StartWszystkie wpisyPorady językoweCzy menedżer to menażer?

Coraz częściej używa się określenia „menedżer” na kogoś, kto jest „menażerem”, czyli ‘osobą zajmującą się organizowaniem występów estradowych albo imprez sportowych, kierującą sprawami administracyjnymi artystów lub sportowców, dbającą o ich interesy’

Angielski wyraz manager należy do tych zapożyczeń, które zaadaptowaliśmy do polszczyzny w postaci fonetycznej (tzn. tak jak się je wymawia), a nie graficznej (czyli tak jak się zapisuje).

Dopuszczalne dwie wersje wymowy [menedżer] albo [menadżer] sprawiły, że spotyka się zarówno pisownię menedżer, jak i menadżer (obydwie obok manager odnotowuje Wielki słownik ortograficzny PWN, a także Uniwersalny słownik języka polskiego PWN).

Niepoprawne są natomiast formy maneger, menager, manadżer, manedżer.

Ale mamy też w polszczyźnie słowo menażer wywodzące się z francuskiego ménager.  Spróbujmy odpowiedzieć na tytułowe pytanie, czy menedżer (menadżer) to menażer (ménager).

Dzisiaj coraz częściej używa się określenia menedżer (znaczącego przede wszystkim ‘dyrektor, organizator, zarządca wielkiego przedsiębiorstwa lub jego części’) na kogoś, kto jest menażerem, czyli ‘osobą zajmującą się organizowaniem występów estradowych albo imprez sportowych, kierującą sprawami administracyjnymi artystów lub sportowców, dbającą o ich interesy’ (inaczej ‘impresario’), np.

Pan X jest menedżerem naszej grupy, wszystko załatwi – mówi piosenkarka Kayah;
W sprawie terminu występu w Kielcach proszę się skontaktować z moim menedżerem – radzi satyryk Marcin Daniec.

Znalazło to odbicie w słownikach i wydawnictwach poradnikowych. Wyrazem menedżer/menadżer możemy się już posłużyć w znaczeniu przysługującym dotąd terminowi menażer (ciekawe, że o dyrektorze przedsiębiorstwa nie powie się raczej menażer). Według prof. Mirosława Bańki z Wydawnictwa Naukowego PWN nie było powodu sztucznie dzielić tych zapożyczeń, ponieważ także Anglicy coraz częściej posługują się rzeczownikiem manager, kiedy mają na myśli ‘kogoś, kto organizuje jakieś występy’. Zresztą tak samo (w dwóch znaczeniach) funkcjonuje to słowo we francuszczyźnie.

Teraz o innej kwestii.

Wydawać by się mogło, że wyraz alternatywa, tak zadomowiony w języku polskim, nikomu nie powinien sprawiać kłopotu, jeśli chodzi o poprawne jego użycie. Tymczasem nie raz i nie dwa łatwo się przekonać, że tak nie jest. Jakiś student nie miał alternatywy i musiał zdać egzamin, a ktoś inny miał dwie alternatywy: albo pojechać na dłużej nad polskie morze, albo na tydzień za granicę.

Tymczasem alternatywa, słowo przejęte przez nas z łaciny (alternare ‘rozważać kolejno’), oznacza ‘konieczność wyboru jednej z dwóch wykluczających się możliwości; albo… albo’.

A zatem jeśli ktoś mówi, że ma przed sobą dwie alternatywy, to w istocie znaczy, iż może wybierać aż … czterech możliwości.

W przytoczonych przykładach należało się rzecz jasna posłużyć wyrazami wyjście, możliwość:

Student nie miał wyjścia i musiał zdać egzamin
oraz
Ktoś miał dwie możliwości: pojechać na dłużej nad polskie morze albo na tydzień za granicę.

Zdaniem prof. Jana Miodka kłopotów z alternatywą nie ustrzegł się nawet Melchior Wańkowicz, który w jednym z wydań tygodnika „Kultura” (z 1969 r.) napisał:

Mogły być tylko dwie alternatywy: albo plagiat jest nieudolny i sczeźnie, albo nosi w sobie znamiona twórczości i wówczas pratwórcę ogarnia nie uczucie urazy, tylko radosnego koleżeństwa.

Ale w „biblii” pisarzy i dziennikarzy, czyli Wańkowiczowej Karafce La Fontaine’a (Wydawnictwo Literackie, 1984 r., rozdział „W obronie plagiatu”, t. II, s. 113), wszystko jest już w porządku − zamiast dwóch alternatyw mamy dwie możliwości

(Ci pisarze z wielkopańskim lekceważeniem patrzyli na plagiat. Bo mogły być tylko dwie możliwości: albo plagiat jest nieudolny i sczeźnie. Albo nosi w sobie znamiona twórczości i wówczas pratwórcę ogarnia nie uczucie urazy, tylko radosnego koleżeństwa).

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry