StartWszystkie wpisyPorady językoweFilm to ‘film’, a nie… ‘obraz’

Wiele osób drażni dosłowne przetłumaczenie na polski amerykańskiego słowa „picture”

Otrzymałem niedawno e-mail, w którym autor porusza bardzo interesującą kwestię, a mianowicie prawie że powszechnego już zastępowania przez krytyków filmowych słowa filmobrazem.

„Obraz” – pisze (b****h@interia.pl) – stał się wyrazem niesłychanie modnym, a przez to nadużywanym. O ile w książkach poświęconych kinu panuje jeszcze względny umiar w sięganiu po ów rzeczownik, o tyle w czasopismach filmowych i w internecie króluje on niepodzielnie

Żeby nie być gołosłownym, internauta przytacza kilka przykładów:

  • – Światowa prapremiera obrazu o papieżu odbyła się w Watykanie.
  • –Spielberg nie chce w żaden sposób reklamować swego najnowszego obrazu.
  • – Autor pragnie, aby jego obraz mówił sam za siebie.
  • Bohaterami obrazu są wdowiec z dziesiątką dzieci oraz wdowa z ósemką potomków.
  • – Obraz oparty jest na skandalizującej książce Michela Houellebecqa, która zdążyła już zdobyć miano kultowej.

Naprawdę można by pomyśleć, że chodzi o… obrazy ‘malowane’ – dodaje czytelnik.

Niewątpliwie mamy tutaj do czynienia ze świeżym zapożyczeniem z języka angielskiego, albo raczej z angielszczyzny amerykańskiej, z tzw. kalką. Już tam bowiem słowo picture stało się neosemantyzmem, tzn. zaczęło być używane w nowym znaczeniu jako ‘film’. Moda na mówienie i pisanie „po polsku z angielska” sprawiła, że i u nas picture (dawniej wyłącznie ‘obraz, dzieło plastyczne’) upowszechnia się jako synonim filmu. Czy można to (za)aprobować?

Prof. Andrzej Markowski zastanawia się nad tym, czy próba zaszczepienia do polszczyzny obrazu-film wynika ze snobizmu, czy też po prostu ze zwykłego niechlujstwa językowego.

– Po „amerykańsku” – argumentuje w „Polszczyźnie znanej i nie znanej” (Warszawa 1993) – picture(‘obraz’) to rzeczywiście film, ale po polsku? Ostatnio poszliśmy w amerykanizacji jeszcze dalej. Zamiast film słyszy się produkcja: „Ta produkcja była nominowana do »Oscara«”; „Obejrzeliśmy typowe produkcje latynoamerykańskie” itd. Podobno także w angielskim production (w znaczeniu ‘film’) nie uchodzi za wyraz z języka eleganckiego, a w polszczyźnie jest wyjątkowo niefortunny, zwłaszcza jeśli pamiętamy środowiskowe, ujemne znaczenie czasownika produkować się (‘występować na scenie, popisywać się jakimiś umiejętnościami’). Dobrze, że na razie nie tłumaczy się dosłownie na polski określenia movie (też ‘film’ po amerykańsku). Jak by to było? Ruszacz? Posuwacz? Ruchawka? – ironizuje lingwista.

Mimo to zwolennicy obrazu jako synonimu filmu trzymają się mocno. Nie widzą w tym niczego nagannego i tłumaczą, że nie można się przecież w kółko posługiwać słowem film, bo to by dopiero raziło. Po części (ale tylko po części) mają rację, gdyż tak się nieszczęśliwie składa, że rzeczownik filmistotnie pozbawiony został form bliskoznacznych. Ale to jeszcze nie powód, by za każdym razem mówić czy pisać obraz, obraz, obraz

Zgadzam się z internautą, że udanie zastępują słowo film takie wyrazy jak dramat, komedia, horror, thriller, komediodramat, arcydzieło itp., a w wielu sytuacjach w ogóle daje się obejść i bez takich określeń, sięgając przykładowo po sformułowania: W swoim „Powrocie Batmana” czy Dla jego „Wojny światów” (zamiast W swoim obrazie „Powrót Batmana” czy Dla jego obrazu „Wojna światów”).

– Wydawnictwem, które obeszło się bez słowa „obraz”, jest opasła „Encyklopedia kina” pod red. Tadeusza Lubelskiego – podkreśla internauta. – Niedawno natomiast nabyłem leksykon aktorów, którego w zasadzie… nie da się czytać, ponieważ co drugim słowem jest tam „obraz”. Kiedy przeczytałem: „Filmografia Grety Garbo składa się z 3 niemych obrazów europejskich, 10 niemychobrazów amerykańskich oraz 14 amerykańskich obrazów dźwiękowych” albo „Telewizja Polska uznała wielkość wybitnej gwiazdy, prezentując w 1973 r. osiem z jej obrazów w specjalnym cyklu” bądź „W 1970 r. Mary Pickford podarowała Amerykańskiemu Instytutowi Filmowemu 50 ze swoich wczesnych obrazów, które wcześniej wykupiła z intencją spalenia na własnym pogrzebie”, pomyślałem: czy przypadkiem nie chodzi o… podręcznik historii malarstwa? 

Konkluzja?

Nie powinno być zgody na rozpanoszenie się w polszczyźnie, zarówno tej mówionej, jak i pisanej, słowa obraz w nowym znaczeniu, co nie podoba się – jak widać – sporej części świadomych użytkowników polszczyzny. Niech leniwi autorzy tekstów prasowych mieniący się krytykami filmowymi wezmą to sobie do serca i ruszą czasem głową, kiedy znowu przyjdzie im sięgnąć po słowo obrazzamiast film. Wprawdzie najnowsze słowniki języka polskiego odnotowują ową nową definicję (obraz – ‘film, zwłaszcza dobry, ambitny’), ale zaznaczają jednak, że jest książkowa i… nadużywana.

MACIEJ MALINOWSKI

PS Z obrazem lepiej nie eksperymentować. Już raz słowo to weszło w przenośnym znaczeniu do przysłowia Był raz obraz, ale oblazł (o ‘kobiecie, która była niegdyś piękna’) i narobiło wiele zamieszania.

Przewiń do góry