StartWszystkie wpisyPorady językoweHospitacja i hospitalizacja

Pierwsze słowo ma związek ze szkolnictwem, drugie – ze służbą zdrowia

Czy to możliwe, żeby pomylić słowa hospitacja i hospitalizacja, kiedy zabiera się głos publicznie? Okazuje się, że tak! Ów lapsus przytrafił się niedawno pewnemu profesorowi na spotkaniu z naukowcami (byłem tego świadkiem). Ku zdumieniu zebranych prorektor oznajmił:

– Proszę się niebawem spodziewać na zajęciach hospitalizacji…

No tak – pomyślałem. – Hospitacja przełożonego na wykładach czy ćwiczeniach rzeczywiście może się niekiedy skończyć… hospitalizacją osoby ocenianej.

Niefortunne sięgnięcie przez mówcę po termin hospitalizacja zamiast hospitacja to przykład na tzw. paronimię językową, czyli mylenie wyrazów podobnie brzmiących, ale niespokrewnionych etymologicznie, a więc mających odmienne znaczenie.

Tak się nieszczęśliwie składa, że i hospitacja, i hospitalizacja zawiera ten sam, aż siedmioliterowy i głoskowy, początek hospita-, ale to jeszcze nie powód, żeby wypaczać sens jednego czy drugiego obco brzmiącego rzeczownika.

Jeśli się to komuś myli, należy albo sięgnąć do słownika i poznać prawdziwą definicję, albo zrezygnować z używania trudnego terminu. Nieprawdaż?

Tak czy owak służę pomocą.

Hospitacja to inaczej ‘udział władz szkolnych w lekcji prowadzonej przez nauczyciela’; inaczej ‘wizytacja’ (z niem. Hospitation, od niem. hospitieren, z łac. hospitāri ‘gościć, być gościem’), hospitalizacja zaś – to ‘umieszczenie chorego w szpitalu’ (z fr. hospitalisation, od hospitaliser, ang. hospitalize ‘umieszczać chorego w szpitalu’; od hospital ‘szpital’).

Jak widać, pierwszy rzeczownik wiąże się ze szkolnictwem, nauką, dydaktyką, drugi – ze służbą zdrowia.

Najpierw szerzej o hospitacji.

Jak wspomniałem, ów wyraz ma związek przede wszystkim z łacińską formą hospes, -pitis (‘gość’). Hospitacja jest zatem niczym innym, tylko ‘goszczeniem kogoś’ (w tym wypadku przełożonych) przez prowadzącego lekcję czy wykład.

Owe „odwiedziny” dyrektora bądź jego zastępców u nauczycieli na lekcjach – jakże stresujące dla osób młodych, tuż po dyplomie – mają swe precyzyjniejsze odmiany. Bywa bowiem hospitacja kontrolno-oceniająca, hospitacja doradczo-doskonaląca i hospitacja diagnozująca. Dwie pierwsze dotyczą kontroli i oceny pracy nauczyciela, trzecia skoncentrowana jest raczej na bezpośredniej obserwacji uczniów, ich zachowania, aktywności na lekcji.

Okazuje się jednak, że hospitacja to nie tylko kontrolowanie podwładnych przez przełożonych. Zgodnie z definicją zawartą w słownikach wyraz ten oznacza również ‘udział w lekcjach kandydatów na nauczycieli, studentów ostatniego roku szkół pedagogicznych w celu poznania stosowanych metod pracy (czyli coś w rodzaju wstępnej praktyki).

Nieprzypadkowo więc słowa hospitant, hospitantka odnoszą się właśnie do nich, czyli do osób przygotowujących się do zawodu nauczycielskiego. Dyrektora bądź innego przełożonego przeprowadzającego hospitację również wolno nazywać hospitantem, jednak „lepszym” określeniem – przez analogię do wizytator – wydaje się hospitator (dlaczego nie ma tego hasła w słownikach?).

Nawiasem mówiąc, słowo hospitant miało dawniej jeszcze inny sens. Oznaczało ‘posła, który jest członkiem klubu parlamentarnego, ale zastrzega sobie wolność głosowania w pewnych sprawach’ (dziś takiego posła hospitanta wyrzucono by z hukiem) oraz ‘osobę, która nie jest formalnie studentem, ale uczęszcza na wykłady i zajęcia’ (inaczej ‘wolnego słuchacza’).

Teraz o hospitalizacji (i czasowniku hospitalizować).

Należy ją łączyć genetycznie z łacińskim wyrażeniem hospitalis domus, czyli ‘szpitalny dom’, od którego wywodzą się francuska forma hôpital i angielska hospital.

Jednym słowem, jeżeli ktoś został hospitalizowany (przebywa na hospitalizacji), to znaczy, że jest chory i musi leżeć w szpitalu. Tymczasem w specjalistycznym języku lekarskim i administracyjnym na dobre upowszechniło się pojęcie hospitalizacja… domowa, która oznacza sprawowanie opieki lekarskiej i pielęgniarskiej nad pacjentem przebywającym w domu, ale ze względu na schorzenie wymagającym dalszej pomocy medycznej.

Ktoś, kto zna łacinę i wie, jaka jest etymologia słowa hospitalizacja, niewątpliwie uzna sformułowanie hospitalizacja domowa za nonsensowne. I będzie miał w stu procentach rację.

Chyba że z czasem rzeczownik hospitalizacja i czasownik hospitalizować bądź przymiotnik hospitalizowany przestaną być przez większość społeczeństwa kojarzone wyłącznie z pobytem w szpitalu i otrzymają nowe, ogólniejsze znaczenie ‘leżenie w łóżku’.

Nie byłby to zresztą pierwszy wypadek, kiedy powstaje neosemantyzm (tzn. słowo w nowym znaczeniu). Mamy przecież w obiegu określenia masło roślinne albo skóra ekologiczna i mało komu owe nielogiczne twory przeszkadzają. A nie jest to ani masło, ani skóra

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry