Współcześnie wydawane słowniki podają, że poza definicją taką samą, jaką ma „abstrakcja” w ujęciu filozoficznym’, słowo to znaczy ‘streszczenie publikacji naukowej; wyciąg’

– Skąd się to wzięło, że na streszczenie artykułu naukowego bądź pracy magisterskiej, doktorskiej czy habilitacyjnej mówi się abstrakt? – spytano mnie niedawno w towarzystwie.

Rozmówcy podkreślali, że słowo abstrakt ma przecież ścisły związek z wyrazem abstrakcja, czyli ‘coś oderwanego od rzeczywistości’, a streszczenie czegoś to ‘konkret, wyciąg najważniejszych treści z publikacji naukowej’.

Abstrakt w drugim znaczeniu to chyba jakaś słowna abstrakcja – komentowali. – Czy streszczenie naprawdę komuś nie wystarczało?

No cóż, niewykluczone, że słowo abstrakt wydało się swego czasu ludziom ze środowiska naukowego rzeczywiście wytworniejsze, więc zaczęli go bezrefleksyjnie używać, i… stało się: współcześnie wydawane słowniki podają, że poza definicją taką samą, jaką ma abstrakcja w ujęciu filozoficznym’, abstrakt znaczy ‘streszczenie publikacji naukowej; wyciąg’.

Musimy zatem przyjąć do wiadomości (ja czynię to bardzo niechętnie), że wszedł do polszczyzny cichaczem jeszcze jeden (dodajmy: niepotrzebny) neosemantyzm, którym ochoczo posługuje się środowisko naukowców, specjalistów różnych dziedzin i wydawców książek.

Wywołuje to zdziwienie osób od lat dbających o poprawność i czystość języka, dla których słowo abstrakt łączyło się od zawsze z abstrakcją, sprzeciwiających się powiększaniu zasobu leksykalnego polszczyzny ogólnej o następny homonim, czyli wyraz o identycznym brzmieniu, ale innym znaczeniu, co nie jest w polszczyźnie czymś korzystnym.

Abstrakt to zapożyczenie z łaciny, w której abstractum znaczy ‘to, co odciągnięto, oderwano’). Dlatego i na naszym gruncie, zgodnie z etymologią, ów wyraz otrzymał dawno temu definicję ‘pojęcie oderwane, abstrakcja’ i pierwotnie pluralną postać (te) abstrakta (bo to abstractum).

Dziś częściej mówi się i pisze (te) abstrakty, ale (te) abstrakta są jeszcze dopuszczalne.

Dodatkowo słowniki języka polskiego i wyrazów obcych sprzed lat informowały nas o tym, żeabstraktem był też ‘człowiek roztargniony, niezwracający uwagi na to, co się wokół niego dzieje’; kogoś takiego w psychologii ciągle nazywa się dystraktem, od łac. distractus ‘rozrywany’).

Nowy sens naszego abstraktu pojawił się niedawno pod wpływem – jakżeby inaczej – rozszerzonej definicji angielskiej postaci tego słowa; abstract znaczy tam bowiem także ‘streszczenie’, np.

They wrote the abstract of their publication.

Również Niemcy, choć mają słowo Abriss, mówią nieraz na ‘streszczenie’ Abstract.

Teraz nietrudno zrozumieć, dlaczego i w naszych publikacjach naukowych zagościł na dobre abstrakt zamiast streszczenie, wyciąg, wyjątek (moda? snobizm?).

Nieżyjący już wielki entuzjasta poprawnej polszczyzny Andrzej „Ibis” Wróblewski, który walczył jak lew z nowym znaczeniem wyrazu abstrakt, sugerował, że mogło być tak, iż ktoś kiepsko znający łacinę pomylił dwa łacińskie terminy: abstractum ‘to, co odciągnięte, oderwane’ i extractum ‘to, co wyciągnięte’, i puścił w obieg twór o brzmieniu abstrakt w znaczeniu należącym… do ekstraktu.

– Na ekstrakt, czyli wyciąg, można by się zgodzić – tłumaczył „Ibis” (Byki i byczki, Warszawa 1995, s. 110). – Na oderwanie – nie. Abstrakt w powszechnym rozumieniu jest tylko ‘pojęciem oderwanym’, choćby się nie wiem kto uparł, by z niego zrobić przeciwieństwo, czyli ‘konkret’. Streszczenie to przecież coś konkretnego.

Prof. Witold Doroszewski też nie miał wątpliwości, że nadawanie wyrazom „na własną rękę” znaczeń, których one dotychczas nie miały, wywołuje zamęt w języku.

Pół wieku temu wyrażenieabstrakty prac habilitacyjnych i doktorskich ów wybitny językoznawca uważał za nieudane…

MACIEJ MALINOWSKI

Uwagi o abstrakcie Czytelników:

– Nawiazując do tekstu „Abstrakt”, chciałbym zwrócić uwagę, że przynajmniej w biologicznych pracach naukowych pojawia się i streszczenie, i abstrakt, który nie jest ‘streszczeniem’, tylko ‘krótkim przedstawieniem wyników’. Nie piszemy tam, jaką metodę stosowaliśmy w danych badaniach, nie dyskutujemy wyników, ale jedynie podajemy suche fakty. W streszczeniu zaś podajemy wszystko (m****@****.org.pl).

– Przykład z abstraktem pokazuje, że trzeba być ostrożnym w ocenie zastosowania słów. Polszczyzna poza słowem streszczenie, które nie jest odpowiednikiem abstraktu, ma jeszcze takie wyrazy, jak podsumowanie, wnioski. Czy więc abstrakt jest nam do szczęścia niezbędny? Tego nie jestem pewien. Chyba że chodzi o pełnię szczęścia, tzn. nazwanie rzeczy i równoczesne sprostanie modzie na słowa obce (przeważnie angielskie, choć nie tylko). Owa moda jest OK, gdy zapewnia pojęcie wypełniające lukę słownikową albo zastępujące jakąś rozwlekłą, opisową formę. W przeciwnym wypadku należy ją mocno wyśmiewać… (c****a@poczta.fm)

Przewiń do góry