StartWszystkie wpisyPorady językoweBomber, bombiarz

Na kogoś podkładającego bomby, działającego samodzielnie lub należącego do zorganizowanych grup i uczestniczącego w atakach „w imię wyższych celów” mówiło się dotąd „zamachowiec” bądź „terrorysta”

Pod koniec lipca media ogólnopolskie i lokalne informowały o schwytaniu i aresztowaniu na trzy miesiące w Krakowie Rafała K., 38-letniego mężczyzny podkładającego w różnych punktach miasta ładunki wybuchowe domowej produkcji.

Jedni dziennikarze nazywali go bomberem, drudzy bombiarzem. Obydwu określeń używali także policjanci podczas konferencji prasowych. Tymczasem takich wyrazów słowniki języka polskiego nigdy nie odnotowywały i nie odnotowują…

Na człowieka psychopatę działającego samodzielnie lub należącego do zorganizowanych grup i uczestniczącego w atakach „w imię wyższych celów” mówiło się dotąd zamachowiec bądź terrorysta.Takim zamachowcem okazał się niedawno niepoczytalny Norweg Anders Breihing Breivik, który najpierw doprowadził do wybuchu bombowego w dzielnicy rządowej w Oslo, w wyniku czego zginęło osiem osób, a następnie na wyspie Utøya zastrzelił 69 osób biorących udział w obozie młodzieżówki Partii Pracy i zamierzał zdetonować dalsze ładunki wybuchowe (być może sam by zginął…).

Niewykluczone, że w odniesieniu do mieszkańca Krakowa podkładającego pojedyncze, niewielkie puszki z ładunkiem wybuchowym własnej roboty określenia zamachowiec czy terrorysta wydawały się komuś „za mocne”, stąd sięgnął po nazwy bomber i bombiarz.

Jak nietrudno się domyślić, słowo bomber nie jest rodzime (nie ma w polszczyźnie przyrostka -er, wyrazy typu milioner, miliarder czy monter, także kończące się na -er, są zapożyczeniami fonetycznymi, z fr. millionnaire, milliardaire, monter [wym. milioner, miliarder, monter]). Zostało świeżo przyjęte z języka angielskiego (ach ta pseudofascynacja językiem Szekspira…).

Za to bombiarz to twór jak najbardziej polski, utworzony przyrostkiem -arz (bomb– + -i + –arz) na wzór babiarz, gołębiarz, grzybiarz, łomiarz itp., który wszedł do medialnego i policyjnego obiegu już kilka lat temu.

Bombiarzami nazwano po raz pierwszy grupę młodych ludzi, którzy na zlecenie innych grup przestępczych przygotowywali i detonowali ładunki wybuchowe podczas tzw. wojny gangów we Wrocławiu na przełomie 1999 i 2000 roku.

Bombiarzem określano również Roberta O., w 2005 roku w Warszawie wysyłającego do mediów fałszywe informacje o podłożonej bombie z sarinem, budząc tym strach mieszkańców stolicy (do owej głośnej sprawy nawiązywał scenariusz jednego z odcinków serialu „Pitbull”).

Jeśli chodzi o rzeczownik bomber, to trudno nie kryć zdziwienia, że bezrefleksyjnie przeniesiono na grunt polski brzmienie wyrazu, który w angielszczyźnie, owszem, nazywa ‘a person, who plants bombs’, czyli ‘osobę podkładającą bombę’, ale ma i drugą definicję: ‘a military – aircraft, that drops bombs during flight’, czyli ‘w wojsku – samolot, który zrzuca bomby podczas lotu’. To tak, jakby naszemu bombowcowi, czyli ‘samolotowi wojskowemu przeznaczonemu do niszczenia obiektów za pomocą bomb’, nadać wtórną definicję… ‘zamachowiec’.

Jeśli już, to trzeba było bardziej ruszyć głową i spolszczyć bombera na bombiera (na wzórbombardiera – dawniej ‘żołnierza obsługującego bombardę, czyli działo dużego kalibru strzelające kamiennymi kulami’). „Miękka” postać bombier budziłaby może mniej wątpliwości (chociaż i tak jest fatalna).

Również słowo bombiarz nie za bardzo nadaje się do użycia w tekście pisanym, gdyż tak jak łomiarz czy cinkciarz należy do warstwy języka potocznego, jest ujemnie nacechowane. Wiedząc o tym, niektóre media zaopatrywały bombiarza w cudzysłów  i pisały „Bombiarz” z Krakowa wreszcie schwytany.

Cóż, teoretycznie można się było pokusić o większą produktywność słowną i wymyślić nazwy w rodzaju bombowicz (na wzór działkowicz, noclegowicz) czy bombista (jak czołgista, golfista, portecista) albo bombysta (jak artysta, dentysta, sadysta) utworzone rodzimymi przyrostkami -owicz i -ista // -ysta od rzeczownika bomba. Oczywiście, piszę to z lekką nutą ironii, gdyż nie mam wątpliwości, że także te nowotwory raniłyby duszę prawdziwego miłośnika pięknej i poprawnej polszczyzny…

MACIEJ MALINOWSKI

Przewiń do góry