

Nie chce mi się raczej wierzyć, by nowy synonim roweru był odwoływaniem się osób tak mówiących do archaicznego dzisiaj (choć ciągle odnotowywanego w słownikach) wyrazu welocyped (z fr. vélocipède, dosłownie ‘szybka noga’, od łac. velox, velocis ‘szybki’ i pes, pedis ‘noga’), nazywającego kiedyś prymitywny pojazd składający się z wielkiego koła przedniego z umocowanymi na jego osi pedałami i małego koła tylnego, służącego za podporę.

O archaicznych welocypedach mało kto z młodych ludzi słyszał, można je okazjonalnie oglądać w muzeach techniki bądź przeglądając stare albumy lub ich reprinty.

Jak wiadomo, pierwsze welocypedy były bicyklami (łac. bis ‘dwa’ i gr. kýklos, łac. cyclus ‘koło’), tzn. miały dwa koła (jedno wielkie i drugie małe), i siedząc na nich, należało „mieć szybką nogę jedną i drugą” (velocis pedes), tzn. mocno pedałować, by nie spaść i nie wywrócić się (w takim wehikule brakowało przecież łańcucha i hamulca).

Nic więc dziwnego, że konstruktorzy głowili się nad udoskonaleniem owego mało komfortowego dwukołowca.

Po jakimś czasie zbudowali zestaw z dwoma tylnymi, większymi kołami i z małym przednim i nazwali go trycyklem (welocypedem trójkołowym, łac. try + gr. kýklos, łac. cyclus), następnie zaś zestaw z czterema kołami: przednim i tylnym małymi oraz większymi pośrodku – tak powstał kwadracykl (łac. quadra + gr. kýklos, łac. cyclus).

Z biegiem lat trycykle i kwadracykle wyszły z użycia, upowszechniły się za to mocno zmodernizowane i ulepszone konstrukcyjnie bicykle, czyli jednoślady.

Dlatego w różnych językach w znaczeniu ‘rower’ używa się tych właśnie określeń: w języku angielskim bicycle [wym. bajsikl] lub krótszego bike [wym. bajk], w języku francuskim bicyclette, w języku włoskim bicicletta lub bici i w języku hiszpańskim bicicleta lub bici. Chyba tylko Rosjanie pozostali przy formie велосипéд (wełosipied) i nadal mówią tak na ‘rower’.

U nas na dobre upowszechniło się słowo rower, które pod koniec XIX w. przejęliśmy z języka angielskiego po tym, jak niejaki John Kemp Starley wyprodukował prototyp jednośladu z łańcuchem i kołami o jednakowej średnicy, wyposażonego w ramę w kształcie czworokąta z rur, i nazwał go w ten sposób, a później rozpoczął seryjną produkcję takich pojazdów pod firmową marką Rover w fabryce Longbridge pod Birminghan.

Myśmy z eponimu (nazwy własnej) Rover zrobili słowo pospolite rower.

Wcześniej nasi przodkowie mówili na jednoślad cykl (skrót od bicykl) albo koło (Ślązacy do dzisiaj pozostali przy określeniu koło, podobnie jak Czesi: ‘jednostopé vozidlo’ to u nich kolo).

Warto wiedzieć, że ślad po kole ‘rowerze’ tkwi genetycznie w wyrazach kolarz, kolarstwo, kolarski. Dawniej ‘każdego, kto jechał rowerem’ można było nazwać kolarzem (z czes. kolář) lub cyklistą (od cyklu). Dzisiaj kolarzem jest ten, kto wyczynowo ściga się na rowerze, na kolarza amatora mówi się po prostu rowerzysta.

No chyba że młodzież wymyśli sobie współcześnie inne (nowe) określenie, np. welarz, welorz, welownik bądź welowiec…

MACIEJ MALINOWSKI

6 komentarzy

  1. Czyli w zasadzie wyszło na to, że użalamy się nad tym, iże nasza młodzież używa obcojęzycznego, francuskiego terminu welo zamiast rdzennie „rodzimego”, angielskiego roweru. Zabawne.

    1. Ale sytuacja jest inna. Rower pojawił się wtedy, gdy szukano nazwy na ten nowy pojazd. Dzisiaj rower jest wyrazem wpisanym w słownik języka polskiego (jak wiele innych obcego pochodzenia) i wprowadzanie kolejnego jest niepotrzebne.

  2. Nie słyszałem, by na rower mówiło się „welo”… Czy może Pan zdradzić, w jakich częściach Polski się tak mówi?

  3. Mnie słowo „welo” skojarzyło się z włoskim „velo” – „welon; gaza”, jak podaje mój słownik. Są jeszcze „vello” – „runo” i „vela” – „żagiel”. Rower to po włosku „bicicletta” (wym. biczikletta), tak jak Pan podał w artykule.

  4. Mnie się natomiast wydaje, że popularność ten zwrot zyskał wraz z nadejściem mody na używanie rowerów torowych w ruchu ulicznym. Velo jak velodrom, czyli tor kolarski.

Komentowanie jest niedostępne.

Przewiń do góry